Kontakt
Biuro prasowe
Reforma Konstytucji albo słabość państwa
4 kwietnia 2012

Stosunek do obecnie obowiązującej Konstytucji nie jest kwestią formalną czy techniczną. Idea dobrej Konstytucji wyraża wolę budowy silnego i podmiotowego państwa, które powinno przekazać następnym pokoleniom dziedzictwo historyczne. A zatem reforma Konstytucji jest miarą dojrzałości państwowej. Dziwię się tym, którzy odrzucają poważną dyskusję w tej sprawie. W praktyce oznacza to zgodę na bylejakość ustrojową Polski.
Respekt dla Ustawy Zasadniczej nie może prowadzić do tolerancji dla jej słabości. Kapitalny przykład kultury państwowej dała przedwojenna myśl prawnicza i polityczna. Zarówno Konstytucja marcowa, jak i będąca reakcją na nią Konstytucja kwietniowa były przedmiotem krytycznych prac naukowych i publicystycznych. Powstałe w tamtym czasie teksty Edwarda Dubanowicza, Stanisława Estreichera, Władysława Leopolda Jaworskiego czy Adama Piaseckiego budzą podziw ze względu na niezależność myślenia i zdolność do wysuwania projektów reformatorskich. Na ich tle współczesny dyskurs konstytucyjny wydaje się niezwykle ubogi. Tymczasem obecnie obowiązująca Konstytucja wymaga krytycznej oceny ze względu na to, że nie była wynikiem spójnej myśli ustrojowej. Przeciwnie, była aktem doraźnym czy też – inaczej mówiąc – „zapisem pierwszego etapu transformacji”. Z tego też powodu niesie ze sobą wszystkie wady tego etapu: niejednoznaczną aksjologię, niechęć i nieufność do państwa, przywileje dla zawodów (patrz art. 17 Konstytucji) i praktyczne zablokowanie demokracji bezpośredniej.

Konstytucja a efektywna władza
Nie może nas zadowalać sam fakt stosowania Konstytucji, jakby chciał tego prezydent Bronisław Komorowski. Musimy zapytać, czy buduje ona efektywną władzę, parlamentarną kontrolę i zaufanie obywateli do państwa. Trudno na te pytania odpowiedzieć pozytywnie. W 1997 roku Konstytucja przyjęła nie tyle ideę podziału władzy, co ustrój, w którym każda z władz została zablokowana. Mamy dwugłową egzekutywę podzieloną między prezydenta i premiera i „zachęconą” do przeszkadzania sobie. Polska ma słabe i nieefektywne sądownictwo znajdujące się poza państwem i parlament, który w niewielkim stopniu wypełnia funkcje kontrolne. Cechą charakterystyczną obecnego ustroju jest słabość władz, a nawet pewien rodzaj nieufności do samego państwa. Ten ostatni czynnik przesądził o ukształtowaniu modelu sądownictwa w rękach samorządu zawodowego. Oficjalne raporty nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Przeciętny czas dochodzenia zobowiązań prywatnych od wysunięcia powództwa do egzekucji trwa ponad 800 dni. Nietrudno zatem zrozumieć źródła niefunkcjonalności polskich sądów należących do najbardziej opieszałych w Europie. Niestety, ta sama niechęć do państwa i odpowiedzialnej władzy legła u podstaw uniezależnienia prokuratury, które w praktyce przyniosło budowę państwa w państwie. Dziś prokuratura znajduje się poza demokratyczną kontrolą ze wszystkimi tego złymi konsekwencjami.
Słabość władzy wykonawczej i sądowniczej nie oznacza silnej kontroli parlamentarnej, ta ostatnia w Polsce jest bardzo ograniczona. Dokonane w ostatnich latach nowelizacje konstytucji w wielu państwach europejskich powiększyły kontrolne uprawnienia parlamentów, umocniły jawność legislacji i zwiększyły prawa opozycji. W Niemczech i we Francji opozycja parlamentarna ma realną możliwość współokreślania polityki europejskiej. W wielu krajach powiększane są prawa kontrolne opozycji. Przykładowo, konstytucja Niemiec przewiduje tworzenie komisji śledczych na podstawie wniosku jednej czwartej Bundestagu, co daje opozycji rzeczywiste prawa kontrolowania rządzących.

