Kontakt
Biuro prasowe
Polskie fascynacje V Republiką
11 lipca 2015

Czy polski konserwatysta może odczuwać sympatię do V Republiki z jej jednoznacznym przywiązaniem do dziedzictwa rewolucji francuskiej, modelem socjalnym i laickością, która nie pozwala na obecność wartości chrześcijańskich w życiu publicznym? Przecież niepodległa Polska po roku 1989 dokonała innego wyboru ideowego, stawiając na syntezę chrześcijaństwa i wolności. Wydaje się, że niewiele może pomóc opinia, że Francja jest monarchią republikańską albo — jak pisał wybitny liberalny myśliciel Raymond Aron — „monarchią utrzymującą teorię parlamentarną”.

Francja jest bowiem republiką ze względu na wartości i polityczną praktykę. I jest taką na podstawie świadomego wyboru de Gaulle’a. Monarchistyczne skojarzenia nie są bezpodstawne, ale mogą co najwyżej dotyczyć stylu sprawowania władzy, nie jej treści i politycznej praktyki. De Gaulle mówił i pisał o sobie w trzeciej osobie liczby pojedynczej, co wielu irytowało. Dawał temu wyraz Kisiel w Dziennikach, wyrażając się jednocześnie niezwykle krytycznie o antyamerykańskiej polityce prezydenta Francji. Jednakże projekt ustrojowy de Gaulle’a miał zdecydowanie republikański charakter. Konstytucja z 1958 roku powstawała w następstwie zdemokratyzowania tradycji republikańskiej. De Gaulle zachował całą warstwę ideową z zasadami republiki niepodzielnej, demokratycznej, społecznej i laickiej. Konstytucja z 1958 roku manifestowała przywiązanie do Deklaracji praw człowieka i obywatela z roku 1789 i mocno społecznej preambuły do konstytucji z roku 1946. Każdy, kto przeczyta tekst preambuły z mocnymi gwarancjami socjalnymi i socjalną odpowiedzialnością państwa, zrozumie, dlaczego we Francji nie istnieje liberalizm w anglosaskim znaczeniu.

„Z wyjątkiem garstki polityków i kilku ekonomistów nasz kraj nie zna liberałów, którzy żywiliby takie zaufanie do wolności, aby uczynić z niej motor wszelkiej działalności i reguły gry politycznej” — pisał René Rémond w klasycznym dziele poświęconym francuskiej prawicy.

Generał de Gaulle był człowiekiem o konserwatywno-społecznej wrażliwości. W opinii Claude Mauriaca, czerpiąc z dwóch odłamów francuskiego katolicyzmu — reprezentowanych przez L’Action Française i Sillon — połączył katolików republikańskich i tych, co pozostali wierni tradycjonalizmowi. Pamiętajmy, że ten ostatni nurt odegrał dużą rolę w historii Francji pierwszej połowy XX wieku. L’Action Française miała wspaniałą kartę w okresie heroicznego wysiłku Francuzów w czasie I wojny światowej i potężne wpływy w elitach intelektualnych Francji. Dopiero Vichy skompromitowało tradycję Maurrasa. V Republika nie była jednak bardziej otwarta na tradycję monarchistyczną niż jej poprzedniczki. Wręcz przeciwnie, powojenny porządek ustrojowy miał w sensie aksjologicznym jednoznacznie republikański charakter. Grunt został przygotowany przez akty prawne i deklaracje Wolnej Francji opracowane z dużym udziałem René Cassina, prawnika o lewicowo-republikańskiej wrażliwości. René Cassin kierował po wojnie Radą Stanu i wziął czynny udział w opracowaniu projektu konstytucji V Republiki. Niewielu pamięta, że Cassin był autorem Powszechnej deklaracji praw człowieka z 1948 roku i za to dzieło został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla.

De Gaulle prowadził politykę narodowej jedności, na co wielokrotnie zwracał uwagę jego biograf Aleksander Hall. Ale jego decyzje konstytucyjne oznaczały wyłączenie monarchizmu i tradycjonalizmu poza zakres ustrojowego konsensusu. Żadna z istotnych dla tej tradycji wartości nie ma konstytucyjnego wyrazu. Konstytucja pośrednio — poprzez orzeczenia Rady Konstytucyjnej — chroni jedynie dwa ważne dla ludzi o tradycyjnej wrażliwości postulaty: silne ustawodawstwo prorodzinne i wsparcie finansowe dla katolickich szkół prywatnych, które powstały jako alternatywa dla laickiego szkolnictwa publicznego. A zatem kontynuatorzy Maurras’a, głównego ideologa francuskiego monarchizmu, mają powody do ostrej krytyki de Gaulle’a i V Republiki. Monarchiści są antysystemową opozycją, podobnie jak… komuniści, którzy widzieli i nie rzadko widzą dziś w V Republice „rządy wielkiego kapitału”.

Dziś republika ma nieco łagodniejszy profil, jest wierniejsza liberalnemu dziedzictwu roku 1789 niż tradycji jakobińskiej i rządom Robespierre’a. Z pewnością współczesna Francja jest bardziej związana z Unią Europejską, porzuciła sceptycyzm wobec Europy właściwy gaullistom starej daty. Nikt nie może jednak wątpić w siłę tradycji republikańskich, także w tym sensie, że Francja jest bardziej wspólnotą wokół dziedzictwa rewolucji francuskiej niż typowym państwem narodowym, jak na przykład Niemcy. To dlatego ma moc integrowania ludzi urodzonych z dala od francuskiej kultury. Stąd otwarta formuła obywatelstwa oparta na prawie ziemi.

