Biuro prasowe
Adolf Bocheński – romantyk i realista

Piotr Dunin – Borkowski pisze o Bocheńskim jako człowieku „z jednej bryły wykutym”[i]. To tłumaczy, dlaczego z chwilą wybuchu wojny wybrał służbę wojskową, konsekwentnie odrzucając propozycje pracy w dyplomacji i prasie. Kariera wojskowa Adolfa wywoływała zaskoczenie i podziw wielu jego przedwojennych przyjaciół, widzących w nim dotąd klasyczny typ oderwanego do realiów życia intelektualisty. Jego brat Józef, uczestnik kampanii roku 1920, nie dawał mu żadnych szans w wojsku ze względu na słabe zdrowie i indywidualizm wykluczający poddanie się dyscyplinie.[ii] Adolf w roku 1939 ze względu na zły stan zdrowia nie został zmobilizowany. Jednak nie poddał się. Wkupił się do 22 pułku ułanów w ten sposób, że podarował dowódcy szwadronu samochód.

Po klęsce wrześniowej Adolf nie rezygnuje. Przez Węgry i Włochy przedziera się do Francji, kończy podchorążówkę w bretońskim Coetquidan. Z tego okresu mamy pierwsze relacje dotyczące jego niezwykłej postawy wobec kolegów i podwładnych. „Adolf zgłaszał się z zasady na ochotnika do skrobania kartofli, na wartę, do służby, na ćwiczeniach zawsze był gotów do zastąpienia kolegi w noszeniu karabinu maszynowego.”[iii] Potem walczy w Norwegii i za udział w walkach pod Narvikiem zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych. Bierze udział w kampanii francuskiej, a po kapitulacji Francji przeprowadza swój oddział z Bretanii pod Marsylię. Dociera do Tuluzy, gdzie wykorzystując znakomitą znajomość języka francuskiego, organizuje przeprowadzkę wielu polskich oficerów i szeregowych przez Pireneje i Hiszpanię do Anglii. W Tuluzie z żołnierskimi paszportami wydreptywał w urzędach wizy i inne dokumenty niezbędne do przeżycia, bądź przedostania się do Anglii. „Stał się najpopularniejszą postacią wśród żołnierzy polskich porzuconych latem 1940 roku na rozpalonym słońcem południa bruku Tuluzy.” [iv]

Pół roku później, w grudniu 1940 roku, wraz z Mieczysławem Pruszyńskim, przepłacając marynarzy korsykańskich, płynie pod pokładem statku do Bejrutu. Na Bliskim Wschodzie wstępuje w szeregi Brygady Karpackiej. W Afryce, a potem we Włoszech wokół jego czynów rośnie legenda. Bocheński świecił prawdziwie rycerskimi cnotami – wsławił się nieprawdopodobną odwagą, oddaniem i pełnym troski stosunkiem do podwładnych, kompetencją i zaangażowaniem we wszystkim, co robił. W kampanii libijskiej zostaje odznaczony Virtuti Militari i ponownie Krzyżem Walecznych. Według Pruszyńskiego w ciągu sto dni obrony Tobruku przez Brygadę Karpacką wykonał 50 nocnych patroli, czyli więcej niż jakikolwiek inny żołnierz. Wsławił się tam m.in. podpaleniem niemieckiej wieży obserwacyjnej. Ranny pod Monte Cassino, wbrew wskazaniom lekarzy, powraca na pole walki. „Zacny sługa Boży, z cywila franciszkanin ze śląskiego klasztoru, rzekł kiedyś: – Podchorąży Bocheński jest człowiekiem, dla którego niebezpieczeństwo nie istnieje. Jest on nie tyle odważnym co raczej nienormalnym”. [v]

Bocheński był zdecydowanym krytykiem działań Sikorskiego, a zwłaszcza prób układania się z Rosją. W związku z jego osobą zachowało się jednak ciekawe świadectwo mówiące o szlachetności Adolfa Bocheńskiego, jego rycerskiej postawie wobec przeciwników oraz szacunku dla osób reprezentujących majestat Rzeczypospolitej. Kiedy w 1943 roku planowana była wizyta Naczelnego Wodza na Bliskim Wschodzie, jeden z oficerów, który okazał się agentem radzieckim-  Klimkowski  – zapowiadał, że publicznie znieważy Sikorskiego. „Słowa te doszły do Adolfa Bocheńskiego, który przekazał Klimkowskiemu, że jeżeli włos z głowy spadnie Sikorskiemu, który reprezentuje ‘majestat Rzeczypospolitej’, to on sam własnoręcznie zastrzeli Klimkowskiego” (…) ‘Nie wątpiono, że wykonałby tą groźbę’”.[vi]

Bocheński zdobywał również uznanie niezwykłą systematycznością i starannością w przygotowywaniu się do wszelkich zadań wojskowych. Kupował książki i podręczniki, wypytywał osoby o większym doświadczeniu. We Coetquidan stał się prawdziwym specjalistą w dziedzinie taktyki użycia karabinów maszynowych. W Afryce stał się instruktorem nawigacji pustynnej. Warta uwagi jest charakterystyka Bocheńskiego pozostawiona przez jego podwładnego i towarzysza kampanii afrykańskiej Andrzeja  Tarnowskiego. „Przede wszystkim był człowiekiem energicznym, ambitnym i kolosalnie zdolnym o niebywałej pamięci, głębokiej i wszechstronnej wiedzy, którą się nigdy nie zadawalał, zawsze chcąc ją zgłębić i poszerzyć.”[vii]

Wojna nie przytłumiła intelektualnej żywości Bocheńskiego, nawet w najtrudniejszych okolicznościach dbał raczej o strawę dla ducha niż dla ciała. Mieczysław Pruszyński pisał „Dwa tygodnie potem byłem na wyspach brytyjskich. Czytałem wrażenia korespondenta Reutera: jak w wieczór po bitwie spotkał na stoku casyńskiej góry, oficera polskiego pułku kawalerii, schodzącego z niej z książką i różą w ręku. Przypomniał mi się Adolf, który, gdy inni w opuszczonych schronach Tobruku szukali amunicji, granatów, konserw, on znajdował w nich – książki.”[viii] Jednak pokusa powrotu do pisania nie przeważyły nad poczuciem obowiązku pełnienia misji żołnierskiej. Odrzuca przekazaną mu przez Jerzego Giedroycia propozycję zostania oficerem łącznikowym do współpracy z francuskim generałem Alfonsem Juin, dowodzącym francuskim korpusem we Włoszech.[ix]

Ginie pod Ankoną w trakcie rozbrajania miny w dniu 18 lipca 1944r. Romantyczne losy wojenne Adolfa Bocheńskiego opisane zostały przez Józefa Czapskiego, Jana Erdmana, Adama Majewskiego, Jana Meysztowicza, Mieczysława Pruszyńskiego i Jana Ulatowskiego. Pierwsza zbiorowa publikacja wspomnieniowa, dotycząca żołnierskich losów Adolfa Bocheńskiego, ukazała się w niecały rok po jego śmierci. Poświęcona wojennym dziejom Adolfa Bocheńskiego powieść Adama Majewskiego Zaczęło się w Tobruku miała w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych kilka wznowień i cieszyła się dużym zainteresowaniem czytelników.[x]

Stanisław Cat-Mackiewicz i Jerzy Giedroyc tłumaczyli jego zachowanie wolą zadośćuczynienia za propagowanie błędnej koncepcji polskiej polityki zagranicznej. W Autobiografii na cztery ręce redaktor naczelny paryskiej „Kultury” pisał: „Dla Adzia sprawą zasadniczą była zgodność słów i czynów. Gdy jego koncepcja współpracy z Niemcami przegrała, poszedł do wojska i dał dowody wielkiej odwagi. Był zbyt religijny; by popełnić samobójstwo, ale szukał śmierci”.[xi] Żołnierskie zaangażowanie Adolfa Bocheńskiego można wytłumaczyć bez tezy o chęci odkupienia za błędy proniemieckiej koncepcji polityki zagranicznej. Przedwojenna twórczość konserwatywnego publicysty nie wykluczała przecież polsko – niemieckiego konfliktu militarnego. Wręcz przeciwnie, cała argumentacja jego publicystyki wiązała się z oddaleniem w czasie tego zagrożenia, które miało przyjść wraz z zawarciem sojuszu niemiecko – radzieckiego. Postawę Adolfa Bocheńskiego lepiej tłumaczy jego przekonanie, iż w czasie wojny służba wojskowa jest najważniejszą – być może jedyną realną – formą pracy dla Rzeczypospolitej, której muszą ustąpić miejsca dyplomacja i twórczość intelektualna.

Konsekwentnie wybierał najtrudniejszą i najbardziej ryzykowną część służby państwowej, co nadawało głęboki sens jego twórczości politycznej. Człowiek piszący o polityce państwowej nie mógł uchylić się od służby wojskowej, od gotowości do złożenia ofiary życia za niepodległy byt państwa polskiego. W tym sensie można mówić o zgodności słów z czynami, o której pisał Jerzy Giedroyc. Nie można również pominąć autentycznego kultu, jaki żywił Adolf Bocheński dla wojska, polskich tradycji militarnych i wartości kultury rycersko – szlacheckiej. Nasz bohater miał zresztą świadomość ,że nie nadaje się do walki w podziemiu i  konspiracji, to walka w polu ,która była mu dana w czasie wojny  odpowiadała jego ideałom.   Być może bliższy prawdy był Jan Ulatowski – publicysta i towarzysz broni, gdy pisał, że Adolf Bocheński gotów był bez żalu pożegnać się ze światem odchodzącym od ideałów szlacheckich i chrześcijaństwa, światem ,w którym Polska znajdzie się w sowieckiej orbicie.

Adolf był człowiekiem mądrym i dalekowzrocznym. Pamiętam, jak w Tobruku w 1941 roku przyszła do naszych bunkrów gazetka z wiadomością o wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Wszyscy byli zachwyceni. Widoki na zwycięstwo stały się o tyle realniejsze. No i przepowiednie Wernyhory… Pan to pewnie pamięta?

A tymczasem Adolf wyszedł ze mną na przedpole i oblał kubłem zimnej wody. „Czy nie zdajesz sobie sprawy, co się stało” – mówił – „jeśli Niemcy wygrają pomimo wszystko – zginiemy. Jeśli wygrają alianci, znajdziemy się w sowieckiej orbicie”.

List Jana Erdmana do dr. Adama Majewskiego, 11 marca 1975 r.

Interpretacja ta wskazywałaby raczej na motyw rezygnacji, niż odkupienia. Bliskie prawdy jest zapewne również stwierdzenie Mieczysława Pruszyńskiego „Adolf uważał śmierć na polu bitwy za piękne zakończenie życia. Pragnął zaś zawsze, by życie jego było nie tylko prawe, szczęśliwe, pożyteczne, ale przede wszystkim piękne.”[xii]

Przeciwko „odkupieńczej” interpretacji losów Adolfa Bocheńskiego przemawia również fakt kontynuowania pracy publicystycznej i zachowania poglądów wyrażanych przed wybuchem wojny. Trzeba pamiętać bowiem, że Adolf Bocheński nie porzucił w czasie wojny pisarstwa politycznego, choć jak wspominałem konsekwentnie odmawiał przyjęcia posad w prasie i propagandzie.


[i] Piotr Dunin-Borkowski, O życiu i śmierci Adolfa Bocheńskiego…
[ii] Mieczysław Pruszyński, Garść wspomnień o Adolfie Bocheńskim [w:] Nasz przyjaciel i towarzysz broni, Rzym 1945, s.5-6
[iii] tamże, s. 7
[iv] tamże, s. 13-14
[v] tamże, s.34
[vi] M. Pruszyński, Migawki wspomnień s.183
[vii] A. Tarnowski, ŚP. por. Adolf Bocheński Kawaler Maltański, (w:) „Ułan Karpacki”, nr 64, styczeń –czewiec 1945 r.
[viii] Mieczysław Pruszyński…
[ix] Wspomina o tym Jerzy Giedroyc: „Po Monte Cassino zainteresowała mnie działalność korpusu francuskiego generała Juin. Aby nawiązać bliższe stosunki z Francuzami, zaproponowałem Andersowi zrobienie z Adzia oficera łącznikowego. Anders się do tego zapalił, ale Adzio kategorycznie odmówił.” Jerzy Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, str. 67.
[x] Najcenniejszym źródłem pozwalającym zrekonstruować dzieje wojenne Adolfa Bocheńskiego są wspomnienia przyjaciół, z którymi dzielił żołnierski los. W pierwszej kolejności wymienić wypada wspomnienia Józefa Czapskiego, Mieczysława Pruszyńskiego i Jana Ulatowskiego zawarte w tomie Nasz przyjaciel i towarzysz broni wydanym w Rzymie w roku 1945. Najwięcej informacji zawiera tekst Mieczysława Pruszyńskiego, który niemal w całości znalazł się w niedawno opublikowanych przez niego wspomnieniach. (Mieczysław Pruszyński, Migawki wspomnień, Warszawa 2002). Wspomnienia Mieczysława Pruszyńskiego zostały wykorzystane przez Adama Majewskiego autora powieści poświęconej wojennemu okresowi w życiu Adolfa Bocheńskiego (Adam Majewski, Zaczęło się w Tobruku, Lublin 1980). W książce Jana Meysztowicza, Saga Brygady Podhalańskiej znajdziemy wspomnienia o Adolfie Bocheńskim z okresu francuskiego i norweskiego. (Jan Meysztowicz, Saga Brygady Podhalańskiej, Warszawa 1987). Informacje o Adolfie Bocheńskim znajdziemy także w tekstach Jana Erdmana (pełne noty o tych publikacjach umieszczam w bibliografii pracy). Na osobną uwagę zasługuje Autobiografia na cztery ręce Jerzego Giedroycia, w której redaktor naczelny paryskiej Kultury umieścił list Adolfa Bocheńskiego, rzucający wiele światła na ówczesne poglądy autora Między Niemcami a Rosją.
[xi] Jerzy Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, str. 67.
[xii] Wiem, że tak on sam rozumiał swoją śmierć, mój stary towarzysz broni, Adolf Bocheński, don kiszot szlachectwa, monstrum szlachetności. „Z tej wojny nie wypada wracać.” – powiedział mi w Quisil Ribat i miał na myśli takich jak on. Nie czułem się tym dotknięty, chociaż słowa te stworzyły dystans między mną a nim, między nami a nimi. Rozumiałem doskonale, że z dystansu uczyniłbym przepaść, gdybym próbował mu przytaknąć i że zatrułbym naszą przyjaźń, gdybym chciał go od tej myśli odwodzić. On miał prawo myśleć o sobie tak dumnie i tak melancholijnie zarazem. Historia, tradycje szlacheckie i katolicyzm były dla niego symbolami tej formy, której rozpad zarazem oznacza rozpad treści”. Jan Ulatowski, Rycerstwo schodzi ze sceny, [w:] Nasz przyjaciel i towarzysz, Roma 1945.

Polityka przyszłości

Wypada przyjrzeć się głównym wątkom jego wojennej publicystyki, na którą składają się teksty opublikowane na łamach „Orła Białego” i „Przy kierownicy w Tobruku”. Pierwszy z nich związany jest z ideą przywrócenia równowagi społecznej i odblokowania awansu w hierarchii społecznej.Jeszcze przed rokiem 1939 Bocheński poddawał ostrej krytyce hermetyczną strukturę społeczną Polski zdominowaną przez urzędniczą inteligencję, która zajęła uprzywilejowaną pozycję szlachty. Z pozycji rzecznika wolności gospodarczej pisał o „bułgaryzacji” Polski, czyli o sytuacji, w której poza chłopami nie istnieje żadna grupa zachowująca niezależność ekonomiczną wobec państwa.[i] Podobną argumentację można odnaleźć na łamach ekonomiczno – społecznych fragmentów omówionego w rozdziale I dokumentu programowego Polska idea imperialna.[ii] W czasie wojny Adolf Bocheński formułował to zagadnienie z większą dozą ostrości. W tekście Khanaquin i Coetquidan stwierdzał:

„Jedną głównych przyczyn zadrażnień społecznych w Polsce jest trudność przechodzenia z jednej klasy do drugiej. Wskutek braku „równego startu życiowego” czyli środków do nauki, bardzo wielka ilość ludzi wybitnie uzdolnionych nie może swych zdolności wykazać, gdyż nie może ich uzupełnić dyplomem. Wywołuje to niebezpieczne dla ustroju fermenty”.[iii]

I dodawał: „kwestia przedziału istniejącego między poszczególnymi klasami w Polsce, ściśle biorąc między inteligencją a ludem… odróżnia Polskę od innych krajów i stanowi źródło sądów o naszym kraju jako twierdzy reakcji”.[iv] Przywoływał poglądy Michała Bobrzyńskiego, opierającego systematykę dziejów Polski na podstawie wzajemnego stosunku klas społecznych. W opinii autora Dziejów Polski uprzywilejowana pozycja szlachty zakłócała równowagę społeczną i blokowała uformowanie się silnej władzy państwowej.

