Biuro prasowe
Patriotyzm powinien łączyć, a nie dzielić

W czasach kryzysu i pomieszania pojęć trzeba przywracać właściwe znacznie słów. Patriotyzm nie jest do pogodzenia z egoizmem, z niechęcią do innych, z wykluczaniem i potępieniem całych grup społecznych. Patriotyzm nie może być instrumentem walki politycznej, utrzymywania przy władzy partii politycznej chcącej uchodzić za jedyną, która służy Ojczyźnie. Nasi wielcy przodkowie począwszy od Adama Czartoryskiego a skończywszy na Janie Pawle II przypominali, ze Patriotyzm to mądra miłość Ojczyzny. To duma z własnego dziedzictwa połączona z uznaniem dla innych narodów i ze zdolnością do współpracy na arenie międzynarodowej.

W europejskim kręgu kulturowym pierwszym przejawem patriotyzmu jest szacunek do języka, kultury i dziedzictwa historycznego. Narody zdolne do wytworzenia państwa muszą wznieść się piętro wyżej i nadać swojemu patriotyzmowi bardziej dojrzałą formę. W przysiędze, jaką składa Prezydent, jest mowa o wierności Konstytucji, niepodległości, bezpieczeństwu państwa, dobru Ojczyzny i pomyślności obywateli. W naszym przypadku patriotyzm to zobowiązanie do służby Rzeczypospolitej, łączenie całej wspólnoty wokół tego, co buduje potencjał Polski. To odpowiedzialność za kulturę i poszanowanie tradycji. To rozwój potencjału gospodarczego oraz troska o to, by nikt w Polsce nie był krzywdzony. To starania o to, by polska edukacja była godna swych najlepszych tradycji i wyposażała młodzież w wiedzę pozwalająca zdobywać świat. To wreszcie postawa szacunku dla prawa i Instytucji, które zbudowała niepodległa Rzeczpospolita. To wola reformowania państwa na gruncie cywilizowanych reguł.

Wspominany książę Adam Czartoryski, który ponosił największa odpowiedzialność za prowadzenie polityki w epoce XIX wiecznej emigracji pisał „patriotyzm jest z Boga, a nie na odwrót”. Ten zapis to odgrodzenie miłości do Ojczyzny od nacjonalizmu i jednoznaczne powiedzenie, że chrześcijaństwo zobowiązuje do odrzucenia postawy niechęci do innych. Bardzo się cieszę, że wielu polskich biskupów przypominało w ostaniem czasie tę elementarną prawdę. Jestem przekonany, że Wrocław, tak jak do tej pory, nadal będzie kontynuował najlepsze tradycje polskiego patriotyzmu. Dojrzały patriotyzm potrafi łączyć narodowe cele z umiejętności współdziałania z narodami Europy. To prawda, że dziś Stary Kontynent doświadcza ciężkiego kryzysu cywilizacyjnego, ale wciąż jest naszym szerszym domem, w którym chcemy poruszać się swobodnie, gospodarować i studiować. To dom, bez którego jesteśmy skazani na hegemonię Rosji.

Polityka polska, gdyby była nastawiona na poszukiwanie sojuszników, mogłaby z powodzeniem wpływać na kształt Unii Europejskiej. Mogłaby też promieniować własną kulturą na innych, co przecież udowodniliśmy w latach 90. Niewiele osób pamięta, że właśnie wtedy polskie projekty kulturalne podbijały Europę i świat. Tak jak to miało miejsce w przypadku wystawy „Kraj skrzydlatych jeźdźców”, targów książki we Frankfurcie (2000) czy brukselskich Europaliów (2001). Trzeba do tych wzorców nawiązać z pożytkiem dla prestiżu Polski. Miałem zaszczyt wspierać te inicjatywy jako minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Niestety, obóz rządzący w Polsce chce zawłaszczyć pojęcie patriotyzmu do celów ścisłe politycznych. Telewizja publiczna, która jest zobowiązana do sprawowania misji w kulturze i dbałości o pluralizm stała się instrumentem propagandy, która nie waha się odbierać Godności przeciwnikom władzy, tak jak to miało miejsce w czasie protestu młodych lekarzy. Dochodzi do wynaturzenia patriotyzmu. Zamiast łączenia mamy drastyczna politykę dzielenia społeczeństwa; zamiast naprawy Rzeczypospolitej burzenie tego, co dobre; zamiast szacunku dla prawa jego destrukcja; zamiast ambicji wpływania na Europę spór niemal ze wszystkimi państwami. Zamiast oczekiwanego przez rodziny spokoju podsycanie konfliktu społecznego. 

Nawet jeśli dziś ta polityka zdobywa uznanie dużej części opinii publicznej, jutro musi wydawać złe owoce. Ludzie, którzy poczuwają się do odpowiedzialności publicznej nie mogą pozostawać wobec tej praktyki obojętni. Muszą przypominać ze patriotyzm ma łączyć, a nie dzielić, że reforma państwa ma służyć wszystkim obywatelom, że Polska może z powodzeniem powrócić do aktywnej roli w Europie, że w życiu narodu tak jak w życiu jednostki liczy się to, co po sobie zostawiłeś. Liczy się po prostu dobra robota i trwałe skutki. Wypowiadam te słowa z mocą, ponieważ jestem przekonany, że tylko dzięki takim postawom odrodzi się życie publiczne w Polsce. 

 

Kazimierz Michał Ujazdowski

Kształtować Europę

Ojcowie założyciele projektowali Wspólnotę Europejską wierząc, że chrześcijaństwo ma moc przezwyciężenia wszelkich egoizmów i stanowi fundament odbudowy Europy ze zniszczeń wojennych. Robert Schuman pisał, że „demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą zmierzającą do tyranii lub anarchii”. Jednocześnie chrześcijańscy demokraci tamtej epoki byli gorącymi rzecznikami głębokiej integracji opartej na zasadach partnerstwa i solidarności. Wolno sądzić, że ich przesłanie zwrócone było przeciw patriotyzmowi starego typu, który nie widział potrzeby integracji i pokładał wiarę w zewnętrzną kooperację państw. To stanowisko było doskonale rozumiane przez Kościół w Polsce, który miał nadzieję, że z czasem budowanie jedności Europy obejmie te narody, które Jałta skazała na utratę wolności i egzystencję w bloku sowieckim. Z pewnością wierzył w to Kardynał Kominek, autor historycznego Listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Wyrażane wówczas nadzieje spełniły się w 1989 roku. Europa rozszerzyła się po granice kultury i geografii, o co apelował Jan Paweł II w historycznym wystąpieniu na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Dziś podkreśla się, że Unia Europejska odchodzi od idei swoich założycieli. Przechodzi ewolucję w negatywnym kierunku dechrystianizacji i odstępstwa od solidarności. Oba zjawiska trzeba analizować odrębnie ponieważ przebiegają innymi torami i nie są ze sobą ściśle powiązane.

W pierwszym przypadku znaczenie ma nie polityka, lecz przemiany, które zaszły w kulturze Europy Zachodniej. To one zredukowały oddziaływanie dziedzictwa chrześcijańskiego. Bez wątpienia gwałtownie przyśpieszyła te procesy rewolucja z maja 1968 roku. Projekt nowego społeczeństwa najpierw uderzył w prawo osoby ludzkiej do życia i prawa rodziny. Dziś wyraża się często w bardziej agresywnej wersji, która dąży do usunięcia chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. Bez wątpienia ideologia i język dominujący w instytucjach UE jest już bardzo odległy od tego, który można znaleźć w pismach Ojców Założycieli. Niestety proces ten nie spotkał się z należytym oporem partii chrześcijańsko demokratycznych i ich reprezentacji na szczeblu europejskim. Doskonałą analizę przypadku utraty chrześcijańskiego charakteru przez włoską chadecję dał znany w Polsce filozof Rocco Bouttiglioene w książce „Chrześcijanie a demokracja”.

Jaka powinna być postawa chrześcijan mających poczucie odpowiedzialności za dobro społeczeństw? Z pewnością nie powinna nią być ani kapitulacja ani ucieczka od UE. Właściwa reakcja polega na wytrwałej promocji cywilizacji życia na wielu polach. Wskażmy przede wszystkim na ochronę embrionów przed eksperymentami, obronę prawa do życia nienarodzonych i promocję rodziny tworzonej przez mamę i tatę. Towarzyszyć temu powinna stanowcza obrona wolności religijnej i pomoc dla chrześcijan, którzy doznają prześladowań na wielu kontynentach świata.

W wydanej w 2002 r. nocie o zasadach jakimi powinni się kierować katolicy w życiu publicznym, późniejszy papież Benedykt XVI pisał, że: „owoc duchowego, moralnego i intelektualnego dziedzictwa katolicyzmu musi być dzisiaj przedstawiony przy użyciu współczesnych terminów kulturowych”. Jeśli chcemy oddziaływać na Europę musimy używać języka asertywnego i włączającego. Obrona wartości uniwersalnych powinna być połączona z empatią ponieważ przekonywać trzeba tych, którzy wątpią lub gotowi są wesprzeć tylko część postulatów. W sprawie cywilizacji życia potrzebne jest nastawienie na szukanie sojuszników i zawiązywanie współpracy ponad politycznymi podziałami. Tym bardziej, że w chwili obecnej rzecznicy cywilizacji życia znajdują się w różnych państwach i różnych formacjach politycznych reprezentowanych na szczeblu europejskim. W Parlamencie Europejskim znajduję ich wśród Chorwatów, Słowaków, Węgrów, ale także wśród reprezentantów starej Europy: Hiszpanów, Niemców i Włochów.

Mamy powód do dumy ponieważ Polska po 89 roku uformowała republikę na bazie kultury chrześcijańskiej wprowadzając ochronę życia i praw rodziny. W tym miejscu podkreślić trzeba zasługi Trybunału Konstytucyjnego, który w historycznym orzeczeniu z 1996 roku uznał prawo do życia od chwili poczęcia za fundament demokratycznego państwa prawa. Jednakże błędem byłoby poczucie wyższości wobec narodów Europy Zachodniej. Twórcza polityka nastawiona jest nie na piętnowanie zła, lecz wspieranie dobra. Dlatego też powinna wesprzeć każde symptomy odrodzenia kultury chrześcijańskiej i obrony społeczeństwa przed eksperymentami. Trzeba wyrazić uznanie dla setek tysięcy Francuzów, którzy w ramach Manif pour Tous gromadzili się na ulicach miast w obronie cywilizacji życia. Jeszcze bardziej istotne jest nadrobienie własnych zaniedbań. Polska powinna zwiększyć pomoc humanitarną dla uchodźców przebywających w obozach na Bliskim Wchodzie, a od naszej dyplomacji należy wymagać determinacji w obronie prześladowanych chrześcijan na arenie międzynarodowej.