Rola Senatu
Osobnym problemem jest przemyślenie nowej formuły Senatu. Tradycja polityczna przemawia za dwuizbowością Senatu, nie ma jednak powodu utrzymywać go jako mikrokopię Sejmu. W projekcie PiS z 2004 roku proponowaliśmy, by Senat wybierany był na innej podstawie, na kadencję niepokrywającą się z kadencją Sejmu, i miał kompetencje wyboru prezesa NIK i innych instytucji, które powinny zachować niezależność wobec rządu. W takiej formule byłby bardziej pożyteczny niż w chwili obecnej. Istnieje zatem wiele problemów konstytucyjnych zasługujących na poważną debatę.

Tłumienie obywatelskiej aktywności
W Polsce blokowanie prac nad reformą Konstytucji powoduje, że powiększa się deficyt demokracji i pogarsza jakość polityki. Mam jednak coraz silniejsze wrażenie, że blokowanie realnej kontroli parlamentarnej to świadomy zamysł władz chcących unikać merytorycznej oceny. Obóz rządzący w Polsce jest zainteresowany wytłumieniem obywatelskiej aktywności i zablokowaniem funkcji kontrolnych. Niestety, Konstytucja pozwala na te praktyki. Co więcej, czyni fikcję z demokracji bezpośredniej. Artykuł 4 ust. 2 Konstytucji stanowi, że „Naród sprawuje władzę przez swoich obywateli albo bezpośrednio”. Drugi człon tej alternatywy jest martwy, albowiem przepisy konstytucyjne skonstruowane są tak, by większość rządowa mogła w każdej chwili zablokować zarządzenie referendum. Przekonaliśmy się o tym w zeszłym tygodniu, gdy Sejm odrzucił wniosek 2 mln obywateli w sprawie referendum odnoszącego się do wieku emerytalnego.
Wbrew opiniom wielu prawników obecna Konstytucja nie jest aktem nowoczesnym. W obecnym kształcie nie daje Polsce nowoczesnego instrumentarium obecności w Unii Europejskiej. Polski parlament nie dysponuje instrumentami aktywnego udziału w UE. Trybunał Konstytucyjny ma znacznie słabszą pozycję niż sądy konstytucyjne Niemiec i Francji. Podnoszona przez PiS propozycja prewencyjnej kontroli zobowiązań międzynarodowych gwarantuje prymat Konstytucji nad traktatami unijnymi i podnosi znaczenie samego Trybunału. Idea ta powinna być poważnie rozważona w pracach nad zmianą Konstytucji.
Warto zauważyć, że ci sami politycy, którzy kwestionują sens zmian w Konstytucji, podkreślając jej zalety, gotowi są na praktyczną degradację Ustawy Zasadniczej. Najpierw minister Radosław Sikorski przedstawił wizję federalizacji Europy, w której znikał prymat Konstytucji wraz z niezależną polityką zagraniczną i władztwem państwa nad kształtowaniem budżetu. Przypomnijmy, że Konstytucja wyklucza nadzór nad budżetem instytucji zewnętrznych wobec państwa. Teraz, po podpisaniu paktu fiskalnego, Donald Tusk próbuje obejść Konstytucję i narzucić małą ratyfikację możliwą do przeprowadzenia zwykłą większością głosów. Przypomnieć trzeba, że w przypadku umów przekazujących organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej musi być zastosowana szczególna procedura wyrażania zgody na ratyfikację. W tym przypadku zgoda uchwalana jest w każdej z izb parlamentu większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy liczby posłów i senatorów (art. 90 Konstytucji). Alternatywą dla tego trybu jest ratyfikacja w drodze referendum, która w jeszcze większym stopniu eksponuje państwowy i konsensualny charakter zgody na ratyfikację.
Polityce Donalda Tuska trzeba przeciwstawić obronę prymatu Konstytucji i wizję jej zmiany na lepsze. Prawo i Sprawiedliwość jest gotowe zarówno na udział w pracach nad nową Konstytucją, jak i na prace o mniejszym zakresie. W tym drugim przypadku warto myśleć o instrumentach konstytucyjnych sprzyjających podmiotowej pozycji w Unii. Dlatego też przedstawiliśmy propozycję powołania sejmowej komisji konstytucyjnej, która w ciągu 6 miesięcy przedstawi raport o możliwych korektach. W każdym razie zaniechanie w tej sprawie to zgoda na słabość instytucjonalną Polski i niskie zaufanie obywateli do państwa. Konstytucja nie jest cudownym lekarstwem na wszystkie problemy polityczne i społeczne, może jednak wspomagać rozwój albo go blokować. Stanowczo trzeba wybrać pierwsze z tych rozwiązań.

Kazimierz M. Ujazdowski

Artykuł opublikowany na łamach dziennika „Nasz Dziennik”