Adolf Bocheński widział ten problem z perspektywy narodowej jedności i troski o silną podstawę społeczną państwa. Poddawał wnikliwej analizie obecność wśród ludu radykalno-społecznego zestawu poglądów, które pozostają poza hierarchią wartości stwarzających „istotną jedność narodową”.[v] W jego opinii „najważniejsze wieki dla rozwoju istoty pojęcia polskości, połączone są u warstw ludowych ze wspomnieniami krzywdy społecznej i odsunięcia od udziału w rozstrzyganiu o losach narodu i państwa”.[vi] Tu leży źródło tradycji, która szła od Kostki Napierskiego poprzez Księdza Ściegiennego do Kordiana i Chama Leona Kruczkowskiego. Opozycja, w jakiej znalazł się ten nurt wobec pojęcia polskości, kruszyła narodową jedność i zaniżała możliwości polityki polskiej.

Czas wojny stwarzał, szczególnie korzystną koniunkturę dla demokratyzacji stosunków i otwarcia społecznej struktury. W wojsku z oczywistych względów prawdziwe zasługi znaczyły więcej niż formalna pozycja i dyplom. Adolf Bocheński i Jerzy Giedroyc opowiadali się za powierzaniem stanowisk dowódczych ludziom utalentowanym i złagodzeniem formalnych kryteriów przyjmowania do podchorążówki.[vii] W kraju natomiast okupacja niemiecka przyniosła prawdziwą rewolucję społeczną. Wyzucie z majątków ziemiaństwa i inteligencji w Wielkopolsce, na Śląsku i Kresach doprowadziło do złagodzenia napięć społecznych, a patriotyczna postawa tych środowisk ułatwiła „ostateczną asymilację warstw niegdyś upośledzonych do romantycznego ideału Polski”.[viii]

Przekonanie o potrzebie szerszego udziału ludu w życiu publicznym ze względu na solidarność narodową i autorytet państwa, obecne były w wielu konserwatywnych manifestach i deklaracjach. Najsilniej występowały w paternalistycznym nurcie myśli politycznej brytyjskich konserwatystów. Brytyjska partia konserwatywna podjęła ten program już w wieku XIX, godząc się na rozszerzenie praw wyborczych, i – co bardziej istotne – prowadząc świadomą politykę upowszechnienia własności prywatnej i deploretaryzacji pracowników najemnych.[ix] Polityka konserwatywna w Polsce nie przekroczyła wąskiej bazy społecznej i praktycznie wstrzymywała proces szerszych zmian w tej dziedzinie. Nieliczne propozycje konserwatystów, wskazujące na konieczność wspierania chłopskiej własności rolnej, nie uzyskały szerszego rezonansu społecznego.

Pojawienie się tego wątku w myśli politycznej Adolfa Bocheńskiego jest świadectwem żywej reakcji na jedną z najważniejszych słabości polskiej polityki. Postawa ta była właściwa całej polskiej myśli politycznej okresu wojennego, która ewoluowała w kierunku głębokich reform społecznych.[x] Uwaga ta dotyczy wszystkich głównych nurtów myśli politycznej w Polsce, na emigracji.

W przypadku Adolfa Bocheńskiego niemałą rolę odegrał bezpośredni kontakt z żołnierzami z różnych środowisk społecznych. Inspiracja do napisania tytułu płynęła przecież w ogromnym stopniu z doświadczeń, jakie wyniósł z obozu wojskowego w bretońskim Coetquidan, gdzie strzelec Bocheński przekonał się, co do powagi i ostrości konfliktu społecznego między przybyłą z kraju grupą inteligencko – oficerską a zwykłymi żołnierzami wywodzącymi się ze środowisk emigracji zarobkowej.

Drugim istotnym motywem publicystyki wojennej Adolfa Bocheńskiego jest stanowcze podtrzymanie romantycznego ideału w wyraźnej opozycji do tego, co można nazwać „czechizacją” Polski: uformowaniem jej tożsamości bliżej przyziemnych i materialnych wartości mieszczańskich i ludowych. W tej sprawie Adolf Bocheński, trwał przy swoim zdaniu, nie kierując swoich myśli w stronę, w którą skierowali ją jego rówieśnicy: Stefan Kisielewski, Wojciech Wasiutyński czy nawet Stanisław Stomma.[xi]

Stefan Kisielewski już w tekstach przedwojennych poddawał krytyce typowo polski aktywizm: skłonność do negacji i niechęć do codziennej mozolnej pracy. W Polskim Donkiszocie[xii] czy napisanych z wielką pasją Sprawach młodzieży[xiii], dostrzegam zaciekłego krytyka tradycji romantycznej i rzecznika – lekceważonej w Polsce cywilizacji mieszczańskiej. Tu leży źródło jego – niezmiennego od lat młodzieńczych – szacunku dla własności prywatnej i przekonania o pożytkach płynących z ekonomicznej wolności.

Stefan Kisielewski był pod wielkim wrażeniem myśli politycznej Romana Dmowskiego, widząc w nim twórcę szkoły trzeźwego patriotyzmu i obozu mieszczańskiego. Paradoksalnie, identyczny motyw skłaniał go do polemik z młodą generacją narodowców. Uważał, że zawdzięczają oni popularność hołdowaniu największym słabościom narodowego charakteru: niechęci do mozolnej codziennej pracy, kultowi negacji i rewolucji. Wspomniane Sprawy młodzieży są wnikliwą, i chyba po dziś aktualną, krytyką kultu młodzieży w polityce, płynącego z fałszywego przekonania, że już sam wiek stanowi wartość w życiu publicznym: „Szukanie wśród młodzieży dojrzałego rozumu politycznego, kreowanie tego lub owego przywódcy na politycznego matadora – to po prostu nieporozumienie, tylko nienormalności naszych warunków należy przypisać to, że nieporozumienie to zyskało u nas prawo obywatelstwa”.[xiv] W jego opinii kult młodzieży jest następstwem nienormalnych warunków niewoli, przeniesionych na grunt niepodległego państwa. Bunt, konspiracja i rewolucja, przydatne w okresie niewoli, w warunkach wolności przynoszą szkody i zmarnowanie energii. Stefan Kisielewski pisał ten tekst przeciw własnemu pokoleniu w momencie, gdy młodzi działacze polityczni stali się obiektem zabiegów ze strony przywódców znajdującej się w stanie kryzysu sanacji.

Tuż po wojnie Kisiel powtórzył krytykę uczuciowego patriotyzmu, kultu czynu zbrojnego i jednostronnego kultu bohaterstwa. Powstanie Warszawskie, które przyniosło hekatombę krwi i zniszczenie stolicy, było jego zdaniem najtragiczniejszym skutkiem romantycznego pojmowania patriotyzmu. W tekście Porachunki narodowe pisał:

„Dziś, gdy młodzież warszawska zapłaciła za swój czyn hekatombą krwi, wszyscy mieszkańcy Warszawy niepowetowanymi stratami moralnymi i materialnymi, zaś Polska utratą stolicy, a wraz z nią wielką część swych sił żywotnych i intelektualnych – warto by poddać pewnej rewizji sprawę wyłącznego i jednostronnego kultu bohaterstwa, jaki propaguje młodzież polska wzrosła w okresie okupacji”.[xv]

Kisiel wracał do problematyki ideologii nowoczesnego Polaka i apelował o syntezę tradycji romantycznej ze szkołą realistycznego patriotyzmu Romana Dmowskiego. Popularny wśród polskiej inteligencji ideał romantyczny podtrzymywał narodowego ducha w najtrudniejszych momentach, zbyt często jednak, eliminując trzeźwość i realizm, powodował tragiczne w skutkach szkody. Rodził postawę lekceważenia wartości mieszczańskich: przedsiębiorczości, systematyczności, pracowitości, bez których niemożliwe było nadrobienie cywilizacyjnego zacofania Polski. Stefan Kisielewski wprost nawiązywał do myśli politycznej twórcy Narodowej Demokracji pisząc:

„Potrzeba właśnie owej syntezy temperamentu narodowego, uczuciowej i ideowej głębi, żarliwości, wysokiej temperatury duchowej natury polskiej – z racjonalizmem, dyscypliną, powściągliwością, zdolnością do narzucenia sobie kompromisowej metody działania, słowem z tym wszystkim, co w dziejach polskiej myśli politycznej reprezentował i symbolizował Roman Dmowski”.[xvi]

Adolf Bocheński, broniący ideału romantycznego i rycersko – szlacheckiego charakteru polskiej kultury nie mógłby się podpisać pod poglądami Stefana Kisielewskiego. Uwaga ta nie oznacza, że moglibyśmy przypisać Adolfowi Bocheńskiemu kult tradycji powstańczej i polityki uczuciowej. Romantyzm autora Między Niemcami a Rosją wyrażał przywiązanie do cywilizacyjnej misji Polski, jaką spełniała w czasach przedrozbiorowych i ideał aktywnej polityki polskiej. W tej optyce Polska „mieszczańska”, odrzucająca romantyczno – szlachecki kod kulturowy, stawała się „związkiem ekonomicznym” i przestawała istnieć jako państwo, mające aspiracje do odegrania samodzielnej roli na arenie europejskiej. Romantyzm wiązał jednocześnie Adolf Bocheński z politycznym realizmem, zakładającym trzeźwość w ocenie faktów i metodą polityczną odróżniającą cele od politycznych środków. W tym punkcie był również kontynuatorem myśli krakowskich stańczyków.[xvii]

Czy w stosunku do myśli politycznej Adolfa Bocheńskiego można zastosować typologie modeli polskiego patriotyzmu Andrzeja Walickiego?[xviii] W znakomitym eseju Trzy patriotyzmy wyróżniał patriotyzm utożsamiany z wolą narodową, wywodzący się ze staropolskiej demokracji szlacheckiej, patriotyzm imponderabiliów, zobowiązujący do wierności mesjanistycznie pojmowanej idei narodowej i patriotyzm realistyczny, nakazujący realizację interesu narodowego. Twórcą tego ostatniego był Roman Dmowski – surowy krytyk demokracji szlacheckiej i poglądów, które kierowały energię narodową w stronę mesjanistycznych rojeń o wyzwalaniu innych narodów. Andrzej Walicki uważa, że dziedzictwo romantyzmu „wzmocniło antypragamatyczną koncepcję polskiego patriotyzmu” i twierdzi, że naiwna romantyczna wiara w braterstwo ludów nie była bez wpływu na rozpowszechnione w Polsce przekonanie, że: „narody Zachodu zawsze gotowe są przyjść Polsce z pomocą”. [xix]

Czy patriotyzm Adolfa Bocheńskiego odpowiada jednemu z przed­stawionych modeli? Z oczywistych względów Bocheński był przeciwny utożsamianiu patriotyzmu z demokratycznie ujmowaną wolą narodu. Myśl ustrojowa autora Ustroju a racji stanu była próbą zbudowania systemu politycznego wolnego od chwiejnych postaw większości. Z tych samych źródeł wypływała ostra krytyka „liberum veto” i tradycji insurekcyjnej. W koncepcji endecji widział redukcję polskich aspiracji i nacjonalizm, który rozwijał się kosztem realnych interesów państwa. Krytyka tych dwóch postaw nie doprowadziła go do mesjanistycznego romantyzmu. Romantyzm Adolfa Bocheńskiego miał z tą tradycją niewiele wspólnego; osią jego myśli politycznej stanowił interes państwa określony w sposób wolny od ideologicznych ukierunkowań.

Andrzej Walicki dokonuje sporego uproszczenia, utożsamiając romantyzm z mesjanizmem i brakiem politycznego realizmu. Twórczość Stańczyków, której Adolf Bocheński był kontynuatorem, wiązała realizm państwowy z przywiązaniem do tradycji romantycznej. Tak rozumiany romantyzm był nurtem, broniącym chrześcijańskiego ideału cywilizacyjnego i rodził odpowiedzialność za narody znajdujące się w strefie niewoli. Misja dziejowa Polski w rozumieniu konserwatystów należała właśnie do porządku odpowiedzialności i nie wiązała się z naiwnymi nadziejami na powszechne braterstwo ludu. Konserwatyzm odrzucał rewolucyjny utopijny mesjanizm, tak jak objawiał się on w ideologiach radykalnych. Równocześnie jednak traktował poważnie dziedzictwo romantyzmu, w tym pielęgnował postawę „misyjną” jako bardzo ważny składnik polskiej kultury. Wypada zauważyć, że u podstaw tak rozumianego realistycznego, a jednocześnie zakorzenionego w romantycznym dziedzictwie konserwatyzmu, leży twórczość Zygmunta Krasińskiego.[xx]

Trzeci wątek myśli politycznej Adolfa Bocheńskiego w okresie wojny – to umocnienie przekonań neofederalistycznych. Należy podkreślić na szczególnie korzystny kontekst kontynuowania tych koncepcji w warunkach, w których oficjalna polityka rządu podnosiła wątki federalistyczne. W grudniu 1939 premier Władysław Sikorski wyraził wolę uczestniczenia Polski w solidarnym zespole państw słowiańskich. W opinii Andrzeja Friszke wypowiedź premiera oznaczała poparcie dla koncepcji konfederacji lub federacji państw znajdujących się w obszarze Adriatyku, Bałtyku i Morza Czarnego, w celu wytworzenia siły, równoważącej zagrożenie ze strony Niemiec i Rosji.[xxi] Bardziej konkretnym przedsięwzięciem politycznym było podpisanie aktów konfederacji polsko- czeskiej z rządem Benesza w 1940 r., a dwa lata później Aktu Konstytucyjnego Związku Polski i Czechosłowacji. Kluczowe znaczenie dla wznowienia koncepcji federacyjnych miał – rzecz jasna – akt agresji ze strony Niemiec i Rosji.[xxii] Plany porozumienia polsko – czeskiego nie zostały zrealizowane z powodu związania się czeskiej polityki emigracyjnej z polityką Związku Radzieckiego.[xxiii]

Adolf Bocheński mógł być usatysfakcjonowany. Idee federacyjne, nie znajdujące wcześniej szerszego uznania w nowej sytuacji politycznej, zyskały poparcie ze strony polskiego rządu i stały się przedmiotem żywego zainteresowania publicystki. Przestrzegał jednak przed polonizacją koncepcji federacyjnych i ponawiał ideę neofederalizmu, polegającą na stworzeniu dobrowolnego i partnerskiego związku Polski z narodami Europy Środkowej i Wschodniej. Oponował przeciwko rewitalizacji idei jagiellońskiej. W tekście Trudności polityczne Federacji Środkowo – Wschodniej pisał:

„Pierwszym zadaniem naszej propagandy jest udowadniać, że nowa federacja właśnie nie będzie miała nic wspólnego z tak jednostronnie pojmowaną unią jagiellońską i nie pociągnie za sobą tak opłakanych skutków dla mniejszych narodów jak ta ostatnia. Nowa federacja musi mieć charakter na wskroś nowoczesny i pierwszym jej nakazem musi być zerwanie z historią, która obfituje w tyle bolesnych dla naszych sąsiadów momentów… Jeżeli myślimy, że sąsiadujące z nami narody zamierzają się z nami połączyć na to, aby być zasymilowane, aby przestały istnieć – to jest omyłka. Historia naszego współżycia z mniejszymi sąsiadami na północy i na wschodzie, to są rzeczy dla nich bardzo bolesne, najeżone kompleksami. Im nasza idea federacyjna bardziej radykalnie zerwie z historyzmem – tym większe będzie miała szanse powodzenia”.[xxiv]