Drugie ze zjawisk, odstępstwa od solidarności mają bardziej złożony charakter i nie można ich przypisać instytucjom unijnym, szczególnie tym, które mają misję strzeżenia interesu całej Wspólnoty, Komisja Europejska i Parlament Europejski. UE pomimo kryzysu wciąż daje dowody solidarności, nie rezygnuje z polityki spójności, udziela pomocy humanitarnej krajom trzeciego świata i uprawia dobrą politykę sąsiedztwa. Wschodni wymiar tej polityki wobec Ukrainy, Mołdawii i innych krajów regionu, jest całkowicie zbieżny z Polską racją stanu. To prawda, że solidarności zagraża centralizm instytucji unijnych. Ale jeszcze bardziej egoizm narodowy, który pociąga za sobą renacjonalizację polityk i osłabienie instytucji wspólnotowych. Nie sposób upominać się o solidarność i kibicować eurosceptykom. Ci bowiem przeciwstawiają się wszelkim formom solidarności i w imię partykularnych interesów dążą do demontażu wspólnego rynku.

W tej sytuacji polityka odpowiedzialna za przyszłość Polski i Europy musi uwzględniać zarówno potrzebę promocji cywilizacji życia jak i odbudowy solidarnej współpracy narodów Europy. Musi być chrześcijańska i europejska. A zatem musi być zainteresowana kształtowaniem Unii Europejskiej, a nie jej dezintegracją czy osłabieniem. Polska ma wspaniałą tradycję myśli europejskiej biorącej swój początek od Czartoryskiego a kończącej się na wielkim europejskim przesłaniu Jana Pawła II. W swej ostatniej książce „Pamięć i Tożsamość” Papież wyraził nadzieję, że wejście do Unii Europejskiej krajów naszego regionu odbuduje jej związek z dziedzictwem chrześcijańskim. Spełnienie tego przesłania wymaga odwagi i woli współpracy ze wszystkimi narodami Europy.

Kazimierz Michał Ujazdowski

Artykuł opublikowany na łamach tygodnika „Nowe Życie”

Wrocław 2050. O współpracy niezbędnej dla budowania miasta

Wrocław jest miastem świetnie wyposażonym przez historię i kulturę. Stolica Dolnego Śląska zawdzięcza swój sukces społecznemu kapitałowi i dynamice, która wynika z kresowego charakteru miasta. To ona wspaniale naładowała Wrocław. Po II wojnie światowej ludność polska pochodząca głównie z Kresów podniosła z ruin miasto, wnosząc energię, otwartość i brak kompleksów, tak charakterystyczny dla kultury Lwowa. Przypomnijmy, że przedwojenny Lwów manifestował własną specyfikę kulturową i miał poczucie równorzędności wobec Warszawy. Kresowe źródło tłumaczy prężność wrocławskiej nauki, która kontynuowała wspaniałe tradycje lwowskiej Politechniki i Uniwersytetu Jana Kazimierza. Tłumaczy także dokonania w dziedzinie kultury, które wyraziły się ze szczególną siłą w teatrze, sztukach plastycznych i muzyce. Nie jest także bez znaczenia dla wyjaśnienia wielkiego poparcia dla „Solidarności” w latach osiemdziesiątych, gdy rozstrzygały się losy polskiej wolności.

Po upadku komunizmu Wrocław stał się beneficjentem położenia geograficznego. Bliskość granicy z Niemcami i Czechami dawała znakomity punkt wyjścia do rozwoju gospodarczego, gdy opadła żelazna kurtyna, umożliwiając swobodny przepływ osób, towarów i usług. Pierwsze, opracowane jeszcze pod auspicjami marszałka Jana Waszkiewicza, strategie rozwoju Dolnego Śląska stawiały na wykorzystanie tej przewagi. Odziedziczona kultura i doświadczenie „Solidarności” miały też pozytywny wpływ na etos i kompetencje elity miejskiej. Z pewnością stała na wyższym poziomie niż w wielu innych metropoliach.

Nie mam wątpliwości, że obaj prezydenci miasta, Bogdan Zdrojewski i Rafał Dutkiewicz, będą wspominani jako kreatywni gospodarze. W latach dziewięćdziesiątych elitę miejską Wrocławia cechował wysoki współczynnik kooperacji dla dobra miasta i zdolność do przekraczania politycznych podziałów. Wspominam te czasy ze wzruszeniem. W roku 1997 zostałem po raz pierwszy wybrany do Sejmu i odtąd mam zaszczyt reprezentować Ziemię Wrocławską. W tamtej epoce, w okresie rządów AWS, standardem była solidarna współpraca wszystkich wrocławskich parlamentarzystów w sprawach miasta i regionu. Mógłbym wymienić wiele wspaniałych efektów tych działań, choćby podwojenie budżetu Ossolineum w 1998 roku, co dało podstawy rozwoju instytucji.

Później Wrocław był także wyjątkiem na mapie politycznej Polski, dając dobry przykład współpracy PiS i PO. Wielkie inwestycje po akcesji Polski do Unii Europejskiej, takie jak budowa Narodowego Forum Muzyki, nie byłyby możliwe bez ducha kooperacji. Powołany przeze mnie Ośrodek „Pamięć i Przyszłość”, mający na celu promocję dziedzictwa kulturowego Dolnego Śląska, powstał właśnie w tej logice i dlatego może służyć kulturze naszego regionu.

Mógłbym kontynuować tę laudację dla Wrocławia, gdyby nie obawa, że pochwały zepsują miasto nawykłe do przyjmowania komplementów. Tym bardziej, że dynamika współczesnego Wrocławia zmniejszyła się i może nadal się zmniejszać, jeśli nie przezwycięży słabości, które pojawiły się w ostatnich latach. Elita miejska nie przypomina tej z lat dziewięćdziesiątych. Partie polityczne nie są czynnikami sprawczymi i nie wnoszą do polityki miejskiej wartości dodanej. Ponadto całkowicie anachroniczne zwaśnienia personalne, będące produktem konfliktu w samej Platformie Obywatelskiej, są tak intensywne, że stanowią poważną barierę rozwojową. W takiej atmosferze działania kompetentnych radnych i urzędników mogą dać tylko ograniczone efekty. Zły duch małostkowej konfrontacji wyparł to, co jeszcze niedawno stanowiło o sile miasta.

Ale dziś wołanie o nowe, świeże siły odnieść można w nie mniejszym stopniu do elit społecznych. Bardzo rzadko wywierają one pozytywną presję na życie publiczne miasta. Odnoszę wrażenie, że zajęte własnymi sprawami uznały, iż miasto będzie rozwijać się bez ich udziału i odpowiedzialności.

Współpraca środowisk akademickich wrocławskich uczelni mogłaby dać miastu perspektywy rozwojowe. Potrzebna jest jednak konsolidacja, integrowanie zasobów i stanowcze odrzucenie interesów partykularnych.

Siła egoizmów dała o sobie znać podczas starań o ulokowanie nad Odrą Europejskiego Instytutu Technologicznego. W przyszłości zyski utracone z powodu braku kooperacji będą jeszcze większe.

Wrocław musi na nowo zaczerpnąć siły z kapitału, który dał mu tak wspaniałe wyposażenie. Jeśli tego nie uczyni, zmarnuje swe talenty i bezpowrotnie utraci złoty róg pomyślności. Potrzebne jest zarówno obudzenie elit społecznych, jak i polityczne odblokowanie miasta. To pierwsze wymaga świadomego zerwania z paternalizmem i otwarcia na każdą wartościową inicjatywę społeczną. To drugie zależy od tego, czy na arenie lokalnej pojawią się nowe inicjatywy przełamujące partyjne i personalne podziały trawiące potencjał miasta. Ci, którzy ośmielą się podjąć to ryzyko, dobrze przysłużą się Wrocławiowi.

Kazimierz Michał Ujazdowski

tekst opublikowany w tygodniku Wszystko co Najważniejsze;  www.wszystkoconajwazniejsze.pl

Dobra polityka pamięci i radość Wrocławia

Wartościowa polityka pamięci wymaga wytrwałości i konsekwencji. Musi być spójna i przemyślana. Ukazywać doświadczenia historyczne przez pryzmat losów konkretnych ludzi i całych społeczności. Powołany przeze mnie w 2007 roku Ośrodek Pamięć i Przyszłość przez dziewięć lat swojego istnienia znalazł swoje trwałe miejsce na kulturalnej mapie Wrocławia i Dolnego Śląska. Od dziś zgodnie z decyzją prof. Piotra Glińskiego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego instytucja wraca do formuły, w której będzie przedmiotem wspólnej troski państwa i miasta. Motywem decyzji o współprowadzeniu Ośrodka jest przekonanie o tym, że dorobek Dolnoślązaków jest nie tylko ważną składową polskiego doświadczenia historycznego, ale ma też sens europejski.

Zakończenie II Wojny Światowej oznaczało przesunięcie granic państwa polskiego. W wyniku decyzji jałtańskich nastąpiło przymusowe przesiedlenie mieszkańców Kresów Wschodnich na tereny przyłączone do Polski w 1945 roku. Po okresie zniszczeń wojennych na obszarze Dolnego Śląska, Opolszczyzny, Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego ukształtowały się nowe wspólnoty regionalne i lokalne. Materialny i kulturowy dorobek wypracowany przez kilka powojennych pokoleń mieszkańców tych ziem jest efektem wielkiego wysiłku cywilizacyjnego i stanowi historyczny fenomen. Doskonale widać to w dzisiejszym Wrocławiu.

Wielkie znaczenie miał Kościół, który w ogromnym stopniu przyczynił się do definitywnego zintegrowania Ziem Zachodnich w ramach polskiego organizmu państwowego. Trzeba także wymienić dzieła kultury i nauki, które stały się ważną częścią polskiego dziedzictwa narodowego. Uniwersytet Wrocławski i Politechnika Wrocławska kontynuowały znakomite tradycje nauki lwowskiej, choćby szkoły matematycznej. Stolica Dolnego Śląska stała się po wojnie czołowym polskim ośrodkiem teatralnym (Jerzy Grotowski, Henryk Tomaszewski), plastycznym i istotnym miejscem kultury muzycznej (Wratislavia Cantans). To tutaj znalazły się zbiory lwowskiego Ossolineum.

