Kontakt
Biuro prasowe
Oddiabolizować Europejską Wspólnotę Obronną
20 marca 2015

Negatywne reakcje polityków europejskich (np. D. Cameron’a) i krajowyh (np. G. Schetyny) na deklarację Junckera o powołaniu EWO pokazują siłę historycznego znaczenia pojęć, które po upływie lat nie odpowiadają rzeczywistym wyzwaniom politycznym.

Przypomnijmy, że tuż po ukonstytuowaniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali podjęto próbę zbudowania jednolitej, europejskiej armii opartej na siłach francusko-niemieckich. Wtedy pomysł realizowany był pod wyraźnym patronatem USA i upadł ze względu na odrzucenie ratyfikacji traktatu przez francuski parlament. W 1954 roku Francuzi poszli za głosem De Gaulle’a, który nie godził sie na likwidację armii francuskiej, złączenie jej z armią niemiecką – która kilka lat wcześniej okupowała Francję – i podporządkowanie całości dowództwu USA.

Później w czasach zimnej wojny i rywalizacji z ZSRR odgrzewana idea EWO traktowana była nie bez racji jako kruszenie NATO. W latach 70 tych obawy tego typu były całkowicie uzasadnione choćby ze względu na to, że istniały koncepcje zjednoczenia Niemiec przez neutralizację, które skończyłyby się osłabieniem Zachodu. Dziś jednak deklaracja o powstaniu EWO w niczym nie zagraża NATO. Jej polityczny sens jest bardzo skromny. Juncker zapowiada EWO głównie dlatego by nie zostać w tyle za aktywnością państw i stwarzać wrażenie,  że dyktuje polityczną agendę Europy. Oświadczenie może mieć pewną moc mobilizacyjną ponieważ wydatki na armię w wielu państwach europejskich są niewspółmiernie niskie w stosunku do wyzwań polityki bezpieczeństwa.

W żadnym jednak razie EWO nie zagrozi sojuszowi z USA i więziom transatlantyckim. Traktat z Lizbony nie zakłada jak to miało miejsce w latach 50-tych likwidacji armii narodowych. Jeśli coś zagraża bezpieczeństwu Europy to relatywizacja NATO dokonana z własnej inicjatywy i osłabienie zaangażowania amerykańskiego na Starym Kontynencie będące konsekwencją polityki Baracka Obamy. Agresywna polityka Putina wymusza zmianę tej polityki i urealnienie obecności USA, które już jest widoczne na Łotwie. Polityka Polska powinna wykorzystać maksymalnie pozytywną tendencję i przeprowadzić rzeczywistą modernizację polskiej armii. EWO w wersji Junckera nie stanowi zagrożenia dla tego procesu. Nikt nie bierze pod uwagę projektu w wersji z lat 50-tych gdy myślano o likwidacji armii narodowych. EWO może w najbardziej ofensywnej wersji być uzupełnieniem NATO i mobilizować do wzrostu wydatków na obronę. Dziś jedynie Francja przeznacza na ten cel 2%  PKB, Niemcy wydają wciąż poniżej poziomu oczekiwanego przez USA, a premier Cameron zapowiedział kilka dni temu obniżkę do 1,95 PKB w 2015 r. i 1,85 PKB w dwóch kolejnych latach. Przypomnieć wypada, że Amerykanie pokrywają nadal 70 % wydatków NATO. W tym stanie rzeczy idea EWO w żadnej wersji nie może zagrozić więziom transatlantyckim, może im zagrozić brak politycznej solidarności wobec zagrożeń z zewnątrz, głównie ze strony Rosji. Ale jest to inny problem. Warto zatem zachować zimną krew i bez emocji reagować na idee, które dawno straciły swój pierwotny sens. I co najważniejsze trzeba podejmować działania w interesie własnego bezpieczeństwa i sprzęgnąć je z obecnością Polski w NATO i Unii Europejskiej.

Kazimierz Michał Ujazdowski

Tekst został opublikowany w serwisie  www.project-syndicate.pl