Publicysta „Polityki” przypominał, że epoka jagiellońska przez naszych sąsiadów uznawana jest za okres dominacji Polski i wstrzymania ich aspiracji narodowych.[xxv] Adolf Bocheński miał ostrą świadomość trudności, jakie wynikają z konfliktów narodowościowych w tej części Starego Kontynentu. Myśl o federacji obejmującej Czechów, Węgrów, Ukraińców, Słowaków i Rumunów musiała zmierzyć się z problemem antagonizmów narodowościowych. Zauważyć wypada, że w publicystyce Adolfa Bocheńskiego federacja tworzona z udziałem południowych sąsiadów Polski była motywem nowym; dotychczas koncepcje adresowane były przede wszystkim w stronę Ukraińców. W kwestii polityki narodowościowej Rzeczypospolitej był rzecznikiem zerwania z zasadą etnograficzną, która pociągała za sobą mechaniczne przydzielania terytoriów na zasadzie „większość narodu do danego państwa”, a gotów był oprzeć rozwiązanie skomplikowanych problemów narodowościowych na zasadzie regionalnej. W polemice z Janem Szułdrzyńskim pisał:

„Ideologia na której musi opierać się federacja, to poszanowanie praw każdego człowieka do ziemi, na której mieszkali jego przodkowie, do mowy Ojczystej, do religii i do obyczaju. Są pewne zasady etyczne, których nie powinno się przekraczać. Do tych zasad zalicza się również odrzucenie przymusowego wysiedlenia jako metody politycznej”.[xxvi]

Adolf Bocheński był zwolennikiem metody kantonów, czyli „utworzenia z terytoriów mieszanych krajów o relatywnej samodzielności, luźno powiązanych z krajami sąsiednimi i zarządzanych przez ludność miejscową”.[xxvii] Zdawał sobie jednak sprawę, że siła postaw nacjonalistycznych osłabia przywiązanie do regionu i budzi nieufność między grupami narodowościowymi. W takich warunkach rządzenie terytorium mieszanym bez udziału czynnika centralnego związane jest z ryzykiem ostrego antagonizmu. Dlatego, wziąwszy pod uwagę realne doświadczenia ustrojowe na obszarach mieszanych pod względem narodowościowym, opowiadał się za autonomią personalną dla mniejszości narodowych w ramach państwa, któremu przydzielono dane terytorium. Autonomia personalna miała oznaczać w tym wypadku – powierzenie wszystkich spraw, które mogłyby być załatwione dla każdej grupy narodowościowej osobno – takich jak szkolnictwo, opieka społeczna, samorząd gospodarczy – jej odrębnemu samorządowi. Zadania wymagające wspólnego działania byłyby realizowane przez komisję porozumiewawczą samorządów narodowościowych. Zasada autonomii personalnej zmniejszała do minimum obawę przed asymilacją narodową:

„Przejście z jednej kurii narodowościowej do drugiej byłoby wówczas mocno utrudnione i mogłoby rozwiać wszelkie obawy masowej asymilacji. W wypadku zastosowania autonomii personalnej, dane terytorium mieszane należałoby do tego państwa, które by miało na danym terytorium większość swych pobratymców, cała zaś ludność korzystałaby z autonomii personalnej. Każde inne rozwiązanie prowadzi do odwrócenia sytuacji”.[xxviii]

Szczególną uwagę zwrócił Adolf Bocheński na Milana Hodżę i jego książkę poświeconą federacji w Europie Środkowej.[xxix] Milan Hodża był politykiem słowackim, który debiutował jako zwolennik przekształcenia monarchii Austro – Węgierskiej w państwo wielonarodowe dające równoprawny status wszystkim narodom. Po I Wojnie Światowej był zwolennikiem jedności państwa czechosłowackiego i, jako przywódca stronnictwa chłopskiego, piastował funkcje ministerialne, a w latach 1935 do 1938 funkcję premiera.

W latach trzydziestych próbował przełamywać podziały w Europie Środkowej i zmniejszyć antagonizm między Czechosłowacją a Węgrami i Bułgarią, które lokowały się po stronie Niemiec i przeciw Małej Entencie. W czasie wojny przebywał na emigracji i uczestniczył w pracach zespołu Ryszarda Coudenhove–Kalergi, który stawiał sobie za cel zaprojektowanie konstytucji federalnej dla Europy.[xxx] W opublikowanej w 1942 r. pracy Federacja w Europie Środkowej Adolf Bocheński znajdował wiele bliskich mu przekonań. Projekt Hodży zakładał powołanie federacji przez Polskę, Czechosłowację, Węgry i Rumunię, a więc próbę przełamania konfliktów, które dzieliły te kraje po rozpadzie monarchii austriackiej w okresie międzywojennym. Podstawą społeczną integracji Europy środkowej miała być warstwa chłopska, tworząca większość włościańską zintegrowanych organizmów państwowych. Projekt zatem trzeba uznać za fragment dorobku agrarystycznej myśli politycznej, silnie obecnej w tej części Europy.[xxxi]

Hodża projektował wspólną strefę gospodarczo-celną na terytorium federacji i prowadzenie na szczeblu federacyjnym polityki obronnej i zagranicznej. Prezydent federacji, wybierany przez premierów państw związkowych, miał mianować kanclerza federacji i rozstrzygać spory miedzy federacją a państwami członkowskimi. Propozycje Hodży wyprzedzały w czasie rozwiązania przyjęte przez Wspólnoty Europejskie (unia gospodarcza), a w zakresie polityki zagranicznej i obronnej przybierały kształt bardziej zaawansowany niż obecny stan integracji europejskiej. Adolf Bocheński, odnosząc się z sympatią dla samego projektu budowy federacji środkowo-europejskiej, zachowywał dystans wobec pomysłów przekazania rządowi federalnemu kompetencji w sprawach polityki zagranicznej i obronnej: „z których poszczególne państwa nie zamierzają zrezygnować”.[xxxii]

Wypada zauważyć, że federacyjne koncepcje Adolfa Bocheńskiego wyróżniały się dojrzałością, a proponowane rozwiązania cechowała precyzja. Trudno zatem znaleźć merytoryczne powody, dla których jego prace zostały pominięte w opracowaniach poświęconych konfederacyjnym i federacyjnym wizjom urządzenia Europy. I tak np. w książce Federacje i konfederacje europejskie. Rodowód i wizje Feliks Gross nie poświęcił publicystyce autora Między Niemcami a Rosją ani jednego zdania.[xxxiii] Tymczasem, na tle wspomnianych w tej pracy wypowiedzi Oskara Haleckiego, Karola Estreichera i Antoniego Słonimskiego, myśl polityczną Adolfa Bocheńskiego uznać trzeba za najbardziej dojrzały wyraz projektów integracji europejskiej w skali regionu i wyraz żywotności polskiego konserwatyzmu.

Polska myśl polityczna czasów wojny podejmowała krytykę polityki II Rzeczypospolitej. Podstawowym przedmiotem publicystyki rozliczeniowej była autorytarna formuła ustrojowa odsuwająca społeczeństwo od udziału w życiu publicznym[xxxiv] i anachroniczna struktura ekonomiczno – społeczna Polski. W debacie intelektualnej dominowały poglądy wzywające do głębokich reform społecznych i demokratyzacji ustroju politycznego. O ile w tych sprawach poglądy wielu środowisk i nurtów politycznych zmierzały w podobnym kierunku, to stosunek do Związku Radzieckiego i walki o integralność terytorialną Rzeczypospolitej podzielił polską myśl polityczną na wychodźstwie.

Ostre różnice zdań pojawiły się w środowisku byłych redaktorów „Buntu Młodych” i „Polityki”. Ksawery Pruszyński, w pierwszym okresie wojny, zajmował stanowisko antyradzieckie, formułując bardzo surową ocenę polityki okupacyjnej Związku Radzieckiego na polskich kresach wschodnich. W opublikowanym na łamach „Wiadomości Polskich” tekście Promienie ultraczerwone podkreślał szczególny charakter polityki sowietyzacji mającej na celu zniszczenie związków Polski z cywilizacją Zachodu.[xxxv] Po 1941 r. w coraz większym stopniu utożsamiał się z linią polityczną Władysława Sikorskiego i dawał wyraz swoim przekonaniom o konieczności ułożenia dobrych relacji ze Związkiem Radzieckim wraz z perspektywą utraty części terytoriów Rzeczypospolitej. W 1943 r. napisał Margrabiego Wielopolskiego, który był manifestem poszukiwania ugody z Rosją.[xxxvi] W tym samym czasie Adolf Bocheński i Jerzy Giedroyc należeli do krytyków polityki Władysława Sikorskiego jako nadmiernie uzależnionej od państw sojuszniczych w pierwszej fazie wojny od Francji, a po jej upadku od Wielkiej Brytanii.[xxxvii]

Podpisanie traktatu Sikorski – Majski, który osłabiał gwarancje nienaruszalności wschodnich granic Polski zaostrzyło spór o kierunek polityki polskiej. „Z ostatnich uchwał Rady Narodowej i z licznych przemówień wiadomo, że kwestia naszych granic wschodnich nie została dotąd wyjaśniona. Wiadomo każdemu inteligentnemu człowiekowi, że są państwa, które nie zrezygnowały z zaprowadzenia własnego systemu społecznego w Europie – system ten jest dla nas wstrętny. Wiadomo, że po ukończonej rozgrywce z Niemcami będziemy musieli podjąć walkę o obronę naszego stanu posiadania na wschodzie”- pisał Adolf Bocheński w artykule zatytułowanym Duch dziejów Polski.[xxxviii]

Dla Adolfa Bocheńskiego zróżnicowanie stanowisk politycznych w tej sprawie było wyrazem kontynuacji poważniejszego sporu szkół historycznych i orientacji politycznych, który sięgał jeszcze okresu rozbiorowego. W polityce Władysława Sikorskiego widział kontynuację tego nurtu polityki polskiej, który w większym stopniu stawiał na dobre relacje międzynarodowe, niż na budowę własnej siły politycznej. Wskazywał na intelektualne związki tego nurtu z optymistyczną szkołą historyczną Tadeusza Korzona i Szymona Askenazego, która, będąc w opozycji do szkoły krakowskiej, marginalizowała znaczenie błędów własnych i słabości ustrojowej I Rzeczypospolitej w procesie upadku państwa polskiego. Tym samym szkoła optymistyczna osłabiała determinację w działaniu na rzecz budowy własnego potencjału narodowego.

Szkoła krakowska, surowa i pesymistyczna w ocenie przyczyn upadku I Rzeczypospolitej, inspirowała politykę, która większą wagę przywiązywała do własnych działań podnoszących narodowe aktywa. Historycy szkoły krakowskiej wywracali „dawny poetyczny mesjanizm, który przedstawił Polskę jako niewinną ofiarę zachłanności sąsiadów i podnosił jej haniebny upadek do wyżyn cierpienia za całą ludzkość”.[xxxix] W konsekwencji ich doktryna historyczna przynosiła ożywczy skutek w postaci dążenia „do podniesienia walorów narodu polskiego we wszystkich dziedzinach jeszcze przed podjęciem ponownych prób odzyskania niepodległości państwowej”.[xl]

Adolf Bocheński uważał, że te obydwie szkoły mogą odgrywać w polityce polskiej rolę pożyteczną, o ile ich wskazania będą odpowiadać potrzebom mądrości etapu, by użyć terminu, którego używał Stanisław Stomma[xli]: „Są okresy w życiu narodu i państwa, w którym słuszne jest jedno twierdzenie, są znów inne okresy i inne zagadnienia, kiedy słuszne jest twierdzenie drugie. Tą drogą możemy dojść do jakiejś syntezy. Narodowi potrzebni są w pewnych okresach ludzie o umysłowości Piłsudskiego, w innych o umysłowości Sikorskiego”.[xlii]

Bocheński był zdania, że polityka Sikorskiego wyczerpywała swoje możliwości i nie był zdolna do sprostania sytuacji, w której liczyć trzeba przede wszystkim na własne siły. Pisał o konieczności powrotu do polityki, która w batalii o niepodległość Rzeczypospolitej stawiać będzie na własne siły jako „jedyny czynnik na jakim będziemy mogli się oprzeć”.[xliii] W 1944 r., w ostatnim okresie swojego życia, miał świadomość, że Polska nie odrodzi się jako niepodległe państwo w granicach II Rzeczypospolitej. Na krótko przed śmiercią pisze pełną pasji polemikę z poglądami George’a W. Keetona – brytyjskiego prawnika i eksperta, który w swej książce kwestionował prawa Rzeczypospolitej do ziem wschodnich.[xliv] Niespełna dwa tygodnie po śmierci Adolfa Bocheńskiego wybuchło Powstanie Warszawskie będące wielkim akordem polskiego romantyzmu. Czy Adolf Bocheński widziałby w Powstaniu wyraz ducha samodzielności i polityki stawiającej na siły własne? Czy też przejaw nieodpowiedzialnej tradycji insurekcyjnej tak surowo ocenianej przez stańczyków i ich kontynuatorów? Pytania te muszą pozostać bez odpowiedzi.