Dokonania mieszkańców Wrocławia, Szczecina i innych miast „ściany zachodniej” świadczą o sile polskiego ducha. Warto to podkreślać, gdyż pozytywne zdolności cywilizacyjne osiedlających się tutaj Polaków niejednokrotnie poddawano w wątpliwość. Mamy prawo być dumni z polskich osiągnięć na Ziemiach Zachodnich, tym bardziej, że towarzyszy im szacunek dla wielokulturowego dziedzictwa tych obszarów.

Niemcy odwiedzający dziś Wrocław są często zaskoczeni nie tylko dynamiką gospodarczą, ale również towarzyszącą jej siłą pozytywnego patriotyzmu, współistniejącego z szacunkiem dla kulturowej spuścizny czeskiej, austriackiej i niemieckiej. Zarazem doświadczenie Dolnego Śląska jest zasadniczo inne niż Górnego Śląska czy Opolszczyzny, gdzie po 1945 roku nie nastąpiło tak ostre zerwanie ciągłości społecznej. We Wrocławiu ukształtowała się nowa społeczność i wyrosła z kresowego pnia, ale przy tym unikatowa kultura.

Nie można zapomnieć o roli Ziem Zachodnich w dziejach polskiej wolności. Wrocław był najsilniejszym ośrodkiem solidarnościowego oporu w latach ’80 oraz miejscem współpracy niezależnych środowisk z Polski i Czech. Książka redaktor Katarzyny Kaczorowskiej opowiadająca historię „80 mln”, a potem świetny film Waldemara Krzystka przypomniał szerokiej opinii publicznej o znaczeniu i dynamice wolności we Wrocławiu. Co ważne, „Solidarność”, pomimo świadomości zbrodni popełnionych na Polakach w czasie II Wojny Światowej, miała istotny udział w budowaniu zrozumienia dla idei pojednania z Niemcami i zjednoczenia Niemiec. Wrocławski Kardynał – Bolesław Kominek był przed ponad 50 laty autorem „Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich”, prekursorskiego aktu historycznego wyrażającego jedność i solidarność europejską oraz ideę polsko-niemieckiego pojednania.

Powojenna historia polskich Ziemi Zachodnich powinna być jedną z naszych wizytówek w świecie. Wychodząc z tego założenia, w 2007 roku powołałem we Wrocławiu Ośrodek „Pamięć i Przyszłość”. Instytucja służyć miała prezentacji powstałego po wojnie polskiego dorobku cywilizacyjnego i kulturowego na tych terenach w formie wystaw narracyjnych, programów edukacyjnych i systematycznych prac dokumentacyjnych. W ten sposób wypełniona została luka widoczna na tle innych regionów kraju, w których działają państwowe instytucje o podobnym profilu, związanym ze specyfiką lokalnego doświadczenia historycznego. Zasadniczym celem Ośrodka było zaprojektowanie i uruchomienie w ciągu kilku lat pełnowymiarowej nowoczesnej instytucji muzealnej pod roboczą nazwą Muzeum Ziem Zachodnich.

Na przeszkodzie tym planom stanęła decyzja ministra Bogdana Zdrojewskiego, który wypowiedział umowę o współprowadzeniu instytucji, pozbawiając ją dotacji z budżetu państwa i zrzucając pełną odpowiedzialność za Ośrodek na władze miejskie. Dzięki wsparciu prezydenta Rafała Dutkiewicza, a nade wszystko zapałowi i determinacji pracowników Ośrodka z jego dyrektorem Markiem Mutorem na czele, udało się nie tylko przetrwać ten trudny okres, ale zrealizować z powodzeniem szereg udanych przedsięwzięć. Projekty takie jak „Pociąg do historii”, wystawa „Solidarny Wrocław”, czy otwarta 3 lutego we wrocławskim Ratuszu, wystawa „7 Cudów Wrocławia i Dolnego Śląska” cieszą się dużą popularnością wśród mieszkańców miasta i uznaniem wszystkich środowisk społecznych i artystycznych. Na uwagę zasługuje także powstanie Centrum Dokumentacyjnego, które już dziś służy naukowcom i dziennikarzom. W swoich zbiorach ma ponad 500 spisanych i udokumentowanych świadectw historycznych gromadzonych w ramach programu „Świadkowie historii”.

Ośrodek w dotychczasowym dorobku już wychodził poza działania lokalne, czego najlepszym przykładem może być prezentowana w zeszłym roku, jednocześnie we Wrocławiu i w Berlinie, wystawa „Pojednanie/Versöhnung in progress… Kościół katolicki i relacje polsko-niemieckie po 1945 r.”.

Jeszcze w tym roku mieszkańcy Wrocławia i przyjezdni będą mogli odwiedzić stałą wystawę przygotowywaną w Centrum Historii Zajezdnia przy ul. Grabiszyńskiej. To efekt wytrwałości i konsekwencji oraz ogromu merytorycznej pracy włożonej w projekt pomimo przeszkód stawianych przez rząd Platformy Obywatelskiej.

Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” udowadnia, że powojenne dzieje Ziem Zachodnich mogą być opowiadane bez popadania w zakłamujące prawdę historyczną skrajności – z jednej strony propagandę okresu PRL-owskiego, z drugiej zaś tezę o ciągłości pomiędzy niemieckim mieszczaństwem sprzed 1939 roku a współczesną społecznością Wrocławia. Należy szukać systematycznych trwałych form ukazywania doświadczenia historycznego z szacunkiem dla dziedzictwa pozostawionego przez inne narody, a jednocześnie szczerym przekonaniem o wartości wytworzonej przez Polaków po 1945 roku.

Kazimierz Michał Ujazdowski

tekst opublikowany na łamach portalu www.wPolityce.pl

 

Europejski sens dziejów Wrocławia

Wartościowa polityka pamięci wymaga wytrwałości i konsekwencji. Musi być spójna i przemyśla na. Ukazywać doświadczenia historyczne przez pryzmat losów konkretnych ludzi i całych społeczności. Powołany przeze mnie w 2007 roku Ośrodek Pamięć i Przyszłość przez dziewięć lat swojego istnienia znalazł swoje trwałe miejsce na kulturalnej mapie Wrocławia i Dolnego Śląska. Wolą ministra kultury i dziedzictwa narodowego instytucja wraca do formuły, w której będzie przedmiotem wspólnej troski państwa i miasta. Motywem decyzji o współprowadzeniu Ośrodka jest przekonanie o tym, że dorobek Dolnoślązaków jest nie tylko ważną składową polskiego doświadczenia historycznego, ale ma też sens europejski.

Zakończenie II wojny światowej oznaczało przesunięcie granic państwa polskiego. W wyniku decyzji jałtańskich nastąpiło przymusowe przesiedlenie mieszkańców Kresów Wschodnich na tereny przyłączone do Polski w 1945 roku. Po okresie zniszczeń wojennych na obszarze Dolnego Śląska, Opolszczyzny, Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego ukształtowały się nowe wspólnoty regionalne i lokalne. Materialny i kulturowy dorobek wypracowany przez kilka powojennych pokoleń mieszkańców tych ziem jest efektem wielkiego wysiłku cywilizacyjnego i stanowi historyczny fenomen. Doskonale widać to w dzisiejszym Wrocławiu.

Wielkie znaczenie miał Kościół, który w ogromnym stopniu przyczynił się do definitywnego zintegrowania ziem zachodnich w ramach polskiego organizmu państwowego. Trzeba także wymienić dzieła kultury i nauki, które stały się ważną częścią polskiego dziedzictwa narodowego. Uniwersytet Wrocławski i Politechnika Wrocławska kontynuowały znakomite tradycje nauki lwowskiej, choćby szkoły matematycznej. Stolica Dolnego Śląska stała się po wojnie czołowym polskim ośrodkiem teatralnym (Jerzy Grotowski, Henryk Tomaszewski), plastycznym i istotnym miejscem kultury muzycznej (Wratislavia Cantans). To tutaj znalazły się zbiory lwowskiego Ossolineum.

Dokonania mieszkańców Wrocławia, Szczecina i innych miast „ściany zachodniej” świadczą o sile polskiego ducha. Warto to podkreślać, gdyż pozytywne zdolności cywilizacyjne osiedlających się tutaj Polaków niejednokrotnie poddawano w wątpliwość. Mamy prawo być dumni z polskich osiągnięć na ziemiach zachodnich, tym bardziej, że towarzyszy im szacunek dla wielokulturowego dziedzictwa tych obszarów.

Niemcy odwiedzający dziś Wrocław są często zaskoczeni nie tylko dynamiką gospodarczą, ale również towarzyszącą jej siłą pozytywnego patriotyzmu, współistniejącego z szacunkiem dla kulturowej spuścizny czeskiej, austriackiej i niemieckiej. Zarazem doświadczenie Dolnego Śląska jest zasadniczo inne niż Górnego Śląska czy Opolszczyzny, gdzie po 1945 roku nie nastąpiło tak ostre zerwanie ciągłości społecznej. We Wrocławiu ukształtowała się nowa społeczność i wyrosła z kresowego pnia, ale przy tym unikatowa kultura.

Nie można zapomnieć o roli ziem zachodnich w dziejach polskiej wolności. Wrocław był najsilniejszym ośrodkiem solidarnościowego oporu w latach ’80 oraz miejscem współpracy niezależnych środowisk z Polski i Czech. Książka redaktor Katarzyny Kaczorowskiej opowiadająca historię „80 mln”, a potem świetny film Krzystka przypomniał szerokiej opinii publicznej o znaczeniu i dynamice wolności we Wrocławiu. Co ważne, „Solidarność”, pomimo świadomości zbrodni popełnionych na Polakach w czasie II wojnie światowej, miała istotny udział w budowaniu zrozumienia dla idei pojednania z Niemcami i zjednoczenia Niemiec. Wrocławski Kardynał – Bolesław Kominek był przed ponad 50 laty autorem „Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich”, prekursorskiego aktu historycznego wyrażającego jedność i solidarność europejską oraz ideę polsko-niemieckiego pojednania.