Czy można sobie wyobrazić Niemkę tureckiego pochodzenia, która byłaby ministrem sprawiedliwości w rządzie federalnym, tak jak była nią Rachida Dati?

Praktyka polityczna dostarcza kolejnych argumentów przeciw tezie o Francji jako republikańskiej monarchii. To prawda, że władza prezydenta Francji jest większa niż prezydenta USA, szczególnie w okresie, gdy popiera go większość parlamentarna. Władza prezydenta we Francji nie jest ograniczona poprzez silną kontrolę parlamentarną. Przypomnijmy także, że V Republika zniosła monopol ustawy na stanowienie prawa, zwiększając rolę rządowych ordonansów i dekretów. Ale francuski system polityczny równocześnie daje największą w Europie preferencję dla referendum. Referendum to instytucja spoza logiki monarchistycznej, najbardziej od niej odległa. Georges Pompidou, jako premier Francji, w słynnej polemice parlamentarnej z Paulem Reynaudem słusznie wskazywał na to, że referendum jest składnikiem dziedzictwa rewolucji francuskiej w radykalnej wersji. Referendum to prawo ludu, prawo wyborców do odrzucenia poglądów elit.

We Francji suwerenność narodu nie została bezpowrotnie przetransferowana do elit partyjnych, choć ich przygotowanie do polityki zasługuje na wysoką ocenę. Wielu polityków wywodzi się z rodzin o długich tradycjach zaangażowania politycznego i może legitymować się dobrym wykształceniem. École nationale d’administration wciąż może budzić zazdrość ze względu na poziom i efekty kształcenia.

Ktoś może spytać, dlaczego Francja zafundowała sobie instytucję wysokiego ryzyka i cały czas ją umacnia (przeprowadzona w roku 2008 nowelizacja konstytucji dała również opozycji prawo do inicjowania referendum ustawodawczego). Wydaje się, że powodem jest potrzeba silnej legitymacji systemu. Francja od roku 1940 nie mogła uporać się z problemem prawowitości władzy. De Gaulle zbuntował się wtedy przeciwko państwu legalnemu, a w roku 1958 niektórzy stawiali mu zarzut dojścia do władzy w warunkach zamachu stanu i podważali prawowitość jego decyzji. Referendum jest zatem czymś bolesnym dla elit, ale daje legitymację V Republice, rozwiązując problem prawowitości państwa. Daje także możliwość rozstrzygania „z podniesioną przyłbicą” wielu zapalnych problemów. W tej formie Francuzi zadecydowali o niezależności Algierii, rozszerzeniu Wspólnoty Europejskiej na początku lat 70., traktacie z Maastricht i negatywnie o konstytucji dla Europy.

Co może zatem pociągać w V Republice polskiego konserwatystę chcącego silnej obecności inspiracji chrześcijańskiej w życiu publicznym i cieszącego się z tego, że Polska nie doświadczyła laicyzacji na wzór francuski? Odpowiedź jest prosta: silne państwo i dobra konstytucja.

V Republika z silną władzą prezydenta, osłabieniem pozycji partii politycznych i wszechwładzy parlamentu jest ustrojem, który daje Francji możliwość odgrywania roli mocarstwowej czy jak powiedzielibyśmy językiem bardziej poprawnym, „możliwość zajęcia wyróżnionej pozycji w Europie”.

To udany projekt budowy państwa, dzięki któremu można panować nad swoim losem, to ustrój z przywództwem państwowym i z władzą, która nie ucieka od odpowiedzialności. Nawet jeśli dziś Francja przeżywa głęboki kryzys ze względu na nadmiar państwa socjalnego i obecność radykalnego islamu, to wciąż ma instytucjonalne narzędzia odbudowy własnej siły.

W latach 80. Ruch Młodej Polski, któremu zawdzięczam edukację publiczną, widział potrzebę projektowania ustroju niepodległej Polski jako syntezy siły państwa i wolności, odwoływał się do gaullistowskich koncepcji ustrojowych. W dokumencie „Między Polską naszych pragnień a Polską naszych możliwości” z roku 1984 znalazły się francuskie motywy: potrzeba przywództwa państwowego, nadrzędna i harmonizująca rola prezydenta wybieranego w wyborach powszechnych i, rzecz jasna, zakwestionowanie dogmatu supremacji parlamentu, który był wyznawany przez niemal całą opozycję demokratyczną.

Wśród Francuzów V Republika jest przedmiotem szerokiej zgody. Od czasu prezydentury Mitterranda ma czynne poparcie socjalistów, którzy jeszcze w latach 60. zwalczali ją, określając konstytucję z 1958 roku jako „permanentny zamach stanu”.

Pierwszy rozdział Pamiętników nadziei de Gaulle’a nosi tytuł Instytucje, bo dobra konstytucja była przedmiotem jego największych ambicji. W Polsce zawsze brakowało troski o formę i jakość państwowych instytucji. De Gaulle zrobił przez kilka miesięcy roku 1958 to, czego niepodległa Polska nie potrafiła zrobić przez dwadzieścia lat od upadku komunizmu — zbudować dobrego ustroju i trwałych instytucji. Nasz ustrój jest produktem przypadku i ścierania się partykularnych interesów i nie daje podstawy silnej władzy państwowej. V Republika musi zatem budzić respekt bez względu na jej ideologiczny koloryt i może dalej inspirować Polaków, którzy nie porzucili planów naprawy Rzeczypospolitej.

Kazimierz Michał Ujazdowski

tekst opublikowany w tygodniku Wszystko co Najważniejsze; www.wszystkoconajwazniejsze.pl