[i] Adolf Bocheński, Zagadnienie antysemityzmu, „Problemy” 1935, nr 7(8).
[ii] Zespół „Polityki”, Polska idea imperialna….
[iii] Adolf Bocheński, Khanaquin i Coetqiudan, [w:] Artykuły zebrane, Oddział Kultury i Prasy 2 Korpusu, Włochy 1944.
[iv] Adolf Bocheński, Khanaqiun i Coetquidan
[v] Ibidem.
Adolf Bocheński pisał, że kwestię poderwania mas do udziału w życiu narodowym stawiała polska lewica i światli konserwatyści. Tekst pomijał milczeniem wielką pracę formacyjno-wychowawczą obozu narodowego w środowiskach ludowych i robotniczych, która jest kluczem do zrozumienia fenomenu popularności endecji i jej liczebności organizacyjnej.
[vi] Ibidem.
[vii] J. Giedroyc wspomina dyskusje z udziałem Adolfa Bocheńskiego i Jana Erdmana: „Dyskutowano głównie o przyszłości, o urządzeniu Polski po wojnie, zwłaszcza w kwestiach socjalnych; mówiono o potrzebie reform, zaczynając od samego wojska, przy czyn ujmowano je raczej radykalnie”. Jerzy Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, str. 97.
[viii] Adolf Bocheński, Khanaquin i Coetquidan…
[ix] Andrzej Zięba, Współczesny konserwatyzm brytyjski. Studium z zakresu myśli politycznej, Warszawa 1990.
[x] Andrzej Friszke, Wizje przyszłego państwa w koncepcjach czterech stronnictw obozu rządowego w kraju, [w:] Państwo w polskiej myśli politycznej, Wrocław 1988.
[xi]Neopozytywizm środowiska „Znaku”, w którym poważna rolę polityczną odgrywali Stefan Kisielewski i Stanisław Stomma, wyrażał krytykę romantycznej koncepcji patriotyzmu. Stanisław Stomma był autorem tekstów poddających ostrej krytyce tradycję romantyczno – insurekcyjną. Przejście z idei Polski jagiellońskiej do idei Polski piastowskiej wiązało się z rewizją ideowych podstaw polityki polskiej i wyraźną rezygnacją z czynnika misji cywilizacyjnej i odpowiedzialności za wschodnich sąsiadów. Tak więc neopozytywizm odwoływał się do wartości bliższych kulturze mieszczańskiej, do trzeźwości, pracowitości i realizmu. W Trudnych lekcjach historii Stanisław Stomma mówił o wyraźnie pozytywistycznych konotacjach polityki „Znaku”: „…słowo pozytywizm miało przyjemny wydźwięk dzięki naszej literaturze pięknej. Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Adolf Dygasiński, Aleksander Świętochowski to przecież pozytywiści, autentyczni przedstawiciele tego nurtu, który uczył kochać Polskę, ale nie odwołując się do haseł niepodległościowych, pomijając słowa tragiczne”. Stanisław Stomma, Trudne lekcje historii, Kraków 1998 , str. 169.
Antyromantyczną wizję patriotyzmu głosił Wojciech Wasiutyński, najwybitniejszy publicysta endecki na emigracji. Wojciech Wasiutyński, Źródła niepodległości, Londyn 1977.
[xii] Stefan Kisielewski, Polski Don Kiszot, „Bunt Młodych”, 10 października 1936.
[xiii] Stefan Kisielewski, Sprawy młodzieży, „Pion”, 13 marca 1938.
[xiv] Ibidem..
[xv] Stefan Kisielewski, Porachunki narodowe, „Tygodnik Powszechny”, wrzesień 1945.
[xvi] Stefan Kisielewski, O ideologię polityczną nowoczesnego Polaka, [w:] Polityka i sztuka, Warszawa-Kraków 1949, str. 17.
[xvii] W przypadku Stanisława Koźmiana i Stanisława Tarnowskiego romantyzm i pogląd o chrześcijańsko-cywilizacyjnej misji Polski wiązał się z politycznym realizmem.
Konstanty Grzybowski w polemice z Adolfem i Aleksandrem Bocheńskim „podjął tezę o niższości kultury szlacheckiej w stosunku do burżuazyjnej”. Konstanty Grzybowski, Myśliciel sceptyczny, Kraków 2000, str. 6.
[xviii] Andrzej Walicki, Trzy patriotyzmy, Warszawa 1990.
[xix] Ibidem.
[xx] Marcin Król przedstawił Zygmunta Krasińskiego jako myśliciela konserwatywnego, bardziej przenikliwego od konserwatystów „politycznych”. Marcin Król, Konserwatyści a niepodległość, str. 276
Wspomnieć także wspomnieć o znakomitym szkicu Henryka Krzeczkowskiego, Religijność Krasińskiego… [w:] Henryk Krzeczkowski, Proste prawdy, Warszawa 1996.
[xxi] Andrzej Friszke, Wizje przyszłego państwa w koncepcjach czterech stronnictw obozu rządowego w kraju [w:] Państwo w polskiej myśli politycznej ,Wrocław 1988.
[xxii] Ibidem.
[xxiii] Roman Wapiński, Historia polskiej myśli politycznej XIX i XX wieku, Gdańsk 1997, str. 249.
[xxiv] Adolf Bocheński, Trudności polityczne Federacji środkowo-europejskiej [w:] Artykuły zebrane, Włochy 1944.
[xxv] „Dla wszystkich narodów, które w ten sposób straciły swą warstwę przodującą, okres ten wydaje się być w najwyższym stopniu nieszczęśliwy. Unię czy federację, którą my uważamy za błogosławieństwo, oni uważają za największe nieszczęście, które o mało nie skończyło się zupełną zagładą ich narodów. Epoka jagiellońska, którą my uważamy za okres błogosławiony dla wszystkich tych narodów, przez nich uważany jest za przeklęty czas unii z Polską, która dzięki niej spolszczyła im warstwy kierownicze. Kompleks ten niesłychanie silnie tkwi w mentalności naszych sąsiadów”, Adolf Bocheński, Trudności polityczne Federacji…
[xxvi] Adolf Bocheński, Trudności polityczne Federacji…
Adolf Bocheński uważał wysiedlenia za dopuszczalne w warunkach uzasadnionych represji wojennych. „Jedynym uzasadnieniem przymusowego wysiedlania może być represja wojenna na zasadzie wzajemności, tak jak uważamy za normalne stosowanie gazów trujących przeciw przeciwnikowi, który ich użył pierwszy”, Adolf Bocheński, Trudności polityczne Federacji…
[xxvii] Ibidem.
[xxviii] Ibidem.
[xxix] Adolf Bocheński, Bojownik idei federacyjnej [w:] Adolf Bocheński, Artykuły zebrane…
Milan Hodża był częstym rozmówcą Wincentego Witosa podczas emigracji przywódcy SL. Wincenty Witos, Moja tułaczka, 1967.
[xxx] Feliks Gross, Federacje i konfederacje europejskie. Rodowód i wizje, Warszawa 1994, str. 42.
[xxxi] Wyczerpujące informacje o ideach agrarystycznych wraz z omówieniem koncepcji Milana Hodży znajdziemy w Słowniku historii doktryn politycznych pod redakcją Michała Jaskólskiego. Słownik historii doktryn politycznych, Warszawa 1997, tom I, str. 36-39.
[xxxii] Adolf Bocheński, Bojownik idei federacyjnej…
[xxxiii] Feliks Gross, Federacje i konfederacje europejskie. Rodowód i wizje, Warszawa 1994. Autor pominął także wątki konfederacyjne w doktrynie Unii Jerzego Brauna i Jana Hoppe. Juliusz Braun, Zasady doktryny i historia Unii, „Chrześcijanin w świecie” 1985, nr 139.
[xxxiv] Dominacja tych poglądów była widoczna w projektach Komisji Prac Ustawodawczych Ministerstwa Sprawiedliwości Rządu RP (1942-45) i wcześniej w pracach Komisji Spraw Ustrojowych przy Prezesie RM. Poddał je dokładnej analizie Adam Jankiewicz w pracy W poszukiwaniu idei państwa prawa, Warszawa 1992.
[xxxv] Ksawery Pruszyński, Promienie ultraczerwone, „Wiadomości Polskie”, Londyn 1941, nr 23.
[xxxvi] Ksawery Pruszyński, Margrabia Wielopolski, Warszawa 1957.
Jerzy Giedroyc w złożonej mi relacji ustnej bardzo surowo oceniał zachowanie Ksawerego Pruszyńskiego: „Ksawery Pruszyński prowadził na tej placówce w Kijowie głupią działalność. Kierowała nim ambicja osobista. Po wojnie liczył na ambasadę w Watykanie. W 1940 roku bardzo źle odnosił się do Sikorskiego, ale gdy ten zaprosił go do Londynu po klęsce Francji, nie pożegnał się nawet z Adolfem Bocheńskim i swoim bratem Mieczysławem i wyjechał”. Zapis relacji ustnej Jerzego Giedroycia złożonej Autorowi w lipcu 1989r.
[xxxvii] Jerzy Giedroyc przedstawił swoje ówczesne poglądy na politykę rządu Władysława Sikorskiego w Autobiografii na cztery ręce. W książce tej opublikował także list Adolfa Bocheńskiego do Wacława Zbyszewskiego, bardzo krytyczny w stosunku do wypowiedzi Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich na tematy polityki wobec Rosji Sowieckiej. W liście czytamy: „Miś (chodzi o Mieczysława Pruszyńskiego- przyp. moje KMU) natomiast jest zupełnie pozbawiony charakteru politycznego i właściwie nie ma żadnych ustalonych przekonań, tylko stosunki osobiste z ludźmi z najrówniejszych obozów. Kot zrobił go swoim sekretarzem czy czymś takim, co go skłoniło do napisania jakiejś broszury o stosunkach polsko-rosyjskich, podobni okropnej, w której dowodzi, że to nasi geniusze wystrychnęli na dudków Stalina z Mołotowem….”. Mieczysław Pruszyński w Migawkach wspomnień podtrzymywał pogląd, ze kryzys w stosunkach polsko-radzieckich został spowodowany przez nieustępliwość polityki polskiej. Przywołuje także krytyczne stanowisko Ksawerego Pruszyńskiego w sprawie opuszczenia przez wojsko generała Władysława Andersa terytorium Związku Radzieckiego. Mieczysław Pruszyński, Migawki wspomnień, str. 167-172.
[xxxviii] Adolf Bocheński, Duch dziejów Polski, „Kultura” 1947, nr 2-3 (tekst opublikowany pośmiertnie).
[xxxix] Adolf Bocheński, Duch dziejów Polski...
[xl] Ibidem.
[xli] Stomma użył tego pojęcia po raz pierwszy w głośnym artykule Maksymalne i minimalne tendencje społeczne katolików, „Znak” 1946, nr 3.
[xlii] Adolf Bocheński, Duch dziejów Polski… Tekst nie wymienia z nazwy ZSRR z uwagi na rygory cenzury brytyjskiej (uwaga moja – KMU).
[xliii] Ibidem.
[xliv] Adolf Bocheński, Prowokacyjna książka, „Orzeł Biały” 13 sierpnia 1944 (tekst ukazał się po śmierci Autora przyp. moje – K.M.U.).
Deklaracja ideowa Ruchu Młodej Polski

Ruch Młodej Polski zasługuje na uwagę ponieważ był pierwszym środowiskiem opozycyjnym, które wykroczyło poza horyzont demokratyzowania socjalizmu. Warto przeczytać tekst napisany przez dwudziestoletnich opozycjonistów cechujący się samodzielnością myśli i z odwagą wyznaczający pozytywne cele polskiej polityki.

Ruch Młodej Polski (RMP) jest inicjatywą skupioną wokół pisma młodych „Bratniak” i konsekwencją coraz powszechniejszego przekonania, iż nieodzownym warunkiem odbudowy życia społecznego i politycznego w naszym kraju musi być ukształtowanie się i prezentacja społeczeństwu grup i środowisk politycznych.

Różnorodność idei, przekonań politycznych, wizji instytucji państwowych i systemów gospodarczych, to zjawiska występujące powszechnie w społeczeństwach naszego kręgu cywilizacyjnego. W państwach rządzonych demokratycznie obywatele mają możliwość dokonywania wyboru pomiędzy różnymi propozycjami urządzenia życia społecznego, polityki wewnętrznej i zagranicznej. Rywalizacja idei i programów odbywa się w sposób nieskrępowany, na oczach społeczeństwa, które ostatecznie rozstrzyga o jej wynikach.

W systemach totalitarnych mechanizm ten został zablokowany, a społeczeństwu narzuca się system kontroli nad całym jego życiem. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest faktyczne pozbawienie społeczeństwa możliwości decydowania o własnym losie.

Ujawnienie się w ostatnich latach w Polsce środowisk opozycyjnych wobec władzy komunistycznej jest więc objawem odradzania się życia narodowego, próbą stworzenia naszym rodakom możliwości dokonywania ideowych i politycznych wyborów, zajęcia czynnej postawy wobec podstawowych problemów kraju.

Środowiska skupione wokół „Bratniaka” zawsze przywiązywały znaczenie do poszukiwania swojej tożsamości, jasnego i jednoznacznego sprecyzowania wartości i pryncypiów, w imię których podjęły swoją działalność.

Jesteśmy świadomi, że na wiele pytań nie znaleźliśmy jeszcze pełnej odpowiedzi, że formułowane przez nas poglądy stale muszą być poddawane rewizji a cele ściślej i precyzyjniej formułowane. Jednocześnie mamy pewność, że w ciągu ostatnich lat dopracowaliśmy się zasadniczego zrębu przekonań i postaw ideowych. Wciąż poszukując i starając się zachować otwartą postawę wobec nowych wartości i innych sposobów myślenia wiemy jednak co jest dla nas drogie, czemu chcemy służyć i czemu nie możemy się sprzeniewierzyć. Świadomość ta wywarła istotny wpływ na powstanie Ruchu Młodej Polski.

Polska opozycja demokratyczna wciąż jeszcze znajduje się w początkowej fazie swego rozwoju. W tej sytuacji nie powinniśmy rozpraszać wysiłków podejmowanych w obronie człowieka. Nie możemy również zrezygnować z poszukiwania podstawowego, wspólnego dla wszystkich, narodowego programu Polaków. Uważamy, że wysiłkowi samookreślenia się środowisk ideowych i formułowaniu przez nie własnych deklaracji oraz programów towarzyszyć musi działanie na rzecz znalezienia płaszczyzn współpracy. Są nimi respektowanie praw ludzkich i obywatelskich oraz zapewnienie narodowi prawa decydowania o swym losie. Są to sprawy, w realizacji których winni współdziałać wszyscy ludzie dobrej woli w naszym kraju.

Ruch Młodej Polski tworzony jest przez ludzi, którzy urodzili się, wychowali i ukształtowali w PRL. Nasze pokolenie nie pamięta niepodległej Polski, nie przeżyło okresu wojny i okupacji, nie doświadczyło stalinowskiego terroru. Dojrzewaliśmy dzięki innym wydarzeniom – marcowi 1968, grudniowi 1970, czerwcowi 1976. Nie tylko one jednak nas kształtowały. Istotny wpływ na formowanie się naszych postaw miała codzienna rzeczywistość PRL-owska, coraz bardziej zakłamana i przygnębiająca. Widzieliśmy jak powiększała się przepaść między faktycznym położeniem człowieka w Polsce a naszym wyobrażeniem o ludzkiej godności, między PRL a naszą wizją Rzeczypospolitej. Zmuszało nas to do wyrażenia protestu i sprzeciwu, powodowało, że znaleźliśmy się w opozycji.

Spotkaliśmy tam ludzi, którzy od wielu lat niezłomnie, często płacąc za to wysoką cenę, upominali się o prawa człowieka i narodu. Gdyby nie oni, byłoby nam trudno określić swoje miejsce. Wiele zawdzięczamy tym, którzy umieli łączyć – zgodnie z najpiękniejszymi polskimi tradycjami – wierność wartościom uniwersalnym z postawą służby narodowi.

Jednak każde nowe pokolenie musi na miarę swoich możliwości i warunków, w których przychodzi działać, wzbogacać dorobek poprzedników. Nie może ograniczyć się do czerpania z istniejącego dorobku. Jego zadaniem powinno być również tworzenie nowych wartości, otwieranie nowych perspektyw, podejmowanie problemów dotąd nie rozwiązanych. Zadanie to stoi również przed nami. Musimy je podjąć, aby móc przejąć naszą część odpowiedzialności za przyszłą Polskę.

I. Osoba ludzka

Człowiek, osoba ludzka, jej dobro i rozwój, to podstawowa wartość, najwyższy cel, któremu służyć winna każda struktura społeczna i każda forma organizacji politycznej społeczeństwa. Struktury te muszą być kształtowane w taki sposób, aby stwarzały każdemu człowiekowi pełne warunki samorealizacji.

Kładziemy akcent na słowa „każdemu człowiekowi”, bo tylko przyjęcie całkowitej powszechności tej zasady nadaje jej rzeczywisty sens. Podważenie zasady powszechności otwiera możliwość uzależnienia człowieka od struktur politycznych i społecznych, wobec których staje się on obiektem manipulacji, a nie podmiotem. Tylko oparcie życia społecznego o zasadę podmiotowości każdego człowieka umożliwia budowanie sprawiedliwego świata.

Personalistyczny i integralnie humanistyczny styl myślenia wyklucza akceptację jakiegokolwiek systemu redukującego jednostkę na rzecz masy. Szczególnie należy odrzucić doktryny, które w człowieku widzą istotę nastawioną wyłącznie na konsumpcję, a za cel jego życia uznają korzystanie z nagromadzonych dóbr materialnych; jak również te, które na człowieka patrzą tylko przez pryzmat jego jednej funkcji społecznej, tj. produkcyjnej. Takim systemem jest właśnie komunizm deifikujący produkcję i poświęcający dla niej człowieka. Wysiłek produkcyjny nie może być jedynym, a nawet podstawowym kryterium oceny człowieka, ponieważ zagubieniu ulega wtedy najcenniejsza – bo duchowa – sfera osobowości ludzkiej! Naturalizm i materializm nie pozwalają na przekroczenie horyzontu materii i w ten sposób człowiek ulegający tym poglądom – zamiast wznosić się ku coraz wyższym szczeblom życia duchowego – skazuje się na powolny, lecz nieuchronny regres ku jedynie fizykalnemu porządkowi bytowania. Każdy konsekwentny humanizm prowadzić musi ku ponadhistorycznej wizji człowieka. Wielka i przyrodzona godność osoby ludzkiej ma swoje źródło w jej duchowym rodowodzie oraz we wrodzonej człowiekowi dążności ku Dobru, Prawdzie i Pięknu. Człowiek więc, to istota zakorzeniona w transcendencji i próba podważenia czy też wręcz zerwania tego związku miałaby katastrofalne konsekwencje; oznaczałaby zanik jego aktywności duchowej i moralnej. Dla większości z nas przekonanie to ma źródło w wierze chrześcijańskiej, u innych wypływa z motywacji humanistycznych, nie uzasadnionych religijnie. Odrzucając bezwzględnie opartą na pogardzie dla jednostki utopię kolektywistyczną, której zbrodniczą w konsekwencjach próbą realizacji był komunizm, a która pomimo tylu kompromitacji moralnych nadal jeszcze rości sobie pretensje do bycia jedynie obowiązującym modelem życia społecznego; nie możemy również zaakceptować indywidualizmu wywodzącego się z naturalistycznego libertynizmu oświeceniowego. Indywidualizm zaczynający się od negowania więzi społecznych takich jak rodzina, naród czy państwo, kończy się na odrzucaniu powinności etycznych, w zmiennych dążeniach własnego „ja” upatrując wyłączną zasadę postępowania. Sądzimy, że jedynie myślenie personalistyczne i uniwersalistyczne stanowi szansę integralnego rozwoju zarówno jednostki, jak i społeczności, w której jednostka ta żyje, działa i tworzy.