Powojenna historia polskich ziemi zachodnich powinna być jedną z naszych wizytówek w świecie. Wychodząc z tego założenia, w 2007 roku powołałem we Wrocławiu Ośrodek „Pamięć i Przyszłość”. Instytucja służyć miała prezentacji powstałego po wojnie polskiego dorobku cywilizacyjnego i kulturowego na tych terenach w formie wystaw narracyjnych, programów edukacyjnych i systematycznych prac dokumentacyjnych. W ten sposób wypełniona została luka widoczna na tle innych regionów kraju  , w których działają państwowe instytucje o podobnym profilu, związanym ze specyfiką lokalnego doświadczenia historycznego. Zasadniczym celem Ośrodka było zaprojektowanie i uruchomienie w ciągu kilku lat pełnowymiarowej nowoczesnej instytucji muzealnej pod roboczą nazwą Muzeum Ziem Zachodnich.

Na przeszkodzie tym planom stanęła decyzja ministra Bogdana Zdrojewskiego, który wypowiedział umowę o współprowadzeniu instytucji, pozbawiając ją dotacji z budżetu państwa i zrzucając pełną odpowiedzialność za Ośrodek na władze miejskie. Dzięki wsparciu prezydenta Rafała Dutkiewicza, a nade wszystko zapałowi i determinacji pracowników Ośrodka z jego dyrektorem Markiem Mutorem na czele, udało się nie tylko przetrwać ten trudny okres, ale zrealizować z powodzeniem szereg udanych przedsięwzięć. Projekty takie jak „Pociąg do historii”, wystawa „Solidarny Wrocław”, czy otwarta 3 lutego we wrocławskim Ratuszu, wystawa „7 Cudów Wrocławia i Dolnego Śląska” cieszą się dużą popularnością wśród mieszkańców miasta i uznaniem wszystkich środowisk społecznych i artystycznych. Na uwagę zasługuje także powstanie Centrum Dokumentacyjnego, które już dziś służy naukowcom i dziennikarzom. W swoich zbiorach ma ponad 500 spisanych i udokumentowanych świadectw historycznych gromadzonych w ramach programu „Świadkowie historii”.

Ośrodek w dotychczasowym dorobku już wychodził poza działania lokalne, czego najlepszym przykładem może być prezentowana w zeszłym roku, jednocześnie we Wrocławiu i w Berlinie, wystawa „Pojednanie/Versöhnung in progress… Kościół katolicki i relacje polsko-niemieckie po 1945 r.”.

Jeszcze w tym roku mieszkańcy Wrocławia i przyjezdni będą mogli odwiedzić stałą wystawę przygotowywaną w Centrum Historii Zajezdnia przy ul. Grabiszyńskiej. To efekt wytrwałości i konsekwencji oraz ogromu merytorycznej pracy włożonej w projekt pomimo przeszkód stawianych przez rząd Platformy Obywatelskiej.

Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” udowadania, że powojenne dzieje Ziem Zachodnich mogą być opowiadane bez popadania w zakłamujące prawdę historyczną skrajności – z jednej strony propagandę okresu PRL-owskiego, z drugiej zaś tezę o ciągłości pomiędzy niemieckim mieszczaństwem sprzed 1939 roku a współczesną społecznością Wrocławia. Należy szukać systematycznych trwałych form ukazywania doświadczenia historycznego z szacunkiem dziedzictwa pozostawionego przez inne narody, a jednocześnie szczerym przekonaniem o wartości wytworzonej przez Polaków po 1945 roku.

Decyzja o powrocie do współprowadzenia instytucji oznacza uznanie dla państwowej rangi tematu podejmowanego przez Ośrodek. To dodatkowe wsparcie, szansa na zrealizowanie projektu muzeum w skali, na jaką zasługuje. Jestem przekonany, że odpowiedzialni za jego realizację będą w dalszym ciągu szli własną, oryginalną drogą. Inspirujący może być tu przykład belgijskiego Mons, Europejskiej Stolicy Kultury w roku 2015. To górnicze, podupadłe dziś nieco walońskie miasto potrafiło z powodzeniem ukazać swoją historię, wiążąc ją z postacią Vincenta van Gogha, który tutaj właśnie tworzył swe pierwsze dzieła. Mons nie odwróciło się plecami od własnej historii. Wręcz przeciwnie, ukazało niegdysiejszą siłę własnej kultury i tradycji górniczych, które uwarunkowały wybór drogi artystycznej jednego z największych malarzy europejskich. Wrocław jest Europejską Stolicą Kultury w roku 2016. Jeśli górnicze Mons potrafi przekuwać swe porażki w sukcesy, to społeczność Wrocławia i Dolnego Śląska tym bardziej powinna pomnożyć i wypromować swój pozytywny dorobek. Potrzeba tylko pomysłu i roztropności, a następnie wytrwałości i konsekwencji.

Kazimierz Michał Ujazdowski

tekst opublikowany w tygodniku „Do Rzeczy”

Biskup pokonał Jałtę – wywiad

W mijającym tygodniu obchodziliśmy 50. rocznicę Orędzia biskupów polskich do niemieckich z 18 listopada 1965 roku. Dlaczego tak aktywnie włączył się pan w te uroczystości i czym jest Ośrodek Pamięć i Przyszłość, który trzyma nad tymi obchodami pieczę we Wrocławiu, mieście, w którym powstał pomysł wystosowania odezwy i którego metropolitą był kardynał Bolesław Kominek, odpowiedzialny za jej treść?

To jest kontynuacja mojej polityki z czasów ministerialnych. Powołanie Ośrodka Pamięć i Przyszłość było ściśle związane z dziedzictwem Orędzia biskupów polskich do niemieckich. Misją tej instytucji jest prezentacja dorobku kulturowego i cywilizacyjnego Dolnoślązaków po II wojnie światowej, a Orędzie jest jednym z najbardziej wartościowych elementów wkładu Dolnego Śląska do historii Polski i w ogóle Europy. A zatem moje zaangażowanie w obchody 50. rocznicy Orędzia to logiczna kontynuacja decyzji podjętych przed dziesięcioma laty. Bardzo pragnąłem aby obchody miały charakter europejski, gdyż jestem głęboko przekonany, że polscy biskupi inicjowali pojednanie polsko-niemieckie z intencją przezwyciężenia podziału Europy dokonanego w Jałcie. Dlatego też powinniśmy zrobić wszystko, by dziedzictwo Orędzia stało się elementem świadomości ogólnoeuropejskiej, a nie tylko polskiej polityki pamięci. Stąd zaproszenie do Parlamentu Europejskiego młodych ludzi spoza Polski.

Jako europoseł, wraz z Fundacją Młoda Rzeczpospolita zorganizował pan brukselską część Europejskiego Forum Młodych im. Bolesława Kominka. Młodzi ludzie, o których pan wspomina, to przede wszystkim Niemcy, co wydaje się oczywiste. Ale zaprosił pan także Czechów i Słowaków. Dlaczego akurat taki dobór studentów?

To była świetna okazja do wymiany doświadczeń młodych ludzi z Europy Środkowej. Najnowsza historia naszych krajów to historia zmagań ludzkiej wolności z dyktaturą komunistyczną. Najpierw zaprosiliśmy młodych ludzi do Brukseli, a później do Wrocławia. Po pierwsze to podkreśla ogólnoeuropejski sens Orędzia, po drugie młodzi ludzie powinni być nie tylko adresatami, ale też uczestnikami tego typu obchodów. Jeśli mamy przekazywać to, co najważniejsze w polskim dziedzictwie historycznym, to przede wszystkim młodemu pokoleniu.

Dlaczego tak mocno podkreśla pan, że Orędzie było częścią zmagań z komunizmem? Przecież odnosiło się raczej do doświadczeń II Wojny Światowej i innego totalitaryzmu: nazizmu.

Niezwykle istotne w interpretacji Orędzia jest to, że napisane było językiem absolutnie wolnym od wpływu ideologii komunistycznej. Dokonana w niej rekonstrukcja historii Polski szła pod prąd ówczesnej propagandy, to był akt wolności i odwagi intelektualnej, który podkreślał olbrzymią wagę naszych doświadczeń i ich uniwersalny wymiar w ramach całości doświadczeń europejskich. Kardynał Kominek widział ścisły związek między niepodległością Polski a przezwyciężaniem Jałty. Myślał nie tylko o samej niepodległości, ale także o tym, by ją dobrze zakotwiczyć. Niemała część polskiej emigracji politycznej myślała podobnie ale kardynałowie Bolesław Kominek i Karol Wojtyła mieli moc wyrażenia tego, ponieważ reprezentowali jedyną niezależną instytucję w okresie komunizmu.

Jak na tych spotkaniach odnaleźli się studenci zza granicy?

Niemcy byli świetnie przygotowani do dyskusji, widać było u nich zrozumienie, że to jest dobra podstawa do poszukiwań nowej formy dialogu historycznego między Polską a Niemcami. A Czesi i Słowacy mają swoją dobrą pamięć o oporze Kościoła katolickiego przeciwko komunizmowi i jego wkładzie w walce o wolność i godność człowieka. Zachęcałem cudzoziemców do tego, by przypominali swoją historię oporu zrodzonego na gruncie kultury chrześcijańskiej, i porównywali go  z polskim doświadczeniem. Oczywiście, nasze doświadczenie oporu inspirowane kulturą chrześcijańską było najsilniejsze w tej części Europy, ale miałem wrażenie, że nie mogliśmy zaprzepaścić tak świetnej okazji, by studenci mogli poszukać dobrych wzorców także w swojej historii.

Czy przeciętny niemiecki student słyszał w ogóle o Orędziu?

Mam przekonanie, że nie tylko student, ale nawet przeciętny przedstawiciel niemieckiej elity politycznej nie ma poczucia wagi dziedzictwa tego wydarzenia. Na Zachodzie doszło do zmiany pokoleniowej i dziś Europa Zachodnia w dużo mniejszym stopniu niż kiedyś interesuje się doświadczeniem zmagań z komunizmem. Na to wpływ ma także kryzys cywilizacyjny Zachodu. Dane dotyczące świadomości elit niemieckich w tej kwestii trudno uznać za optymistyczne, jednak nie powinno to usprawiedliwiać bierności. Jestem wielkim zwolennikiem prowadzenia konsekwentnej polityki pamięci i systematycznej pracy w dziedzinie edukacji. Powinniśmy przypominać to, co cenne, niezwykle wartościowe, i co w polskiej historii ma sens uniwersalny. A Orędzie, podobnie jak doświadczenie „Solidarności”, najlepiej pokazuje, że nasza historia ma właśnie sens uniwersalny. Ważne, by robić to z odwagą i ze śmiałością, by nie pokazywać tylko tego, co w danej chwili jest na fali. Świadomość zmienia się w końcu także pod wpływem systematycznego wysiłku instytucji kulturalnych i edukacyjnych.