Każda osoba ludzka jest jedyna, niepowtarzalna i obdarzona zespołem przyrodzonych oraz niezbywalnych praw i wolności, ale te prawa i wolności widzieć należy w ścisłym związku z powinnościami wobec drugiego człowieka, narodu, państwa i całej rodziny ludzkiej; powinnościami, wśród których szczególną rangę należy przyznać kategoriom obowiązku i wierności. Rozwój społeczny jednostki może dokonać się jedynie pod warunkiem trwałego zakorzenienia w naturalnych strukturach społecznych, takich jak rodzina, naród, państwo.

Zasada podmiotowości każdego człowieka zyskuje sobie we współczesnym świecie coraz szerszą akceptację. Świadczą o tym także dokumenty prawa międzynarodowego, jak: Powszechna Deklaracja Praw Człowieka oraz Międzynarodowe Pakty Praw Człowieka, uroczyście głoszące uznanie przyrodzonej godności każdego z członków rodziny ludzkiej oraz ich równe i nienaruszalne prawa. Praktyka działania systemów politycznych w wielu krajach pozostaje jednak z nimi w jaskrawej sprzeczności.

Chyba w żadnej innej epoce nie było tak wielkiej dysproporcji pomiędzy oficjalnie głoszonymi poglądami w kwestii praw człowieka a rzeczywistym do nich stosunkiem. Stanowczo musimy stwierdzić , że od czasu objęcia władzy w Polsce przez komunistów, prawa człowieka są systematycznie naruszane. Przez długie lata czyniono to otwarcie, z całą brutalnością i na masową skalę. Ewolucja, którą w trakcie swego istnienia przeszedł system peerelowski oraz opór społeczeństwa i Kościoła Katolickiego spowodowały, że dziś czyni się to w innej skali i innymi metodami. Nadal wszakże nie przestrzega się podstawowych praw politycznych i obywatelskich.

Gdy dochodzi do sytuacji, w których władza komunistyczna czuje się zagrożona, gwałcone bywa nawet prawo do życia. Ten stan rzeczy nakazuje Ruchowi Młodej Polski uczynić problematykę praw człowieka jednym z najistotniejszych zagadnień jego działalności. Powinien to być fundament, od którego trzeba zaczynać budowę przyszłych programów politycznych.

II. Wspólnota narodowa

Jedną z podstawowych wspólnot, w których realizuje się jednostka ludzka jest naród. Naród to duchowa, moralna i kulturalna wspólnota pokoleń przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, złączonych więzami świadomości, mowy, ziemi ojczystej, przebytej drogi historycznej, tradycji, realizowanego modelu życia zbiorowego oraz tworzonej kultury, będącej najpełniejszym wyrazem samowiedzy narodowej. Narody rodzą się w procesie historycznym i historia właśnie dokonuje dzieła wzbogacania, a także sublimacji świadomości narodowej, która podlega uszlachetniającej ją przemianie z odruchów plemiennych w refleksyjną solidarność narodową, a naród z masy etnograficznej staje się świadomą swych celów wspólnotą. W historii również dokonuje się proces obustronnie płodnej wymiany wartości między narodem a jego państwem. Naród, którego naturalnym celem jest stworzenie państwa, nasyca jego struktury treścią swoich doświadczeń duchowych i poczuciem własnej misji dziejowej, zaś państwo wciela, poprzez wykształcone w toku dziejów instytucje polityczne, właściwy danej społeczności model cywilizacyjny i ustala hierarchię, a także sposób realizacji zadań narodu. Praktyka jednak pokazuje, jak trudno jest stworzyć tak harmonijny układ.

W dobie współczesnej uniwersalizm budowany jest przez równoprawne narody. Uznanie podmiotowości każdego narodu i każdego człowieka wyklucza dzielenie narodów na lepsze i gorsze, na te, które „mają prawo” narzucać innym swoją wolę i te, które muszą jej ulegać. O znaczeniu narodu nie może decydować ani jego wpływ polityczny, ani potencjał ekonomiczny i militarny, wielkość terytorium i liczba ludności. Kryterium oceny wspólnoty narodowej może być typ życia zbiorowego, wartości duchowe przez nie realizowane oraz tworzona kultura.

Kultura jest więc nie tylko główną przyczyną sprawczą narodu, ale i ostatecznym kryterium jego oceny. Naród bowiem może podlegać ocenie, tak jak podlega jej każda osoba ludzka; jako że naród stanowi zbiorową osobę moralną! Życie narodowe musi być weryfikowane takimi samymi normami moralnymi, jakimi zwykło oceniać się jednostkę. Fakt, iż naród to także instytucja moralna, powinien stanowić najpewniejszą zaporę przeciw znanym nam przecież z historii dewiacjom idei narodowej.

W naszym rozumieniu naród nie jest wartością absolutną, lecz przede wszystkim wielką propozycją samorealizacji człowieka we wspólnocie, w której musi on pozostawać podmiotem. Propozycja ta może zostać odrzucona ze względu na podstawową rolę czynników świadomościowych i emocjonalnych przy określaniu przez człowieka swego stosunku do wspólnoty narodowej. Wybór musi dokonywać się w sumieniu i sercu człowieka i nie może być do końca zdeterminowany miejscem urodzenia czy narodowością rodziców. Służba narodowi nie jest jednak żadną przeszkodą w wypełnianiu obowiązków wobec ludzkości!

Naród w pełni dojrzały nie może zawężać swych aspiracji jedynie do własnego wzrostu, a także lekceważyć wartości wytworzonych przez inne narody, a nawet cywilizacje, lecz pracować w miarę swych możliwości dla dobra całej Rodziny Ludzkiej.

Świadomi jesteśmy różnych zagrożeń wspólnoty narodowej w dzisiejszej epoce. W Polsce zagrożenia te są szczególnie widoczne poprzez nakładanie się trendów, występujących w całym naszym kręgu cywilizacyjnym, na życie narodu pozbawionego suwerenności zewnętrznej i wewnętrznej. Zjawiska o zasięgu ogólno cywilizacyjnym, stanowiące zagrożenie dla wartości narodowych mają różnorodne przyczyny. Są reakcją na ideologie szowinistyczne, czyniące z narodu wartość absolutną, głoszące „egoizm narodowy” i podporządkowujące bez reszty jednostkę zbiorowości. Są również konsekwencją oddziaływania różnych odmian ideologii indywidualistyczno-liberalnych, programowo przeciwstawiających jednostkę wspólnocie. Konsumpcyjny styl życia i materializacja społeczeństwa powodują również zagrożenie wartości narodowych. Sprzyjają traktowaniu narodu jedynie jako społeczności złączonej wspólnym interesem materialnym, którego zadania ograniczają się do bogacenia i strzeżenia własnego bogactwa przed innymi. Zagrożenia te w Polsce z całą pewnością nie znajdują się na pierwszym planie, są już jednak dostrzegalne i muszą budzić niepokój. Podejmując działanie na rzecz umocnienia narodowej wspólnoty Polaków, musimy mieć na względzie również tę sprawę.

Bezcenną wartością w życiu narodu jest jego tradycja. Zerwanie duchowe z tradycją oznacza w konsekwencji śmierć duchową narodu, poprzez zasypanie strumienia łączącego teraźniejsze życie narodowe z jego źródłem. Tradycja oczywiście również podlega wartościowaniu i poczucie żywej więzi z nią nie powinno oznaczać bezkrytycznego przejmowania całości dziedzictwa wieków minionych. Odrzucenie tradycji w ogóle otwiera jednak pole dla schematycznego doktrynerstwa zmierzającego do przykrawania żywej materii społecznej wedle abstrakcyjnych i wymyślonych reguł, nie licząc się przy tym w żadnej mierze z istniejącym porządkiem społecznym. Próby takie nie są zresztą tylko teoretyczną możliwością, lecz realnym doświadczeniem, czego najbardziej widocznym dla nas przykładem jest trwająca już od 35 lat działalność zmierzająca do ukształtowania naszego życia narodowego w myśl doktryny obcej naszym tradycjom politycznym. Rozbicie tradycyjnych struktur i więzi społecznych, zniszczenie niektórych, a degradacja innych elit, walka z religią i usunięcie Kościoła z życia publicznego, lekceważący, a niekiedy wręcz wrogi stosunek do kultury narodowej – wszystko to sprawiło, że Polacy stali się społeczeństwem w znacznej mierze zatomizowanym, charakteryzującym się dużym stopniem osłabienia więzi narodowych, stanowo-zawodowych i rodzinnych.

Postulat obrony narodowej tradycji jest wiec elementarnym nakazem patriotycznym, jeśli chcemy ocalić naszą tożsamość. Oznacza on w pierwszym rzędzie konieczność zachowania ciągłości rozwoju historycznego, tak, aby stworzone wartości i instytucje wynikały ewolucyjnie z przeszłości narodu, i aby utrzymano z przeszłości to, co godne konserwacji; co zostało pozytywnie potwierdzone przez historię. Do wartości tych należą nade wszystko: związek z religią i kulturą chrześcijańską, nakaz harmonijnego łączenia wolności osobistej i społecznej z autorytetem władzy, odpowiedzialność urzędnika przed obywatelem oraz silna tradycja samorządnego organizowania się społeczeństwa. Tylko realizacja tych norm życia zbiorowego może spowodować, iż staniemy się znów społeczeństwem organicznym. Szczególnie istotnym czynnikiem tożsamości społeczeństwa polskiego jest jego tysiącletni związek ze światem zachodnim. Moment startu państwowości polskiej był jednocześnie chwilą bezpowrotnego włączenia Polski w orbitę świata uniwersalnych wartości chrześcijańskich i cywilizacji łacińskiej. Fakt ten przesądził raz na zawsze o tym, że Polska stała się częścią Europy, a naród polski członkiem rodziny narodów europejskich.

Zerwanie duchowej więzi z jednoczącą się dziś powoli, ale nieuchronnie Europą – rzecz jasna Europą ojczyzn – oznaczałoby również nasze samobójstwo duchowe. Tylko cywilizacja europejska potrafiła pogodzić wolność jednostki z autorytetem państwa, a wartości narodowe z uniwersalnymi. Musimy mieć świadomość, że jesteśmy depozytariuszami tworów kultury europejskiej.

Podstawowy jednak problem stojący przed naszą wspólnotą narodową to sprawa niepodległości.

III. Niepodległość

Naturalnym i niezbędnym dla istnienia każdego narodu celem jest stworzenie własnego, niepodległego państwa. Używając określenia „stworzenie” państwa przez naród, mamy jednocześnie świadomość, że jest to proces równoległy do narodowotwórczej roli państwa, które w toku historycznego rozwoju swych instytucji, tworzy jednocześnie świadomy swych celów naród. Podkreślając, iż naród nie może istnieć bez niepodległego państwa, nie zapominamy o fenomenie niezwykłego rozwoju duchowego narodu polskiego w okresie rozbiorów. Nie przeczy to jednak naszej tezie, a nawet ją potwierdza, bowiem rozwój ten możliwy był między innymi dzięki nie zanikającej przez niemal cały ten czas woli odzyskania niepodległości. Niepodległość jest niezbędna dla narodu mającego poczucie swej wartości cywilizacyjnej i pamięć świetności politycznej i kulturalnej w minionych stuleciach.

Niepodległość państwa i suwerenność narodu stanowi centralny problem polskiej polityki, praktycznie od początku XVIII wieku. Prawie przez całe trzy stulecia Polacy musieli podejmować ogromne wysiłki bądź to w obronie wciąż zagrożonej niepodległości, bądź to próbując odzyskać niepodległość utraconą.

Druga wojna światowa, po dwudziestoletnim okresie istnienia wskrzeszonej Rzeczypospolitej – przyniosła Polsce ponowną utratę niepodległości. W latach 1944-1945 Polska została politycznie podporządkowana ZSRR. Komuniści w naszym kraju przyjęli na siebie rolę wykonawców polityki, której kierunek wytyczany był w Moskwie. Nie można nazwać niepodległym państwa, jeżeli zasadnicze decyzje polityczne go dotyczące podejmowane są przez kierownictwo obcego mocarstwa. Są oczywiście różne formy zależności politycznej w stosunkach międzynarodowych, często trudno porównywalne ze sobą. Faktyczna podległość państwa polskiego przejawia się praktycznie jako potrójna niesuwerenność: państwowa; polityczna wobec „kierowniczej” grupy politycznej – PZPR; ideologiczna – wobec doktryny komunistycznej.

Zależność polityczna od Związku Radzieckiego oraz fakt, że władzę w Polsce sprawuje bez społecznego mandatu partia komunistyczna powodują, że od 35 lat Polacy poddawani są, zróżnicowanemu co prawda pod względem metod, niemniej nieustającemu procesowi sowietyzacji. Stanowi on próbę narzucenia nowego modelu życia społecznego, którego cechą najbardziej podstawową jest dążenie do całkowitego podporządkowania człowieka totalitarnie zorganizowanemu państwu komunistycznemu.

Do roku 1956 proces sowietyzacji Polski dokonywany był jawnie, z całą brutalnością. Rozbudowany aparat terroru fizycznie likwidował i prześladował opornych. Niszczono wszelkie enklawy niezależnego życia, uderzano w religię i Kościół, próbowano unicestwić autentyczną polską myśl, starano się oduczyć Polaków myślenia w kategoriach ogólnonarodowych i politycznych. Żywcem przenoszono do Polski radzieckie instytucje, model kultury i styl życia. Po Październiku 1956, kiedy to nastąpiło niewątpliwe cofnięcie się partii przed społeczeństwem, sowietyzację zaczęto przeprowadzać przy pomocy delikatniejszych i lepiej maskowanych metod. Nie stroniono od posługiwania się pseudopatriotycznym frazesem, odwoływania się do interesu narodowego, polskiej racji stanu, itp. Zasadnicze cele pozostały jednak niezmienne.

Próbując spojrzeć na konsekwencje funkcjonowania systemu peerelowskiego i efekty działań zmierzających do sowietyzacji Polski należy stwierdzić, że podstawowy planowany rezultat nie został osiągnięty. Nie udało się zmusić ani przekonać Polaków do marksistowsko-leninowskiej ideologii, radzieckiego modelu życia społecznego, nie udało się ich zateizować i oderwać od Kościoła Katolickiego. Naród poniósł jednak w walce o zachowanie tożsamości poważne straty. Oprócz ciosów z okresu stalinowskiego terroru, oprócz zaniku umiejętności myślenia w kategoriach ogólnonarodowych i upadku polskiej myśli politycznej, nastąpiły procesy materializacji i zobojętnienia znacznej części społeczeństwa na sprawy publiczne.

Niepodległość jest stanem niezbędnym dla normalnego życia narodowego nie tylko dlatego, że naród chce i ma prawo decydować o własnym losie. Niepodległe państwo jest ze swej natury wcieleniem historycznej Ojczyzny, tj. zespołu powszechnie akceptowanych wartości z tym pojęciem związanych; tradycji narodowej, kultury, typu cywilizacyjnego, modelu stosunków państwo-obywatel itp. Tylko z takim, tj. wiernym ideałowi ojczyzny państwem, naród może się w pełni identyfikować. Ponieważ obecna struktura państwowa warunku tego nie spełnia, identyfikacja taka jest niemożliwa, a postulat niepodległości narzuca się jako konieczność. Stąd też zasadniczym – choć nie ostatecznym – celem narodu polskiego jest odzyskanie niepodległości państwa polskiego oraz uzyskanie możności pełnego korzystania przez państwo i naród z ich suwerennych praw!

Celu tego nie można formułować i rozpatrywać jedynie w kategoriach czysto politycznych, ale również moralnych. Z tego też względu uważamy, że dla niepodległości nie tylko trzeba pracować, starać się swoim działaniem przybliżyć moment jej odzyskania, ale należy również otwarcie przypominać, że jest ona naszym prawem, którego nigdy i za żadną cenę nie możemy się wyrzec!

Jesteśmy jednak przekonani, że formułowanie wielkich , romantycznych celów nie może oznaczać rezygnacji z doboru realistycznych środków w dążeniu do ich osiągnięcia. Inaczej może grozić zastąpienie działań na rzecz niepodległości frazesem patriotycznym, z którego niewiele wynika. Innym niebezpieczeństwem jest obiecywanie społeczeństwu osiągnięcia w krótkiej perspektywie czasowej niepodległości, podejmowanie działań przedwczesnych, mogących wyrządzić istotne szkody narodowi. Uważamy, że poczucie odpowiedzialności za nasz kraj, ranga reprezentowanej przez nas sprawy, wymagają szczególnej dojrzałości. Zdajemy sobie sprawę, że odzyskanie niepodległości zależy zarówno od podejmowanych przez Polaków działań, jak i od układów międzynarodowych. Uwzględnić musimy twarde prawa geopolityki, nie zawsze pozwalające na realizację wszystkich celów narodowych w krótkim dystansie czasowym. Nakazuje to nam obecnie podejmowanie zadań cząstkowych, realizację celów pośrednich, etapowych, poszerzających zakres suwerenności wewnętrznej społeczeństwa i stan jego świadomości politycznej, stwarzających szansę i gwarancję przestrzegania w naszym kraju praw politycznych i obywatelskich przysługujących każdemu człowiekowi. Dzisiaj jest to działanie na rzecz przyszłej niepodległości. Obserwacja zasadniczych kierunków przemian zachodzących we współczesnym świecie każe nam sądzić, że idea niepodległości nie jest jedynie wyznaniem wiary, ale może być zrealizowana i będzie zrealizowana z pewnością.

Tylko naród mający niepodległe państwo może wywiązać się całkowicie ze swoich obowiązków wobec ludzkości. Pozbawienie narodu prawa do niepodległości jest aktem niezgodnym z obiektywnym ładem moralnym, bowiem odbiera temu narodowi możliwość partnerskiej służby dla świata. Kładziemy nacisk na moralny aspekt problemu, ponieważ zarówno inspiracja chrześcijańska, jak i humanistyczna, nakazuje nam domagać się poszanowania norm moralnych w stosunkach międzynarodowych i w działalności państwa.

Nie możemy przesądzać dziś ostatecznego kształtu przyszłej niepodległej państwowości polskiej. Decyzję taką podejmie suwerenny naród. Możemy jednak wskazać pożądane przez nas najistotniejsze potrzeby obiektywizacji idei niepodległości. Niepodległe państwo polskie powinno harmonijnie rozwiązać antynomię zasady silnej władzy państwowej i zasady wolności jednostek i grup społecznych, wykorzystując w tym względzie najcenniejsze tradycje polskie i europejskie. Autorytet władzy, zasadniczy wpływ rzeczywistych elit, stabilność rządów i polityki zagranicznej – muszą zostać pogodzone z najdalej idącym uspołecznieniem państwa i taką organizacją życia społecznego, która opierać się będzie o możliwie najszerszy samorząd terytorialny, gospodarczy, stanowo-zawodowy i kulturalny. Obowiązkiem państwa jest zapewnienie i przestrzeganie praw i wolności wszystkich osób: jednostek, rodzin, korporacji, grup i klas. Wierność zasadniczym, uniwersalnym wartościom naszej cywilizacji nie da się pogodzić z dyktatem ideologicznym państwa, a tym bardziej jakiejś grupy zorganizowanej, np. partii.

IV. Nasze zadania

Ruch Młodej Polski nie może ograniczyć się tylko do wskazania podstawowych idei i celów, które pragnie zrealizować. Stawiamy przed sobą konkretne zadania. Są to:

1. Walka o oblicze moralne społeczeństwa polskiego

Byłoby oczywiście przesadą przypisywać wszystkie negatywne cechy i zjawiska zachodzące w życiu społecznym Polski wpływowi systemu politycznego narzuconego Polsce 35 lat temu. Z całą pewnością jednak ten system polityczny ponosi największą odpowiedzialność za obecny stan moralny społeczeństwa.

Zapewnienie sobie i najbliższym znośnych warunków materialnej egzystencji, osiągnięcie kierowniczego stanowiska w pracy, z reguły wymagało i wymaga w dalszym ciągu sporej dozy konformizmu. Był czas, że nawet ujawnienie własnych przekonań religijnych, nie mówiąc już o politycznych, wymagało heroizmu. Obecnie, mimo że wiele się pod tym względem zmieniło, otwarte głoszenie swych poglądów a zwłaszcza działanie na rzecz ich realizacji pociąga za sobą represje, chociaż nie tak jaskrawe jak w pierwszym okresie istnienia PRL. Państwo zbudowane na wzorach totalitarnych sprzyja upowszechnieniu postaw konformistycznych, rodzi poczucie beznadziejności, a często zmusza do kapitulacji.

W tej sytuacji w świadomości wielu ludzi zacierają się granice między złem a dobrem, postępowaniem moralnym a niemoralnym. Za postępowanie moralne, nie budzące społecznej dezaprobaty, uważa się deklarowanie innych poglądów publicznie, a innych prywatnie oraz przynależność wierzących do organizacji ateistycznych. Wskazuje to jak wielkie znaczenie ma działalność prowadząca do przywrócenia duchowej i moralnej tożsamości społeczeństwu. Bez niej nigdy nie zrealizujemy wolnościowych i niepodległościowych aspiracji.

Ruch Młodej Polski widzi swe zadanie przede wszystkim w uwrażliwieniu młodego pokolenia na zasadnicze problemy etyczne. Dostrzegamy tutaj dwa kierunki naszej aktywności:

Pierwszym z nich jest kontynuacja działań podejmowanych przez różne grupy i środowiska opozycji demokratycznej, mających na celu budzenie postawy sprzeciwu wobec nie przestrzegania przez władze praw ludzkich i obywatelskich, wobec przejawów niesprawiedliwości i krzywdy społecznej. Niewątpliwie opozycja demokratyczna ułatwiła podjęcie decyzji, aby żyć z podniesionym czołem.

Zamierzamy jednak zwrócić baczniejszą uwagę na problematykę, którą opozycja zajmowała się jedynie marginesowo, przeciwstawić się plagom społecznym, na które tak przenikliwie zwracał uwagę Episkopat Polski, a zwłaszcza Ksiądz Prymas Kardynał Stefan Wyszyński – z alkoholizmem, wyrządzającym społeczeństwu niepowetowane straty, unieszczęśliwiającym wiele tysięcy rodzin polskich, z nieposzanowaniem nienarodzonego życia, z nietrwałością rodziny.

Są to olbrzymie problemy, których nie rozwiąże werbalny protest. Potrzebne jest podjęcie szeroko zakrojonej akcji wychowawczej i propagandowej. Jeżeli myślimy o Polsce Jutra, nie możemy wobec tych plag i tragedii społecznych przejść obojętnie.

2. Obrona tożsamości kultury narodowej

Kultura polska była w minionym 35-leciu poddawana rozlicznym presjom i manipulacjom ze strony rządzącej grupy politycznej. Jawne, instrumentalne i czysto utylitarne traktowanie w doktrynie komunistycznej kultury i sztuki, pozbawiające tę sferę życia duchowego człowieka wszelkich znamion autonomiczności, stwarzało i stwarza nadal poważne zagrożenie dla jej normalnego rozwoju. Do przeszłości należy już wprawdzie okres, w którym nawet wybór techniki artystycznej podlegał ścisłym kryteriom ideologicznym, jednakże nie zrezygnowano do dziś z administracyjnych metod podporządkowania działalności i twórczości kulturalnej interesom władzy komunistycznej. Nie ustają też, a nawet ulegają wzmożeniu próby radykalnego przeformowania oblicza kultury polskiej, poprzez odcięcie jej od określonych tradycji i wzorów, związków z kulturą chrześcijańską. Efektem tych manipulacji jest nikły odzew w literaturze współczesnej całych wątków i stylów mających fundamentalne znaczenie dla tożsamości kultury polskiej, jak np. nurtu mesjanistycznego w filozofii i sztuce XIX i XX wieku, polskiej filozofii narodowej epoki romantyzmu. Częściowej lub całkowitej anatemie podlegają twórcy określani arbitralnie jako wsteczni. Niezwykle utrudniony jest dostęp do twórczości literackiej i artystycznej powojennej emigracji polskiej. Obraz spustoszeń dopełnia szkodliwa działalność cenzury prewencyjnej. Nadzieję budzi natomiast podjęta niemal jednocześnie z ożywieniem myśli politycznej, działalność niezależnych oficyn literackich.

Pragniemy w miarę naszych możliwości przyczynić się do nieskrępowanego rozwoju kultury polskiej poprzez udostępnienie za sprawą naszych wydawnictw tych dzieł dawnej i współczesnej literatury polskiej, które nie mogą liczyć na oficjalną edycję w PRL, prezentację krytyczną zapomnianych i pomijanych kierunków filozoficznych, literackich, organizowanie w terenowych środowiskach Ruchu Młodej Polski spotkań autorskich, współdziałanie z niezależnymi inicjatywami artystycznymi.

3. Upowszechnienie dostępu do wiedzy i informacji

Istotną przyczyną bierności i obojętności części społeczeństwa jest państwowy – a w praktyce partyjny – monopol nauczania i dostępu do środków masowego przekazu. Mimo tego partii nigdy nie udało się odciąć całkowicie społeczeństwa od nieocenzurowanej myśli i słowa. Docierało ono poprzez tolerowane, chociaż ograniczone do minimum w swych nakładach, pisma i wydawnictwa katolickie, poprzez radiostacje zagraniczne i docierające do kraju wydawnictwa emigracyjne. Jednak zasięg i możliwości oddziaływania aparatu propagandowego były i są nadal bez porównania większe. Polacy otrzymują niepełny bądź zafałszowany obraz współczesnego świata i Polski, a także zupełnie nieprawdziwy, tendencyjny obraz swej własnej historii. Celem tych oddziaływań pozostaje odcięcie obywateli PRL od możliwości swobodnego poszukiwania wiedzy i pozbawienie ich szerokiego zakresu informacji, jak również narzucenie im marksistowskiego poglądu na świat, człowieka, dzieje narodu i państwa. Z tych względów przywiązujemy szczególną wagę do rozwinięcia szerokiej akcji samokształceniowej obejmującej te dyscypliny wiedzy, które są w PRL najbardziej zagrożone ideologicznymi i politycznymi deformacjami. Będziemy to czynić przy pomocy naszej prasy, wydawnictw, a także poprzez tworzenie kół samokształceniowych.

4. O polską myśl i program polityczny

Zasadniczym zadaniem Ruchu Młodej Polski jest współtworzenie polskiej myśli politycznej. Łączy nas przekonanie, że układ głównych kierunków politycznych, powstały pod koniec XIX wieku: narodowo-demokratycznego, niepodległościowo-piłsudczykowskiego, konserwatywnego, chrześcijańsko-społecznego i ludowego, chlubnie wypełnił swe zadanie wobec narodu. Powstał on w okresie formowania się nowoczesnego narodu, obejmującego wszystkie warstwy i klasy społeczne; w okresie poszukiwania koncepcji walki o niepodległą Polskę. Odzyskanie niepodległości w 1918 roku, a następnie jej utrzymanie nie byłoby możliwe, gdyby nie olbrzymia praca i walka ludzi tworzących te nurty z myślą o Polsce.

Wymienione nurty i powstałe na ich fundamencie partie i stronnictwa polityczne ukształtowały się w ścisłym związku z czasem, w którym przyszło im działać, rozwiązywały problemy, które wówczas były aktualne. Ich najbardziej podstawowe kontrowersje dotyczyły różnic w koncepcjach walki o ten sam cel – niepodległości Polski, a później o kształt Rzeczypospolitej. II wojna światowa i kolejna utrata faktycznej niepodległości położyła w naszym kraju kres temu układowi nurtów i ruchów politycznych, podobnie jak położyła kres wielu kontrowersjom, które je przedtem dzieliły.

Wszystko to powoduje, że nie możemy uznać się za prostą kontynuację któregoś z obozów politycznych II Rzeczypospolitej. Składając hołd ich zasługom, zdając sobie w pełni sprawę, że gdyby nie one, nie moglibyśmy dzisiaj podejmować naszej działalności, chcemy czerpać z dorobku ich wszystkich, nawiązywać do tych wartości i idei, które okazały się trwałe i mogą być zastosowane w obecnej rzeczywistości. Zdajemy sobie sprawę z ogromu trudności jakie nas czekają. Wiemy, że jednym z zasadniczych elementów walki prowadzonej w ciągu 35 lat istnienia PRL przez partię z narodem, było niszczenie polskiej, autentycznie narodowej i niepodległościowej myśli politycznej, zabijanie w społeczeństwie politycznego myślenia. Niestety, nie możemy powiedzieć, by walka ta pozostała bez efektów. Odczuwa się wyraźny brak elit politycznych działających w kraju, wypracowujących myśl polityczną i propozycje programowe na przyszłość. Ogólna kultura polityczna społeczeństwa uległa wielkiemu obniżeniu.

My sami podejmując tę problematykę, zdajemy sobie sprawę jak mało wiemy. Dostrzegamy przed sobą wielkie problemy, których szczegółowych rozwiązań jeszcze nie znamy. Jak rozwiązać w obecnej sytuacji i w perspektywie przyszłości klasyczny dylemat narodu i państwa położonego między Rosją a Niemcami?

Jakiej formy porozumienia współpracy krajów Europy Środkowo-Wschodniej poszukiwać w przyszłości, aby odzyskać, a następnie utrzymać niepodległość, nie zatracając swej narodowej tożsamości i odrębności?

Jaką wizję systemu i ustroju przyszłej niepodległej Polski propagować i przeciwstawić totalitarnej koncepcji państwa komunistycznego?

Czy funkcjonujące obecnie na Zachodzie systemy demokratyczne stanowią jedyną formę rządów, w których mogą być respektowane niezbywalne prawa osoby ludzkiej?

Jak należy urządzić życie społeczne kraju i zorganizować życie gospodarcze?

Nie znamy szczegółowych rozwiązań tych problemów, ale wiemy w jakich kierunkach winny iść poszukiwania, wiemy również w oparciu o jakie wartości i imponderabilia musi to następować. Ta pewność powoduje, że nie lękamy się formułować jako jednego z najważniejszych zadań, pracy nad polską myślą polityczną, która już w niedługim czasie powinna pozwolić na sformułowanie politycznego programu wskazującego drogi prowadzące do zasadniczych przemian w położeniu Narodu i Państwa Polskiego.

18 sierpnia 1979 roku

Jacek Bartyzel – Łódź
Piotr Bystrzanowski – Gdańsk
Izabela Dutkiewicz – Gdańsk
Zbigniew Dutkiewicz – Gdańsk
Piotr Dyk – Gdańsk
Danuta Grzelak – Sopot
Grzegorz Grzelak – Sopot
Maciej Grzywaczewski – Warszawa
Ireneusz Gust – Gdańsk
Zofia Kruszyńska-Gust – Gdańsk
Aleksander Hall – Gdańsk
Leszek Jankowski – Gdańsk
Andrzej Jarmakowski – Gdańsk
Marek Jurek – Poznań
Dariusz Kobzdej – Gdańsk
Edward Maliszewski – Poznań
Piotr Mierecki – Poznań
Magdalena Modzelewska – Gdańsk
Krzysztof Nowak – Poznań
Arkadiusz Rybicki – Sopot
Bożena Rybicka – Gdańsk
Mirosław Rybicki – Gdańsk
Jan Samsonowicz – Gdańsk
Andrzej Słomiński – Gdańsk
Gabriela Turzyńska – Gdańsk
Bratniak” nr 18, lipiec-sierpień 1979

Polska solidarność. Kontrowersje, oblicza, interpretacje

Książka o ideowym i politycznym obliczu zrywu solidarnościowego lat 1980-1981, o ewolucji ruchu w latach 80. i jego odpowiedzialności za sukcesy i porażki III RP, o politycznym wymiarze sporu o dziedzictwo „S” po 1989 r., o kontrowersjach wokół naukowych i publicystycznych interpretacji Solidarności oraz o jej miejscu w polskiej historii i tradycji intelektualnej.