Co dokładnie powinniśmy robić?

Uprawiać oryginalną politykę pamięci. To jest ważne także dlatego, że tylko w ten sposób możemy budować prestiż Polski w Europie. Systematyczna polityka powinna operować całym zestawem instrumentów. Po pierwsze musi ona być stała, nie może być robiona w atmosferze słomianego zapału. Potrzebne jest duże wsparcie stypendialne dla historyków i ogólnie humanistów gotowych zainteresować się Polską. Potrzebne są wystawy, publikacje książkowe i animacja dialogu z udziałem młodzieży, oddziaływanie na młode pokolenie Europejczyków, przyszłe zachodnie elity.

A czy nasze elity rozumieją w ogóle wagę tej sprawy, wagę konsekwentnej polityki historycznej?

Zakładam, że zmiana polityczna w Polsce, która dokonała się w ostatnich tygodniach, umożliwi ofensywną politykę pamięci. Trzeba uczynić ją systematyczną i kompleksową. Praktyka polityczna w Polsce zbyt często znajduje się pod wpływem przejściowych emocji i słomianego zapału.

Jest pan europosłem. Czy obecność w Parlamencie Europejskim daje duże możliwości do prowadzenia polityki historycznej? Wielu zarzuca europarlamentowi, że jest to miejsce zupełnie pozbawiane znaczenia politycznego…

Parlament Europejski jest w dużym stopniu instytucją deliberacji i prezentacji opinii, idei. Dlatego jest to znakomite miejsce do komunikowania się, wymieniania doświadczeń między narodami. Nie twierdzę, że to jest pępek świata, najważniejsza instytucja do prowadzenia takiej polityki, ale na pewno jest niezwykle ważna i jest w polu zainteresowania wszystkich narodów europejskich. Dlatego dla każdej polityki historycznej jest to miejsce nieodzowne. Stąd obchody 50. rocznicy Orędzia biskupów polskich do niemieckich zaczęły się właśnie tam.

Podejść do pojednania polsko-niemieckiego było wiele, a jednak wydaje się, że szczególnie to Orędzie biskupów wytrzymało próbę czasu. Dlaczego?

To był typ pojednania, który można uznać za wzorcowy: pojednanie na gruncie prawdy, a nie z pominięciem prawdy. Krytycy Orędzia pomijali fakt, że  nie tylko było ono rekonstrukcją wkładu Polski w kulturę Europy, ale także, że był to dokument, który po imieniu nazywał niemieckie zbrodnie. I to na tym gruncie zainicjowano pojednanie polsko – niemieckie.  Jakże potrzebna w dzisiejszych czasach jest taka lekcja pojednania na gruncie prawdy…

Często przy okazji Orędzia mówi się o pojednaniu polsko-niemieckim, ale niewątpliwie pojednanie jest pewnym procesem, zapewne wciąż niezakończonym. Orędzie, choć niezwykle istotne, było tylko jedną z prób przyśpieszenia tego procesu. Jak pan ocenia, na jakim etapie tego pojednania z Niemcami jesteśmy?

Na szczęście minęły już najgorsze czasy, gdy mieliśmy do czynienia z ofensywą pani Eriki Steinbach i drastyczną próbą odwrócenia polsko-niemieckich relacji. W najbliższych miesiącach widzę szansę na nowy początek. Marzyłoby mi się, by nowy rząd wykorzystał te obchody jako szansę do wznowienia dialogu opartego właśnie na prawdzie historycznej.

Angażuje się pan w różne inicjatywy mające na celu odkłamywać karty historii i jednać narody w trudnej prawdzie historycznej. Był pan np. wielkim zwolennikiem podjęcia przez Parlament Europejski rezolucji w sprawie upamiętnienia setnej rocznicy ludobójstwa Ormian. Tymczasem, jeśli chodzi o polską politykę historyczną i nasze relacje z sąsiadami, mamy wciąż niezałatwioną kwestię ludobójstwa na Wołyniu. Czy moglibyśmy jakoś wykorzystać nasze doświadczenia pojednania z Niemcami w ramach budowania opartej na prawdzie współpracy z Ukrainą?

Każdy dialog ma swoje prawa, osobne konteksty i wymaga subtelności, także nie przypuszczam, byśmy mogli to doświadczenie w prosty sposób przeszczepić na grunt relacji polsko-ukraińskich. Tu potrzebne jest zupełnie inne podejście, inna wrażliwość, a nie mechaniczne powtarzanie działań z przeszłości. Przede wszystkim powinniśmy wyrobić w sobie zdolność do nowej wrażliwości, ale także do skutecznego oddziaływania na różnych polach. Mówię o państwie polskim, instytucjach publicznych, organizacjach pozarządowych… Potrzeba nam elastyczności, bo wzorców z jednej strony Europy nie da się skopiować do innej, nie da się ich przenieść tak po prostu z Zachodu na Wschód.

To wydaje się dziś dużo bardziej skomplikowanym problemem, bo o ile – jak sam pan zauważył – najgorsze czasy w stosunkach polsko-niemieckich mamy już za sobą, to na Ukrainie problem gloryfikowania UON i UPA jeszcze nigdy w historii nie był tak poważny.

Ukraina jest w dramatycznej sytuacji: walczy o swoją egzystencję i niezależność. Trzeba cierpliwie tłumaczyć naszym ukraińskim partnerom, że odwoływanie się do złych tradycji będzie nie tylko psuło polsko-ukraińskie relacje, ale także obniżało szanse Ukrainy na arenie europejskiej. Ale dziś musimy wykazać się cierpliwością i próbować zrozumieć dramat, w jakim znalazł się nasz sąsiad. Nie jest on zdolny do prowadzenia normalnej, świadomej polityki dialogu historycznego, bo po pierwsze musi dokonać ogromnych, kosztownych reform, a w tym samym czasie jest zmuszony walczyć o swoje bezpieczeństwo i niezależność. Nie wykorzystywałbym tego trudnego momentu do wywierania dodatkowej presji na naszych partnerów. Trzeba znaleźć odpowiednią formę, by tłumaczyć Ukraińcom, że jako podstawę swojej przyszłości muszą wybrać dobrą tradycję patriotyczną, a odrzucić to, co ewidentnie złe.

Na koniec przyjrzyjmy się jeszcze szerzej europejskiej drodze do jedności. Jak się ma Orędzie wypracowane przez kardynała Bolesława Kominka do innych nurtów integracji europejskiej?

Dzieło kardynałów Bolesława Kominka i Karola Wojtyły było reprezentatywne dla chrześcijańsko-społecznego podejścia do integracji europejskiej.  Było to bardzo bliskie wrażliwości Ojców Założycieli Wspólnoty Europejskiej. Trzeba przypomnieć,  że to ta właśnie wrażliwość była najsilniejszą inspiracją współpracy europejskiej. Jednocześnie już w latach 60. polscy biskupi mieli świadomość, że nie raz przyjdzie bronić cywilizacji Zachodu przed praktyką Zachodu. Nie zapominajmy także, że była to manifestacja siły kultury chrześcijańskiej i samego chrześcijaństwa, jako fundamentu współpracy narodów europejskich. Ten prąd nie tylko przed laty był najsilniejszy w budowie jedności europejskiej, wierzę także, że wciąż może ją inspirować, bo chrześcijaństwo nadal jest żywą siłą, która potrafi przezwyciężać egoizm narodowy, a jednocześnie szanuje narodowe tradycje i ich różnorodność.

Myśli pan, że jest szansa na to, by kierunek integracji europejskiej powrócił do swych chrześcijańskich korzeni?

Wierzę, że historia jest domeną ludzkiej wolności. Dziś wieją prądy w przeciwnym kierunku, ale są też symptomy rewitalizacji kultury chrześcijańskiej, nawet w tak zlaicyzowanych krajach jak Francja. Trzeba przypomnieć prawdę wypowiedzianą przez Samuela Huntingtona, że cywilizacja Zachodu nie przetrwa jeśli odetnie się od chrześcijańskiego dziedzictwa. Dlatego też powrót do wartości chrześcijańskich ma sens nie tylko ze względu na orientację polskiej kultury ale także ze względu na  przyszłość samej Europy.

 

z Kazimierzem M. Ujazdowskim rozmawiał Michał Płociński

 

wywiad dla dziennika „Rzeczpospolita”

Pojednanie narodów przeciw Jałcie. Orędzie biskupów polskich do niemieckich braci

Niewielu dziś wierzy w twórczą rolę jednostki w historii i w to, że wolna myśl może kształtować rzeczywistość. Analitycy przyznają kluczową rolę czynnikom ekonomicznym i zdają się sądzić, że istnieje tylko niewielki margines, w jakim wolność jednostek i narodów może wpływać na świat. A jednak wielkie dzieła historyczne są zawsze następstwem odwagi i twórczego myślenia.

Cieszę się, że doszło do wielojęzycznego wydania Orędzia biskupów polskich do niemieckich braci, ponieważ należy ono bez wątpienia do skarbnicy europejskiego dziedzictwa jako akt odwagi moralnej, dalekowzroczności i odpowiedzialności za przyszłość Europy.

Ogłoszone w 1965 roku budowało zręby pojednania polsko – niemieckiego. Nie można było mieć wątpliwości, że zwracało się przeciwko żelaznej kurtynie i podziałowi Europy przez radziecki imperializm. Orędzie wymagało odwagi moralnej, zważywszy na niezagojone rany okupacji niemieckiej. Mieszkańcom Europy Zachodniej trudno zrozumieć, jak wielkiej odwagi wymagało ogłoszenie Orędzia w warunkach komunistycznej dyktatury. Komunizm nie uznawał wolności wypowiedzi, a każdy niezależny głos w sprawach publicznych traktował ze szczególną wrogością. Tym bardziej, że propaganda antyniemiecka była stałym instrumentem władzy komunistycznej w Polsce. Jeszcze w latach osiemdziesiątych dyktatura gen. Jaruzelskiego straszyła niemieckim ekspansjonizmem.