Autorzy: Elżbieta Ciżewska, Antoni Dudek, Dariusz Gawin, Maciej Korkuć, Piotr Koryś, Zdzisław Krasnodębski, Michał Łuczewski, Rafał Matyja, Krzysztof Mazur, Paweł Rojek, Zbigniew Stawrowski, Michał Szułdrzyński, Kazimierz Michał Ujazdowski, Bronisław Wildstein.

„Solidarność wpisuje się w tak charakterystyczny dla polskiej historii, co najmniej od czasu konfederacji barskiej, rytm – rytm buntu i rezygnacji, entuzjazmu i przystosowania, konformizmu i bierności oraz wybuchu energii. Solidarność była, można rzec, konfederacją narodu, który zorganizował się, by zareagować na niemoc państwa uzależnionego od mocarstwa ościennego, rządzonego przez ludzi z jego nadania, w poczuciu, że nie można dalej „żyć w nieprawdzie” i trzeba się przeciwstawić korupcji moralnej”. (fragment tekstu Zdzisława Krasnodębskiego)

„Zakwestionowanie idei sprawiedliwości, do której, a nie do równości, odwoływała się Solidarność, miało rujnujący wpływ na stan państwa i jego instytucji. Znacząca w tym kontekście jest niechęć, którą dłuższy czas dominująca część elit III RP żywiła do pamięci o tamtym niezwykłym zjawisku. Rocznice były formalnie odbębniane, co nie przekładało się na refleksję i konfrontację z przeszłością. Być może istotnym elementem tego było zepchnięte do podświadomości poczucie sprzeniewierzenia się ideałom, a także trudność pogodzenia tamtego doświadczenia z realnie wyznawaną ideologią elitaryzmu?” (fragment tekstu Bronisława Wildsteina).

Imperializm państwowy Adolfa Bocheńskiego

Siedemdziesiąt lat temu, 18 lipca 1944 roku, zginął pod Anconą Adolf Bocheński, uznawany za najwybitniejszego publicystę pokolenia, które rozpoczęło aktywność publiczną na początku lat trzydziestych ubiegłego stulecia. Zainteresowani polską myślą polityczną znają Bocheńskiego jako pierwsze pióro „Buntu Młodych” i „Polityki” – konserwatywnych periodyków wydawanych przez Jerzego Giedroycia. Teksty z tego okresu ukazały się w antologiach opracowanych przez Marcina Króla (Historia i polityka. Wybór publicystyki, Warszawa 1989) i Aleksandrę Kosicką-Pajewską (Adolf Bocheński o ustroju i racji stanu Rzeczypospolitej, Warszawa 2000) Kilka lat temu dzięki staraniom Ośrodka Myśli Politycznej została zaś wznowiona znakomita rozprawa geopolityczna Bocheńskiego Między Niemcami a Rosją, o której Józef Czapski pisał, że „żaden polityk polski nie będzie mógł jej w przyszłości pominąć”.

W związku przypadającą w tym roku rocznicą OMP da czytelnikom możliwość poznania nigdy nie wznawianych tekstów młodzieńczych Adolfa Bocheńskiego, które wyszły spod jego pióra w latach poprzedzających współpracę z Jerzym Giedroyciem. Zbiór Imperializm państwowy, który ukaże się za kilka tygodni, obejmie artykuły napisane w latach 1925-1932. Bocheński debiutował bardzo wcześnie: broszurę Tendencje samobójcze narodu polskiego wydał wraz z bratem Aleksandrem gdy miał szesnaście lat. Pierwszą książkę –Ustrój a racja stanu – opublikował w wieku lat dziewiętnastu, gdy kończył studia politologiczne w Paryżu.

Już teraz przed ukazaniem się całego zbioru internauci mogą zapoznać się z dwoma zawartymi w nim tekstami, które wiele mówią o formowaniu się myśli politycznej Bocheńskiego. Pozostał on do końca życia wierny podjętemu w wieku młodzieńczym wyborowi ideowemu. Wyraźnie identyfikował się z tradycją polskiej myśli konserwatywnej i chciał, aby jej żywotność kształtowała ambicje młodego pokolenia prawicy. W artykule Imperializm nacjonalistyczny a imperializm państwowy („Myśl mocarstwowa” 1927, nr 1) wyraził swoje credo, któremu pozostał wierny aż do śmierci. Wedle Bocheńskiego o pozycji narodów decyduje jakość i siła państwa. Nacjonalizm, jeśli nie jest skoncentrowany na wzmocnieniu państwa, prowadzi w konsekwencji do skutków sprzecznych ze swoimi założeniami, albowiem osłabia pozycję narodu. Imperializm państwowy Bocheńskiego był alternatywą dla myśli endecji, która jego zdaniem podporządkowała cele państwowe asymilacji narodowej. Polska będzie silna nie poprzez jednolitość narodową, lecz poprzez możliwość odparcia niebezpieczeństwa grożącego nam ze strony Niemiec i Rosji sowieckiej. Dlatego też Rzeczpospolita powinna wesprzeć tendencje niepodległościowe narodów ujarzmionych przez ZSRR i podjąć próbę współżycia z nimi w partnerskiej federalnej formule. W opinii Bocheńskiego polityka asymilacji narodowej Ukraińców i Białorusinów była skazana na porażkę i ograniczała możliwości Polski w konfrontacji z Rosją.

Stawka na silne państwo nie miała nic wspólnego z centralizmem. Bocheński był rzecznikiem państwa rządnego i z tych względów bardzo surowo oceniał niemoc polskiego parlamentaryzmu pod rządami Konstytucji marcowej. Jednocześnie był zdecydowanym zwolennikiem decentralizacji państwa i podtrzymywania różnorodności kulturowej Polski. W tekście O decentralizację kulturalną („Droga” 1931, nr 9) znajdziemy konserwatywne argumenty przeciw schematyzacji i unifikacji Polski. Bocheński uważał, że pierwsze dziesięciolecie Polski niepodległej przyniosło centralizację kulturalną i zanik życia prowincji, a to zmniejszało wydatnie atrakcyjność kultury polskiej, szczególnie na Wschodzie. Jego zdaniem miasta, poza zachowującym własną specyfikę Krakowem, przeżywały ciężki kryzys kulturalny, a znajdujące się w nich uniwersytety wychowywały Polak „zubożałego” i „zunifikowanego”: „Z przykrością trzeba jednak zauważyć, iż nasze uniwersytety prowincjonalne są raczej fabrykami Polaka – wszechdzielnicowego, Polaka zestandaryzowanego czy Polaka zunifikowanego, niż szkołami o własnej fizjonomii, z których wychodzą ludzie mogący wnieść zróżnicowanie, wzbogacenie naszej kultury przez twórcze ścieranie się prądów powstałych dzięki różnicom psychiki ludzi, pochodzących z różnych dzielnic i różnych uniwersytetów”.

Młodego konserwatystę inspirowały analizy André Siegfrieda, którego wykładów słuchał z wielkim zainteresowaniem w paryskiej Sciences Po. Francuski politolog uznawał idącą z Ameryki Północnej standaryzację kulturalną za zjawisko uniwersalne i niebezpieczne dla cywilizacji europejskiej. Jeśli nawet oceny Bocheńskiego mogą nam wydawać się zbyt krzywdzące i przesadzone, to warto jednak przyjrzeć się argumentacji, która w bogactwie kulturowym kraju widzi fundament dobrej polityki.

Wczesne teksty Bocheńskiego polecam szczególnie ludziom młodym, którzy nie chcą być obojętni wobec spraw publicznych. Bocheński był od chwili swojego debiutu intelektualnego pisarzem zbuntowanym przeciw politycznym poprawnościom. Odrzucał także myślenie powierzchowne i łatwe, które dostosowuje się do popularnych gustów i opinii. W żadnym razie nie chciał być publicystą modnym. W jego tekstach widać odwagę , oryginalność i wolę przekształcania rzeczywistości, a to cechy, bez których trudno wyobrazić sobie odrodzenie myśli politycznej i wartościową politykę.

*  *  *

Adolf Bocheński, Imperializm państwowy. Wybór pism

Spis treści:

Polecam wystawę „Sztuka i naród”

Wernisaż i koncert powstańczych piosenek 30 lipca (środa) o godz. 18.00, Muzeum Literatury, Rynek Starego Miasta 20.
W 70. Rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego przypominamy redaktorów wydawanego w latach 1942 – 1944 konspiracyjnego pisma „Sztuka i Naród”, wybitnych twórców, którzy w tragicznie krótkim czasie wojennej młodości zdołali osiągnąć niezwykłą dojrzałość intelektualną, moralną, artystyczną.
Byli to:
Na wystawie prezentowane są głównie zbiory własne Muzeum Literatury między innymi: dokumenty Tadeusza Gajcego, archiwa Zdzisława Stroińskiego i Wojciecha Mencla. Te pamiątki przekazane nam przez rodziny poległych poetów wzbogaciły nasz pokaźny już zasób archiwaliów związanych z twórcami okresu wojny i okupacji.

W ofiarowanym naszemu muzeum archiwum Lesława Bartelskiego zachował się jedyny egzemplarz szesnastego, ostatniego numeru „Sztuki i Narodu”. Jest to odbitka korektorska. Postanowiliśmy zostać wydawcami SiN-u powielając i dołączając do katalogu wystawy pismo, którego cały nakład (o ile został wydrukowany), prawdopodobnie spłonął w powstańczej Warszawie.
Wystawa „Sztuka i Naród” przywołując świat uczuć, myśli, wyobraźni i działań młodych twórców zgrupowanych wokół słynnego podczas okupacji literackiego pisma jest zachętą do bliższego poznania tworzonego przez nich programu kultury narodowej. Przezwyciężenie katastrofizmu, korelacja postawy w życiu i sztuce, a także, w nawiązaniu do Norwidowego Promethidiona, organizowanie wyobraźni narodowej – to główne zarysy idei genialnych dwudziestoletnich artystów. Nie były to myśli pięknoduchów, bowiem znalazły potwierdzenie w działaniu, aż do ofiary życia każdego z nich.
Autorzy wystawy:
Maria Dorota Pieńkowska – scenariusz
Piotr Dymmel – komisarz
Piotr Prasuła – współpraca
Anna Nowak – projekt plastyczny
Justyna Czerniakowska – projekty graficzne druków towarzyszących
Sztuka i Naród
30 lipca 2014 – 30 grudnia 2014
Muzeum Literatury
Rynek Starego Miasta 20
Warszawa
Tekst red. Grajewskiego „Trzeba coś z tym zrobić”

Nowelizacja ustawy o IPN jest próbą przeciwdziałania pladze rozpowszechnianego przez media na Zachodzie kłamstwa o „polskich obozach śmierci”.

Do Sejmu trafił przygotowany przez posłów PiS projekt nowelizacji ustawy o IPN, który nakłada na Instytut obowiązek karnego ścigania kłamstwa o rzekomych „polskich obozach koncentracyjnych” czy „polskich obozach zagłady” istniejących jakoby podczas II wojny światowej. Projekt przewiduje dopisanie do ustawy o IPN dwóch punktów, stanowiących, że kto publicznie oskarża o udział w masowych zbrodniach polskie, niepodległościowe, niekomunistyczne podziemne formacje i organizacje Polskiego Państwa Podziemnego, a także publicznie używa słów: „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy zagłady”, „polskie obozy koncentracyjne” lub innych, które stosują przymiotnik „polskie” wobec niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i ośrodków zagłady, podlega grzywnie, ograniczeniu wolności lub karze pozbawienia wolności do lat 5. Pomimo protestów posłów SLD oraz z ugrupowania Palikota projekt nie został przez Sejm odrzucony, lecz skierowany do dalszych prac w komisji.

Polskie obozy śmierci

Sprawa jest ważna, gdyż każdego roku w światowych mediach ukazują się setki artykułów używających na opisanie niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych określenia „polskie obozy koncentracyjne” bądź „polskie obozy śmierci”. Interwencje, zwracanie uwagi niewiele dają. Gazety, stacje radiowe bądź telewizyjne po interwencjach czasem przepraszają, a później często ci sami dziennikarze powtarzają kłamstwo. Sformułowania „polish death camp” (polski obóz śmierci) użył nawet prezydent USA Barack Obama, nadając Janowi Karskiemu Prezydencki Medal Wolności.

Więcej w wydaniu papierowym lub e-wydaniu.

Polecam tekst „Sprawiedliwi. Jak Polacy ratowali Żydów przed zagładą”- spotkanie z Grzegorzem Górnym


Autor: Grzegorz Górny

Wstęp: Norman Davies

Premiera: 2 grudnia 2013

Książka „Sprawiedliwi“ opowiada o Polakach, którzy podczas okupacji hitlerowskiej ratowali Żydów, a wielu z nich przypłaciło to nawet życiem (jak np. rodziny Ulmów, Kowalskich czy Baranków). Autor przypomina, że po to, by uratować jednego zbiega z getta, potrzebna była pomoc co najmniej dziesięciu wtajemniczonych Polaków. Hanna Krall wspominała łańcuszek aż 42 ludzi dobrej woli, którzy zaangażowali się w ocalenie jej życia jako małej dziewczynki. Konspiracja w obronie Żydów była więcej zjawiskiem znacznie szerszym niż się zwykło uważać.

Bogato ilustrowana książka pokazuje kontekst polityczny i społeczny, w jakim doszło do niemieckiego ludobójstwa. Prezentuje zjawisko ratowania Żydów zarówno w wymiarze historycznym, jak i w przez pryzmat pojedynczych ludzkich losów. Oparta na materiałach archiwalnych, zawiera bogaty materiał faktograficzny, zarówno w warstwie tekstowej, jak i ilustracyjnej. Zawiera opis sytuacji ludności zarówno polskiej, jak i żydowskiej pod okupacją niemiecką oraz stosunku między tymi narodami. Pokazuje postawę wobec holocaustu władz Polskiego Państwa Podziemnego, środowisk konspiracyjnych, Kościoła katolickiego i różnych grup społecznych. Opowiada też o akcji pomocy Żydom, dokonywanej zarówno indywidualnie, jak i w sposób zorganizowany („Żegota”). Jako świadkowie historii na kartach książki pojawiają się takie postaci, jak m.in. Władysław Bartoszewski, Marek Edelman, Irena Sendlerowa czy Szewach Weiss.

Publikacja oddaje hołd i sprawiedliwość bohaterom tamtych trudnych czasów. Nie tylko upomina się o prawdę historyczną, lecz także przeciwstawia się rozpowszechnionym w niektórych środowiskach za granicą kłamliwym stereotypom na temat postawy naszych rodaków podczas II wojny światowej (naród antysemitów, szmalcowników i szabrowników).

Fragment wstępu Normana Daviesa
Inne wojenne sprawy wciąż oczekują na swoją właściwą odsłonę. Należy do nich wzruszająca opowieść o heroicznych Polakach ratujących Żydów wbrew wszelkim przeciwnościom. Żaden naród nie składa się z samych bohaterów i Polacy nie stanowią wyjątku, chociaż przypadła im w udziale całkiem pokaźna ich liczba. Historia II wojny światowej nie może się obyć bez wyjaśnienia, czym była Żegota i kim byli ludzie, tacy jak Irena Sendlerowa czy katolickie zakonnice przygarniające żydowskie dzieci. Zwykła sprawiedliwość wymaga stosownego upamiętnienia tych osób, nie dlatego, że byli Polakami, tylko dlatego, że zachowali się, jak przystało na chrześcijanina oraz wrażliwą istotę ludzką.
Myli się ten, kto sądzi, że imiona zapisane w Yad Vashem to ostateczny rachunek. Władze Izraela mogą upamiętnić jedynie tych, których nazwiska zostały im przekazane i przeszły niezwykle surową weryfikację. Nie wiemy nic o bardzo wielu innych ludziach: tych, którzy dawali schronienie żydowskim rodzinom, nawet jeśli tylko na dwa lub trzy dni w chwilach największego zagrożenia, tych, których naziści mordowali razem z ich żydowskimi gośćmi, zacierając tym samym wszelkie ślady ich bohaterstwa, tych, którzy spełnili swój obowiązek podczas wojny, a potem zachowali milczenie. Istnieje zatem jeszcze jedno istotne rozróżnienie: „sprawiedliwi Polacy” znani Yad Vashem i inni Polacy, znani jedynie Bogu.