Wypada podkreślić, że Orędzie nie proponowało łatwej i powierzchownej perspektywy pojednania. Mówiło otwarcie o rozmiarze zbrodni popełnionych przez Niemcy i na tym gruncie przedstawiało idee pojednania. Prawdziwe pojednanie wymaga bowiem odwagi wypowiedzenia bolesnej prawdy. Tylko ona ma moc oczyszczającą. Jak trudno osiągnąć pojednanie w prawdzie, przekonaliśmy się w czasie niedawnych debat w Parlamencie Europejskim poświęconych ludobójstwu Ormian.

Autorem Orędzia był kardynał Bolesław Kominek, arcybiskup wrocławski, zdecydowany rzecznik budowy jedności Europy. Jego postać powinna zainteresować każdego, kto ma na sercu dobrą współpracę narodów Starego Kontynentu. Wiemy wiele o prekursorach integracji europejskiej, którzy mieli szczęście działać w wolnym świecie, i wciąż bardzo mało o tych, którzy tworzyli jedność Europy na wschód od berlińskiego muru.

Kardynał Kominek pisał Orędzie z wyraźną intencją zawiązania polsko – niemieckiego pojednania i z przekonaniem, że pragnienie wolności zerwie z czasem żelazną kurtynę. Trzeba podkreślić, że niewielu wtedy myślało podobnie. Przypomnieć wypada głoszony przez Henry’ego Kissingera pogląd o pozytywnych skutkach równowagi sił między Zachodem a blokiem sowieckim. Z tego punktu widzenia w wolnościowych aspiracjach narodów ujarzmionych przez komunizm widziano raczej ryzyko destabilizacji układu międzynarodowego. Ale historia przyznała rację tym, którzy nie stracili wiary w siłę ludzkiej wolności i wyrażali pragnienie godnego życia. Piętnaście lat po ogłoszeniu Orędzia narodziła się w Gdańsku „Solidarność” – największy w dziejach powojennej Europy ruch obywatelski. Wrocław stał się drugim po Gdańsku ośrodkiem solidarnościowego oporu. Wypada też podkreślić, że stolica Dolnego Śląska była miejscem, gdzie okazywano szczególną wrażliwość dla współpracy narodów europejskich, szczególnie dla współpracy polsko – niemieckiej i polsko – czeskiej.

Nie bez znaczenia jest także historyczny aspekt dokumentu.
Orędzie przypominało oddziaływanie chrześcijańskiej Europy na Polskę i prezentowało wkład kultury polskiej do europejskiego skarbca.

Tekst uzmysławia, że bogactwo kultury europejskiej bierze się z ciągłej wymiany dzieł i myśli między narodami. Obecne w traktatach UE zobowiązanie do wspierania różnorodności kulturowej powinno być traktowane z całą powagą, jako realne zobowiązanie na przyszłość. Orędzie potwierdza kluczową rolę inspiracji chrześcijańskiej w budowie jedności europejskiej po II Wojnie Światowej.

Myśl chrześcijańska widząca ludzkość, jako zjednoczoną rodzinę narodów z największą siłą odpowiadała na niebezpieczeństwo egoizmu narodowego i klasowego. Nic dziwnego, że prekursorów integracji europejskiej, Schumana i Gasperiego, ukształtowała chrześcijańska tradycja myślenia o sprawach publicznych. Te same przesłanki legły u podstaw myśli polskich biskupów.

To fascynujące, że Kościół w Polsce nie tylko był realną enklawą wolności, ale także potrafił strzec dziedzictwa Zachodu i myśleć w kategoriach odpowiedzialności za przyszłość Europy. Bliski przyjaciel Kominka – arcybiskup krakowski, Karol Wojtyła, jako papież Jan Paweł II rozwijał to przesłanie, domagając się od wspólnoty europejskiej powrotu do chrześcijańskich źródeł, solidarności i szerokiego otwarcia drzwi dla narodów Europy Wschodniej.

Trzeba zatem powtórzyć za wielkimi poprzednikami: Europa może odzyskać żywotność, jeśli wróci do swego podstawowego źródła: kultury chrześcijańskiej ukształtowanej przez Ewangelię.

Kazimierz Michał Ujazdowski

 

tekst ukazał się w tygodniku Wszystko co Najważniejsze; www.wszystkoconajważniejsze.pl

Piórem i szablą. Rzecz o Adolfie Bocheńskim

Szesnaście lat temu ukazał się list Jana Pawła II do artystów. W tym poruszającym dokumencie Papież uzmysławiał, że „zadaniem każdego człowieka jest być twórcą własnego życia”. Czasy współczesne, pomimo rozszerzania praw człowieka na kolejne sfery, przynoszą niewiele przykładów prawdziwej podmiotowości i niezależności. Słowa Papieża przychodzą mi do głowy, gdy myślę o Adolfie Bocheńskim. Ten znakomity pisarz polityczny i wspaniały żołnierz dał nam przykład jedności myśli i czynu, potraktowania życia jako samodzielnie stworzonego dzieła.

Człowiek z Kresów

Kim był człowiek, który uchodził za najlepszego publicystę politycznego pokolenia, które weszło w życie publiczne na początku lat trzydziestych, a w czasie II wojny światowej zdobył sławę żołnierza szaleńczej odwagi, powszechnie szanowanego i kochanego przez podwładnych? Przyszedł na świat w 1909 roku, w rodzinie ziemiańskiej, w kresowej Ponikwie jako najmłodsze dziecko z czworga rodzeństwa. Obydwaj bracia Adolfa będą aktywni w życiu publicznym i odegrają niemałą rolę w polskiej kulturze. Józef – wybitny filozof, profesor uniwersytetu we Fryburgu, po wstąpieniu do dominikanów przybrał imię Innocenty. Aleksander w latach trzydziestych został publicystą „Buntu Młodych” i „Polityki”, po wojnie był rzecznikiem ugody z komunistami. Starsza siostra Adolfa Olga była piękną i skromną osobą, odznaczoną medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów w czasie okupacji niemieckiej.

Kresowość była jednym z czynników, które ukształtowały Bocheńskiego i wpłynęły na jego „proukraińskie” sympatie polityczne. Dom był rządzony przez Marię Bocheńską, kobietę religijną i obdarzoną bardzo silnym charakterem. Adolf będzie również człowiekiem religijnym i wrażliwym. Wszyscy, którzy pisali o dzieciństwie Adolfa, wskazywali na jego nadzwyczajne zdolności intelektualne. Nauczył się czytać w wieku 5 lat na dziele Mariana Kukiela Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej. W wieku lat 13 studiował wnikliwie Clausewitza. Trzy lata później opublikował wspólnie z bratem Aleksandrem pierwszą książeczkę Tendencje samobójcze narodu polskiego (praca weszła w skład wydanych ostatnio pism młodzieńczych A. Bocheński Imperializm Państwowy, OMP,MHP 2015).

Później jego erudycja budziła podziw wykładowców paryskiej Ecole des Sciences Politiques. Adolf Bocheński był zafascynowany kulturą francuską i dzielił w tym względzie sympatie polskiej inteligencji, władając znakomicie językiem Moliera. Roman Czartoryski wspominał, że: „Adzio pisał i mówił po francusku równie dobrze jak po polsku… a nawet jego wystąpienia francuskie były bardziej udane od polskich”.  W jego postawie nie było jednak nic z poczucia niższości wobec Francuzów. W okresie nauki w „Sc. Po.” odnosi wrażenie, że naród francuski znajduje się w głębokim kryzysie „nie chce żadnej zmiany i nie widzi żadnego celu”. Po powrocie ze studiów we Francji wiąże się z Jerzym Giedroyciem i jest najwybitniejszym autorem wydawanych przez niego pism „Bunt Młodych” i „Polityka”. W opinii Józefa Czapskiego i Stanisława Mackiewicza był najlepszym publicystą pokolenia, do którego należeli również Stefan Kisielewski, Ksawery Pruszyński czy Stanisław Stomma.

Piłsudczyk krytyczny

Bocheński służył Polsce niezależnością umysłu, wierząc w wartość pisarstwa politycznego, które idzie pod prąd poglądów uznawanych za politycznie poprawne. Politykę traktował jako sztukę realizacji idei i obrony interesów państwa, które znajduje się w niezwykle trudnym położeniu między Niemcami a Rosją. Pozostawał pod urokiem krakowskiej historycznej szkoły konserwatywnej, tzw. stańczyków, ale nie traktował jej wskazań jak dogmatów. Pierwszym przedmiotem jego zainteresowania były zagadnienia ustrojowe i konstytucyjne umocnienie Polski.

Zgodnie z tradycją „stańczyków”, domagał się wzmocnienia władzy wykonawczej. W książce Ustrój a racja stanu, która była plonem studiów paryskich, pisał, że ustrój polityczny Polski musi zakładać gwarancje stałości oraz spójności polskiej polityki zagranicznej. Kraj walczący o utrzymanie niepodległości nie może sobie pozwolić na to, by jego polityka zagraniczna była płynna i zależna od gry stronnictw sejmowych. „Tezą naszą jest, że polityka polska dopiero a la longue będzie mogła stanąć na wysokości zadania, kiedy zostanie przez konstytucję od ingerencji ludu i jego 444 reprezentantów uniezależniona i kiedy zależeć będzie od jednego człowieka, od Naczelnika Państwa”.

Nietrudno spostrzec, że Adolf Bocheński miał krytyczną opinię o Konstytucji Marcowej, która przyniosła hegemonię Sejmu, fatalną ordynację wyborczą i słabość władzy wykonawczej. Podziwiał Józefa Piłsudskiego jako twórcę niepodległości i męża stanu, próbującego umocnić Polskę na arenie międzynarodowej. Był jednak piłsudczykiem krytycznym, niegodzącym się na praktyki zwalczania opozycji za pomocą metod policyjnych, do czego doszło w Berezie Kartuskiej. W artykule Dwie konstytucje stwierdzał, że „Konstytucja gwarantująca w bardzo dużym stopniu legalną stałość może z największą łatwością doprowadzić do niestałości nielegalnej”. Propozycje ustrojowe Adolfa Bocheńskiego szły zatem w kierunku przywrócenia równowagi między autorytetem i efektywnością władzy a wolnością polityczną. Sądził, że obszar dyplomacji i armii powinien zostać wyłączony z demokratycznej rywalizacji politycznej i powierzony prezydentowi. W pozostałych domenach obowiązywać powinna otwarta konkurencja polityczna i reguły parlamentaryzmu. Podkreślał, że parlamentaryzm nie istnieje, jeśli opozycja nie może legalnie dojść do władzy. W takich warunkach jest tylko zamaskowaną pod pozorami prawnymi dyktaturą.

Młody konserwatysta bronił również praw samorządu i wolności gospodarczej. Adolf Bocheński był państwowcem osobliwym. Uważał, że dobre państwo okazuje siłę w sferach podstawowych (armia, dyplomacja, sądownictwo), w pozostałych dziedzinach, zgodnie z zasadą pomocniczości, pozwala działać jednostkom, stowarzyszeniom i samorządom. Wyrażał zdecydowane poparcie dla decentralizacji państwa i podtrzymywania kulturowej różnorodności Polski. W tekście O decentralizację kulturalną znajdziemy konserwatywne argumenty przeciw schematyzacji i unifikacji Polski. Bocheński uważał, że pierwsze dziesięciolecie Polski niepodległej przyniosło centralizację kulturalną i zanik życia prowincji, a to zmniejszało wydatnie atrakcyjność kultury polskiej, szczególnie na Wschodzie. Jego zdaniem miasta, poza zachowującym własną specyfikę Krakowem, przeżywały ciężki kryzys kulturalny, a znajdujące się w nich uniwersytety wychowywały Polaka „zubożałego” i „zunifikowanego”: „Z przykrością trzeba jednak zauważyć, iż nasze uniwersytety prowincjonalne są raczej fabrykami Polaka – wszechdzielnicowego, Polaka zestandaryzowanego czy Polaka zunifikowanego, niż szkołami o własnej fizjonomii, z których wychodzą ludzie mogący wnieść zróżnicowanie, wzbogacenie naszej kultury przez twórcze ścieranie się prądów powstałych dzięki różnicom psychiki ludzi, pochodzących z różnych dzielnic i różnych uniwersytetów”.

Między Niemcami a Rosją

W Autobiografii na cztery ręce Jerzy Giedroyć przyznawał, że Bocheński był w jego środowisku autorytetem w dziedzinie polityki zagranicznej i to on właśnie stworzył podstawy polityki wschodniej, realizowanej przez paryską „Kulturę” na powojennej emigracji. Adolf Bocheński wyłożył swoje poglądy w książce Między Niemcami a Rosją, która ukazała się dwa lata przed wybuchem II wojny światowej (praca została wznowiona przez Ośrodek Myśli Politycznej w Krakowie w 2009 r.). Publicystyka Adolfa Bocheńskiego wzywała do porzucenia myślenia życzeniowego i do realizmu w ocenie pozycji międzynarodowej Polski. Przestroga przed ideologizacją polityki zagranicznej, przed przyznawaniem zbyt dużej wartości sympatiom ideologicznym, nie była wyrazem aprobaty dla politycznego cynizmu. Bocheński uważał za bardzo istotne zrozumienie autonomii polityki i reguł rządzących rywalizacją między państwami: „Polityka zagraniczna państwa jest niewątpliwie wypadkową całego szeregu najsprzeczniejszych i najbardziej skomplikowanych motywów. Niektóre z nich posiadają jednak stałą i niewątpliwą przewagę. W pierwszej mierze należy do nich tak zwana racja stanu, dążenie do potęgi państwa, do której pcha samo istnienie mechanizmu państwowego”.

Adolf Bocheński nie wierzył w solidarność demokracji europejskich w obliczu zagrożenia niemieckiego, uważał również, że nie sposób liczyć na to, że względy ideologiczne wyeliminują niebezpieczeństwo sojuszu niemiecko-radzieckiego. W jego opinii polityka zagraniczna Polski musi brać pod uwagę ciągłą zmienność relacji międzynarodowych i wyzbyć się myśli, że istnieje jakieś jedno stałe rozwiązanie, które może gwarantować nasze bezpieczeństwo. Wszyscy znamy ten rodzaj politycznego realizmu, który łączy się z zaniżeniem aspiracji państwowych, a nawet z pogodzeniem się z utratą podmiotowości. W książce Bocheńskiego nie znajdziemy najmniejszych śladów takiego myślenia. Jego pisarstwo zachęca do polityki, która w pierwszej kolejności liczy na własne siły, do aktywności, która z wyprzedzeniem mierzy się z problemami bezpieczeństwa.  Zasadnicza teza pracy uznawała za największe zagrożenie dla niepodległości państwa polskiego sojusz niemiecko-sowiecki. Bocheński uważał, że Polska powinna tak długo jak to możliwe podtrzymywać antagonizm niemiecko-sowiecki i stawiać na osłabienie potęgi wschodniego sąsiada przez wspieranie niepodległości Ukrainy. W Między Niemcami a Rosją wątek ukraiński zajmuje istotne miejsce. Dostrzec można w nim pierwotny wyraz koncepcji polityki wschodniej głoszonej przez Jerzego Giedroycia po II wojnie światowej, a zatem przekonanie, że niepodległa Ukraina jest czynnikiem wspomagającym niepodległość Polski i że w naszym interesie jest ukształtowanie z nią partnerskich relacji. Bocheński proponował więc formułę, którą można określić mianem „neofederalizmu”.

Zakładała ona dobrowolny i partnerski charakter relacji polsko-ukraińskich, a więc świadome odstąpienie od demonstrowania kulturowej i politycznej przewagi Polski w tym związku. Czytelnik przekona się, że Bocheński traktował współpracę z Ukrainą jako nie pozbawioną ryzyka inwestycję, którą trzeba realizować ze względu na strategiczny interes Polski.

Żołnierz szaleńczej odwagi

Adolfowi Bocheńskiemu nie było dane doczekać momentu, w którym jego poglądy nabrały ponownie waloru aktualności. Jego rówieśnicy: Jerzy Giedroyć, Stefan Kisielewski, Stanisław Stomma czy Wojciech Wasiutyński odegrali ważną rolę w budowaniu niezależnej myśli politycznej w okresie dyktatury komunistycznej. Z chwilą wybuchu wojny porzucił pióro dla szabli. Uważał, że w czasie wojny służba wojskowa jest najważniejszą, być może jedyną realną formą pracy dla Rzeczpospolitej, a więc muszą przed nią ustąpić dyplomacja i twórczość intelektualna. Wielu jego kolegów służących w II Korpusie wybrało pracę w prasie czy propagandzie. Bocheński sądził, że pisarz polityczny powinien być gotowy do złożenia ofiary za niepodległy byt państwa polskiego. Ten wybór nadał jego pisarstwu szczególną siłę i wiarygodność.

Kariera wojskowa Adolfa zaskoczyła wielu jego przedwojennych przyjaciół, widzących w nim klasyczny typ oderwanego od życia intelektualisty. Jego brat Józef nie dawał mu żadnych szans w wojsku „ze względu na słabe zdrowie i indywidualizm wykluczający poddanie się dyscyplinie”. Adolf nie został zmobilizowany z powodu złego stanu zdrowia, właściwie wkupił się do wojska w ten sposób, że podarował dowódcy szwadronu samochód. Po klęsce wrześniowej Adolf nie rezygnuje. Przez Węgry i Włochy przedziera się do Francji, kończy podchorążówkę w bretońskim Coetquidan. Z tego okresu mamy pierwsze relacje dotyczące jego niezwykłej postawy wobec kolegów i podwładnych. „Adolf zgłaszał się z zasady na ochotnika do skrobania kartofli, na wartę, do służby, na ćwiczeniach zawsze był gotów do zastąpienia kolegi w noszeniu karabinu maszynowego.”  Potem walczy w Norwegii i za udział w walkach pod Narvikiem zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych. Bierze udział w kampanii francuskiej, a po kapitulacji Francji przeprowadza swój oddział z Bretanii pod Marsylię. Dociera do Tuluzy, gdzie wykorzystując znakomitą znajomość języka francuskiego, organizuje przeprowadzkę wielu polskich oficerów i szeregowych przez Pireneje i Hiszpanię do Anglii. W Tuluzie z żołnierskimi paszportami wydreptywał w urzędach wizy i inne dokumenty niezbędne do przeżycia, bądź przedostania się do Anglii. „Stał się najpopularniejszą postacią wśród żołnierzy polskich porzuconych latem 1940 roku na rozpalonym słońcem południa bruku Tuluzy.”

Pół roku później, w grudniu 1940 roku, wraz z Mieczysławem Pruszyńskim, przepłacając marynarzy korsykańskich, płynie pod pokładem statku do Bejrutu. Na Bliskim Wschodzie wstępuje w szeregi Brygady Karpackiej. W Afryce, a potem we Włoszech wokół jego czynów rośnie legenda. Bocheński świecił prawdziwie rycerskimi cnotami – wsławił się nieprawdopodobną odwagą, oddaniem i pełnym troski stosunkiem do podwładnych, kompetencją i zaangażowaniem we wszystkim, co robił. W kampanii libijskiej zostaje odznaczony Virtuti Militari i ponownie Krzyżem Walecznych. Według Pruszyńskiego w ciągu stu dni obrony Tobruku przez Brygadę Karpacką wykonał 50 nocnych patroli, czyli więcej niż jakikolwiek inny żołnierz. Wsławił się tam m.in. podpaleniem niemieckiej wieży obserwacyjnej. Ranny pod Monte Cassino, wbrew wskazaniom lekarzy, powraca na pole walki. „Zacny sługa Boży, z cywila franciszkanin ze śląskiego klasztoru, rzekł kiedyś: – Podchorąży Bocheński jest człowiekiem, dla którego niebezpieczeństwo nie istnieje. Jest on nie tyle odważnym co raczej nienormalnym”. Walczył pod Monte Cassino, zginął pod Ankoną w trakcie rozbrajania min. Piotr Dunin-Borkowski napisał o nim, że „był człowiekiem z jednej bryły wykutym”. W istocie potraktował swoje życie jak samodzielnie tworzone dzieło. W dziele tym mamy rzadkie w polskiej historii połączenie cnót rycerskich i odwagi cywilnej, warte zapamiętania przez współczesnych.

Kazimierz Michał Ujazdowski

tekst opublikowany w czasopiśmie historycznym „Mówią Wieki” nr 6, 2015

 

 

 

Jana Pawła II lekcja o Polsce i Europie

Żeby zrozumieć głębię i aktualność przesłania Jana Pawła II, potrzebne jest bliższe wniknięcie w jego myśl o Polsce i Europie. Uważnego czytelnika uderza, że jest ona całościowa i oryginalna. Nie tworzyła się w zimnym laboratorium idei. Powstała jako następstwo przemyślenia roli kultury w dziejach, dorobku kultury polskiej i przeżycia doświadczeń historycznych. Myśl papieża Polaka uformowała się na długo zanim Karol Wojtyła został wybrany na Stolicę Piotrową.