*   *   *

Spotkanie z autorem – Grzegorzem Górnym – 5 grudnia o godz 19.00 w Sali Teatralnej przy Parafii Wszystkich Świętych, pl. Grzybowski w Warszawie

Święci inspirują świętych

W Święto Wszystkich Świętych polecam lekturę tekstu Karola Wojtyły sprzed 50 lat. Przemówienie poświęcone Ojcu Rafałowi Kalinowskiemu i Bratu Adamowi Chmielowskiemu zostało wygłoszone w 100 rocznicę Powstania Styczniowego. Jan Paweł II od lat swej młodości znajdował się pod wpływem obu wybitnych postaci historii Polski i chrześcijaństwa. W latach szkolnych zbliżył się do Karmelu, który zawdzięczał swą żywotność Rafałowi Kalinowskiemu [zobacz: hagiografia]. Adamami Chmielowskiemu poświęcił dramat „Brat naszego Boga” [zobacz: informacje o dramacie] o wyraźnie antymarksistowskim wydźwięku. Miłość chrześcijańska została przeciwstawiona klasowej nienawiści (Karol Wojtyła, Poezje i dramaty, Wydawnictwo Znak 1998). Z silnym przekonaniem wyniósł obu powstańców styczniowych i duchownych na ołtarze dając nam wzór umiłowania Ojczyzny i miłości do bliźniego. Wbrew prymitywnym poglądom te dwa rodzaje miłości nie pozostają ze sobą w sprzeczności. Życie Rafała Kalinowskiego i Adama Chmielowskiego pokazuje, że obie mogą wydawać wspaniałe owoce. Widać zatem, że święci inspirują świętych. Nie można zrozumieć wielkości Jana Pawła II bez polskich świętych, z których czerpał inspiracje.

Kazimierz Michał Ujazdowski

*   *   *

Przemówienie z okazji odsłonięcia tablicy pamiątkowej ku czci o. Rafała Kalinowskiego i Brata Alberta Chmielowskiego, w kościele oo. Karmelitów Bosych W Krakowie 12 maja 1963.

 

DWAJ POWSTAŃCY

Moi drodzy, gromadzi nas tu dzisiaj niezwykła uroczystość. Przed chwilą odsłoniłem tablicę marmurową z następującym napisem — czytam ten napis:  „W stulecie powstania styczniowego jego bohaterskim uczestnikom, Sługom Bożym, Ojcu Rafałowi, karmelicie bosemu, Józefowi Kalinowskiemu, Bratu Albertowi, ojcu ubogich, Adamowi Chmielowskiemu, złączonym węzłem przyjaźni w walce o wolność Ojczyzny, heroicznej służbie Bogu i bliźniemu — duchowieństwo i wierni archidiecezji krakowskiej”.

Taki tekst jest umieszczony na odsłoniętej przed chwilą tablicy. Chociaż niewiele słów zawiera napis, to przecież wyraża bardzo wielką historyczną rzecz, cofa nas przede wszystkim do dwóch postaci dobrze nam znanych. Dobrze jest nam znana postać o. Rafała Kalinowskiego, widzimy na podobiznach tę postać szczupłą, wysoką, skupioną – takim był o. Rafał wtedy, gdy jego życie ziemskie zbliżało się ku końcowi.

Znamy też dobrze, może nawet jeszcze lepiej, bo przecież o. Rafał spędził życie w ukryciu klasztornym, a Brat Albert wśród ludzi, na bruku krakowskim — znamy więc także dobrze, może nawet lepiej jeszcze, postać Brata Alberta, tę twarz energiczną, zamyśloną, okoloną siwą brodą, postać szeroką, wspierającą się na kuli — to właśnie pozostałość z powstania styczniowego. Znamy dobrze obie te postaci. Obaj sławni stąd, że za swoją heroiczną służbę Bogu i bliźniemu zmarli w opinii świętości.

Może więc w dniu dzisiejszym, kiedy odsłaniamy tę tablicę ze znamiennym napisem, warto będzie zobaczyć ich nieco inaczej, nie tak, jak widzimy ich przy końcu życia, ale tak, jak wyglądali w r. 1863, w momencie wybuchu powstania styczniowego, gdy decydowali się wziąć w nim udział.

Ojciec Rafał — Józef Kalinowski — takie było jego nazwisko i imię rodowe — liczył wówczas 28 lat. Był mężczyzną w sile wieku, w każdym razie stał u progu tego okresu życia, który nazywa się siłą wieku. Z wykształcenia inżynier, po wysokich studiach, profesor akademii inżynierskiej i oficer: kapitan w wojsku carskim. Taka była jego sytuacja w chwili, kiedy rozpoczynało się powstanie styczniowe.

Adam Chmielowski — takie bowiem było imię i nazwisko rodowe Brata Alberta — Adam Chmielowski, o 11 lat młodszy od Józefa Kalinowskiego urodzony w r. 1846 — podczas gdy tamten w r. 1835 — w chwili wybuchu powstania miał zaledwie 17 lat. Był wówczas studentem w Szkole Rolniczej w Puławach. Zupełnie inne były jego kwalifikacje. Nie miał jeszcze tej dojrzałości życiowej. Był młody i zapalony. W oddziałach powstańczych stawił się jako szeregowiec, podczas gdy Józef Kalinowski przyszedł do powstania jako wysoko kwalifikowany wojskowy i inżynier. Dlatego też inna była ich rola w powstaniu. Józef Kalinowski po wstąpieniu  do organizacji powstańczej objął w tej organizacji wysokie stanowisko: był ministrem wojny w rządzie powstańczym na Litwie, a potem, po aresztowaniu szefa tego rządu, sam kierował rządem powstańczym, aż do chwili swego aresztowania w Wilnie.

Natomiast Adam Chmielowski, siedemnastoletni student, przede wszystkim brał udział bezpośredni w walkach powstańczych, w szeregu bitew pod różnymi dowódcami. W jednej z tych bitew, pod Mełchowem, ciężko ranny w nogę, musiał przejść amputację. Po bitwie, w stodole, żywcem odcięto mu nogę (a on sam przy tym prymitywnym zabiegu trzymał świecę). Miał wówczas 17 lal.

Jeżeli w dniu dzisiejszym łączymy obie te postaci, to dlatego, że połączyło je właśnie powstanie styczniowe – 1863 rok i 1963 rok: stulecie powstania. W tej chwili musimy przypomnieć te postaci, które tak bohatersko przeszły przez powstanie 1863 r. i potem znalazły obie, Kalinowski i Chmielowski, dalszą wspólną drogę – drogę do świętości, poprzez służbę Bogu i bliźnim. Zjednoczyło ich naprzód powstanie, a potem jednoczyła ich ta służba, Zjednoczyły ich naprzód drogi powstańcze, bohaterskie drogi powstańcze, a potem jednoczyła ich droga Ewangelii, którą zdecydowali się iść bez żadnych kompromisów. Ta droga po powstaniu wiązała ich coraz to głębszą przyjaźnią, spotykali się na niej, spotykali się zwłaszcza tu, w Krakowie, na naszej ziemi, i dlatego też my tu w Krakowie przede wszystkim uważamy za nasz obowiązek, ażeby w stulecie powstania styczniowego przypomnieć o nich z czcią.

Dalsza droga Józefa Kalinowskiego po zakończeniu powstania prowadziła naprzód przez aresztowanie, wyrok śmierci – zasłużona kara dla ministra konspiracyjnego rządu – wyrok śmierci zamieniono potem na więzienie. Wileński Murawiew – znamy dobrze to nazwisko z podręczników historii – nie chciał tworzyć męczenników. I dlatego zesłano Józefa Kalinowskiego na Syberię. Po ośmiu latach wrócił stamtąd do Paryża i mając już przeszło 40 lat, zapukał do furty zakonu oo. karmelitów bosych. Stąd właśnie tu, w kościele oo. karmelitów bosych, czcimy go dzisiaj.

Droga życiowa Brata Alberta była podobna, choć inna. Po zakończeniu powstania jako kaleka, ale młody jeszcze człowiek, niespełna dwudziestoletni, uzdolniony artystycznie, studiował za granicą malarstwo. Obracał się w kręgu najwybitniejszych ówczesnych malarzy polskich, ale równocześnie nurtowało go od wewnątrz powołanie, wyższe powołanie. Idąc za tym powołaniem, w wieku około 40 lat wstąpił naprzód do nowicjatu oo. jezuitów, potem opuścił zakon jezuitów i zaczął na drodze tercjarstwa franciszkańskiego szukać spełnienia swego powołania. W ten sposób powstała Ogrzewalnia, znana w Krakowie — nie wolno o niej zapomnieć – największy, jeden z największych w ciągu dziejów naszego miasta pomnik miłości bliźniego! W ten sposób powstało Zgromadzenie Braci Albertynów i Sióstr Albertynek, poświęcających się na wzór Brata Alberta całkowicie służbie ubogich i upośledzonych. Taka była dalsza, po powstaniu, droga obu owych mężów.

Ale jeżeli my w dniu dzisiejszym ich obu, Sługi Boże, czcimy w szczególny sposób, to czynimy to najwyraźniej w związku z powstaniem styczniowym. Przypominamy dzisiaj Kościołowi, że ci dwaj kandydaci na ołtarze, ci słudzy Boży, świątobliwi mężowie, byli polskimi powstańcami w 1863 r. Przypominamy, uwydatniamy to, bo jesteśmy najgłębiej przekonani, że ich udział w powstaniu pozostaje w ścisłym związku z ich drogą do Boga. Wprawdzie, kiedy wstępowali obaj w szeregi powstańcze, różna była dojrzałość duchowa jednego i drugiego. Józef Kalinowski przychodził do powstania nie tylko jako wysoko kwalifikowany inżynier i oficer, ale przychodził także jako mąż wewnętrznie głęboko wyrobiony. Wspomniałem, że już wtedy otaczała go sława świętości,  kląć do powstania, miał on jasne rozeznanie sytuacji: jako oficer i inżynier wiedział, że powstanie, po ludzku biorąc, w kategoriach militarnych, politycznych, nie ma żadnych szans. A równocześnie wszystko robił, ażeby wziąć w nim udział. W tym celu już wcześniej, kiedy jeszcze tylko zanosiło się na powstanie, Józef Kalinowski starał się o zwolnienie z wojska carskiego i otrzymał to zwolnienie w sam czas. Kiedy szedł do powstania, możemy to stwierdzić na podstawie jego notatek, miał pełną świadomość, że tutaj chodzi o poświęcenie siebie dla dobra ogółu, dla dobrej sprawy. Z tą myślą podejmował swoją decyzję.

Adam Chmielowski szedł do powstania z całym młodzieńczym zapałem. Jego dojrzałość wewnętrzna nie mogła się wówczas równać dojrzałości Józefa Kalinowskiego, ale na drogach powstańczych, w tych wszystkich bitwach, w których brał udział, zaczęła się kształtować ta właśnie dojrzałość, która stopniowo przeobraziła żołnierza i artystę w sługę ubogich i świętego, która przeobraziła Adama Chmielowskiego w Brata Alberta. Bardzo dziwnie prowadził ich Bóg. Każdego inną drogą. Bo Bóg każdego człowieka prowadzi inną drogą i każdego świętego prowadzi inną drogą do świętości. A jednak trudno nie dostrzec, że było w tym przyjściu do powstania, w tym poświęceniu siebie bez reszty, i ze strony Kalinowskiego, i ze strony Chmielowskiego, owo danie siebie: danie własnej duszy dla dobra sprawy, dla dobra wyższego niż moje własne „ja”.

I w tym właśnie zawierał się jakiś etap, etap, który my dzisiaj chcemy ukazać, chcemy uwydatnić wobec Kościoła. Etap na drodze do świętości.

Równocześnie pozwala nam ta dzisiejsza uroczystość wspomnieć z głęboką czcią wielkie, choć tragiczne, wydarzenie sprzed stulecia. Wielkie, choć tragiczne: kosztowało wiele ofiar na polach bitew, jeszcze więcej ofiar w kaźniach Syberii – ale było potrzebne. I owi dwaj mężowie świadczą o tym, że było potrzebne. Wszyscy, którzy wówczas, w 1863 r. zrywali się do walki z potworną przemocą, z nieporównaną przemocą, ci wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, co im grozi. 1 dlatego czyny ich mają wewnętrzną wielkość: są nacechowane najgłębszą szlachetnością, wskazują na jakąś moc ducha ludzkiego i równocześnie są zdolne tę moc w innych rodzić.

I dlatego my nie możemy wobec wydarzenia sprzed stulecia, wobec powstania styczniowego, przejść mimo. Zwłaszcza jeżeli zatrzymują naszą uwagę przy nim takie dwie wspaniałe postaci jak Ojciec Rafał i Brat Albert. Musimy im wyrazić wdzięczność za tę szlachetność ducha, za tę moc wewnętrzną, na którą się zdobyli, którą tchnęli w innych, która po stuleciu jeszcze promieniuje.

A równocześnie, wyrażając tę wdzięczność, musimy zdać sobie sprawę z tego, gdzie tkwiły najgłębsze źródła owej mocy. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że najgłębsze źródło owej mocy tkwiło w Ewangelii, tkwiło w Chrystusie. To jest dla nas ważne dziś, kiedy coraz to gruntowniej przygotowujemy się do Tysiąclecia Chrztu Polski, to jest dla nas ważne. O tej mocy mówi św. Jan w Ewangelii, pisząc: „Dał im moc, ażeby się stali synami Bożymi”. A synowie Boży, okazuje się, byli zdolni do wszystkich największych czynów ludzkich. Synowie Boży: Ojciec Rafał, Brat Albert – okazali się zdolni do wszystkich największych czynów ludzkich, do czynów na miarę historii.

Dlatego my, wspominając w obliczu Tysiąclecia Chrztu Polski całą przeszłość chrześcijaństwa, musimy na nich zwrócić uwagę. To są postaci niedawne, zaledwie sprzed stulecia, a wśród nas są na pewno jeszcze tacy, którzy Widzieli na własne oczy jednego i drugiego z nich.

I dlatego my, przygotowując się do Tysiąclecia Chrztu Polski, wspominamy ich z czcią. To jest powód, dla którego dzisiaj tu się gromadzimy. Ta cześć, pragniemy bardzo, ażeby mogła być uwieńczona wyrokiem Kościoła, i dlatego czcząc ludzi, o których świętości jesteśmy przekonani, prosimy równocześnie Boga, ażeby te swoje Sługi Boże wyniósł na ołtarze i pozwolił nam nazywać błogosławionymi, a potem świętymi. Prosimy Boga o to za całość ich życia, za całość tego jednego i drugiego świątobliwego, wspaniałego, heroicznego życia. Ale w dniu dzisiejszym prosimy Boga o to dla Ojca Rafała i dla Brata Alberta w szczególny sposób, z uwagi na ten ich heroiczny krok, jakim był udział w powstaniu styczniowym. Prosimy Boga o to, ażeby na ołtarze wyszli.

I tą naszą prośbą zakończymy też uroczystość dzisiejszą. Naprzód odmówię przy Waszym współudziale modlitwę o wyniesienie na ołtarze Sługi Bożego Ojca Rafała Kalinowskiego i Sługi Bożego Brata Alberta Chmielowskiego, a potem zwrócimy się ze śpiewem Litanii do Matki Bożej, która jest Królową Polski, ażeby Ona tę wielką – jak łatwo nam zrozumieć, zaprawdę wielką i zaprawdę potrzebną dla nas sprawę – popierała swoim wstawiennictwem u Boga. Odmawiam modlitwę: „Módlmy się: Boże, racz wsławić Sługi Twoje, Ojca Rafała i Brata Alberta, aby blask ich świętości stwierdzony przez Kościół opromienił nową chwałą Tysiąclecie Chrześcijaństwa w Polsce, przez Chrystusa Pana naszego. Amen”.

Przemówienie zostało opublikowane w książce „Karol Wojtyła” – wybór i układ Józefa Hennelowa, Wyd. Znak 2009

Zapisz się na newsletter

Zostaw swój e-mail i bądź na bieżąco z działaniami Kazimierza Michała Ujazdowskiego

(wymagane) Wyrażam zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną na wskazany przeze mnie adres email informacji o działalności Kazimierza Michała Ujazdowskiego

FreshMail.pl