Jej źródeł poszukiwać możemy już w czasach młodości, kiedy młody Wojtyła uczęszczał do wadowickiego gimnazjum. Uczniowie przedwojennych szkół otrzymywali gruntowną edukację historyczną. Program silnie akcentował, że Polska współtworzyła kulturę Europy.

Rekonstrukcję formowanej od czasów młodości myśli Jana Pawła II na temat Polski i Europy znajdziemy w opublikowanej pod koniec życia książce „Pamięć i Tożsamość”. Papież był dziedzicem kultury romantyzmu, myślicielem, który przemyślał i zinterpretował poezję wielokrotnie przywoływanych w swoich homiliach Juliusza Słowackiego i Cypriana Norwida. Jan Paweł II czerpał z dziedzictwa romantyzmu przekonanie o prymacie tego, co duchowe nad tym, co materialne. Podkreślał, że dzieje nie są zdeterminowane przez ekonomię lecz kształtowane przez wolnych ludzi i wolne narody. W ten sposób wchodził w zasadniczą polemikę z marksizmem, ale również z indywidualistycznym kapitalizmem. Już podczas wizyty w USA w 1979 roku mówił o potrzebie pogłębienia rozumienia wolności, która zostaje uszlachetniona, gdy osoba ludzka dokonuje mądrego wyboru. Wolność zdaniem Jana Pawła II powinna być złączona z prawdą, a jej celem powinno być dobro człowieka. Jest dana ludziom przez Stwórcę, ale jednocześnie zadana.

Tak rozumiana wolność wraz z kulturą stanowią najważniejsze siły sprawcze dziejów. Jednym z najważniejszych wystąpień pontyfikatu Jana Pawła II było przemówienie wygłoszone 2 czerwca 1980 roku w Paryżu przemówienie na forum UNESCO. Jak wspominał sam papież, „nie było ono teorią kultury, lecz świadectwem o kulturze – świadectwem człowieka, który na podstawie własnego doświadczenia dawał wyraz temu, czym była kultura w dziejach jego narodu i czym ta kultura jest w dziejach wszystkich narodów” (Pamięć i tożsamość, s.88-89). To właśnie kultura jest według Jana Pawła II zasadniczym spoiwem łączącym wspólnotę ludzi, jaką jest naród. Jest też podstawowym atrybutem jego suwerenności. „Strzeżcie wszystkimi dostępnymi Wam środkami tej podstawowej suwerenności, którą każdy naród posiada dzięki swej kulturze. Strzeżcie jej jak źrenicy oka dla przyszłości wielkiej rodziny ludzkiej. Strzeżcie! Nie dopuszczajcie, aby ta podstawowa suwerenność stawała się łupem jakichkolwiek interesów politycznych czy ekonomicznych. Nie dopuszczajcie, aby padła ofiarą różnego rodzaju totalitaryzmów, różnego rodzaju imperializmów czy hegemonii, dla których człowiek liczy się tylko jako przedmiot dominacji, a nie jako podmiot własnego człowieczego bytowania” – mówił papież w UNESCO.

Jan Paweł II uważał, że to demokracja jest ustrojem, który najbardziej odpowiada „rozumnej i społecznej naturze człowieka, a w konsekwencji wymogom sprawiedliwości społecznej” (Pamięć i tożsamość, s. 134). Pozostawał optymistą i pokładał ufność w mądrość wspólnoty wolnych obywateli. Papież zwracał jednak uwagę na niebezpieczeństwo wynikające ze stanowienia – nawet w imię opinii większości – prawa stojącego w sprzeczności z prawem naturalnym. Powoływał się przy tym na przykład hitlerowskich Niemiec, ale również współczesnych demokracji, których ustawodawstwo zezwala na zabijanie nienarodzonych.

Kolejną z kategorii istotnych dla myśli Jana Pawła II jest ojczyzna rozumiana jako dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale również stan posiadania: „ziemi, terytorium, ale jeszcze bardziej wartości i treści duchowych, jakie składają się na kulturę danego narodu” (Pamięć i tożsamość, s. 66). Patriotyzm z kolei, to umiłowanie tego, co ojczyste: historii, tradycji, języka czy krajobrazu. W odróżnieniu od nacjonalizmu, który uznaje tylko dobro własnego narodu i do niego dąży, patriotyzm ma w ujęciu papieża Polaka wymiar uniwersalny: „przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społecznej” (Pamięć i tożsamość, s. 73).

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do tradycji I Rzeczypospolitej – przymierza i unii, współdziałania wspólnot religijnych i etnicznych w duchu tolerancji i wolności wewnętrznej. „W epoce, kiedy na Zachodzie napięcia religijne związane z okresem Reformacji prowadziły do długotrwałych konfliktów, w tym wielonarodowym i wielowyznaniowym organizmie pozostały w mocy słowa ostatniego Jagiellona: >>Nie jestem panem waszych sumień<<” – mówił w czerwcu 1991 r. w Lubaczowie. Wolność nie jest jednak nigdy wartością daną raz na zawsze. Nie pielęgnowana złota wolność stała się wolnością zmurszałą (słowo do młodzieży, Kraków, 10.06.1987), a jej nadużycia doprowadziły państwo do upadku. „Polacy w ciągu XVIII wieku nie zdobyli się na to, aby ten proces rozkładowy zahamować (…). Szlachta nie zdobyła się na przywrócenie praw stanu trzeciego, a przede wszystkim praw wielkich rzesz chłopów polskich przez uwłaszczenie ich i uczynienie obywatelami odpowiedzialnymi za Rzeczpospolitą. To są starodawne winy społeczeństwa szlacheckiego, a zwłaszcza znacznej części arystokracji, dygnitarzy państwowych i niestety także niektórych dygnitarzy kościelnych” – gorzko podsumowuje papież (Pamięć i tożsamość, s. 144-145).

Myśl Jana Pawła II nie była pięknoduchowska. Za Norwidem rozwijał romantyzm pracy, powołując się na fragment z Promethidiona: „Piękno na to jest, by zachwycało do pracy – praca, by się zmartwychwstało”. Człowiek to kapłan budujący mosty z drugim człowiekiem i z Bogiem. Sam Papież przyznał, że Norwid inspirował społeczny wymiar jego pontyfikatu. Wreszcie wielokrotnie przywoływane przez Ojca Świętego piękne i głębokie określenie ojczyzny jako wielkiego zbiorowego obowiązku zaczerpnięte jest przecież z Memoriału o młodej emigracji Norwida.

Papież podkreślał europejskość Polski. W Pamięci i tożsamości, dobitnie stwierdzał, że Polska nigdy nie musiała wracać do Europy, skoro aktywnie uczestniczyła w jej tworzeniu. Przyjęcie chrztu przez Mieszka I, Zjazd Gnieźnieński, obrona chrześcijańskiej Europy w bitwie pod Legnicą czy cztery wieki później pod Wiedniem, prekursorskie dzieła Pawła Włodkowica podnoszące prawa narodów do istnienia, wolności, niepodległości, własnej kultury i godziwego rozwoju, wolność religijna w I Rzeczypospolitej jako alternatywa dla typowego w Europie Zachodniej absolutyzmu państwowego związanego ściśle z religijną nietolerancją – to niektóre z dawniejszych przykładów. Również w ostatnim okresie naszej historii, „chociaż bowiem politycznie zostaliśmy oddzieleni od reszty kontynentu, to przecież Polacy nie szczędzili w tych latach wysiłku, aby wnieść własny wkład w tworzenie nowej Europy. Jak nie wspomnieć w tym kontekście o heroicznej walce z nazistowskim agresorem w roku 1939, a także powstania, jakim w 1944 roku Warszawa zareagowała na horror okupacji, Znaczący był potem rozwój „Solidarności”, który doprowadził do upadku systemu totalitarnego na Wschodzie – nie tylko w Polsce, ale i w krajach sąsiednich” (Pamięć i tożsamość, s. 141-142).

Książka „Pamięć i tożsamość” to rekonstrukcja polskiego wkładu w historię i kulturę Europy. Pokrewne wątki pokazujące na przestrzeni wielowiekowych dziejów wzajemne związki polskiego i zachodnioeuropejskiego chrześcijaństwa możemy odnaleźć w „Orędziu biskupów polskich do biskupów niemieckich” z 1965 roku.

Polska wiele razy w swojej historii wystąpiła w obronie cywilizacji europejskiej. W dramatycznym dla naszej ojczyzny i całej Europy wieku XX była strażniczką cywilizacji wolności w konfrontacji z niemieckim nazizmem i sowieckim komunizmem. Wielowiekowe chrześcijańskie i wolnościowe dziedzictwo sprawiło, że Polacy – w tym polski Kościół – reprezentowali w bloku sowieckim wartości cywilizacji europejskiej z jej szacunkiem dla praw osoby ludzkiej i praw narodów. Jan Paweł II przywoływał znamienne rozmowy z księżmi i politykami z Europy Zachodniej, którzy stwierdzali, że Zachód nie byłby w stanie obronić się przed komunizmem. Papież zwraca uwagę, że to właśnie tam „wciąż ujawniają się oznaki innej cywilizacji niż ta, której „kamieniem węgielnym” jest Chrystus – cywilizacji, która jeśli nie jest programowo ateistyczna, to jest na pewno pozytywistyczna i agnostyczna, skoro kieruje się zasadą: myśleć i działać tak, >>jakby Bóg nie istniał<< (Pamięć i tożsamość, s. 54-55).

Istotnym doświadczeniem formującym myśl Karola Wojtyły był jego udział na początku lat czterdziestych w Unii – organizacji podziemnej stworzonej przez katolickiego filozofa i pisarza Jerzego Brauna. Program Unii oparty był na filozofii personalistycznej, podnosił idee samorządności i subsydiarności jako podstawy państwa i zapory przeciwko zarówno totalizmowi, jak i radykalnemu indywidualizmowi. Unia propagowała także polską myśl europejską, postulowała powojenne odrodzenie Europy przez chrześcijaństwo i, co ciekawe, regionalną integrację narodów Europy Środkowej. Wiele myśli Brauna, który czerpał dużo z polskich tradycji mesjanistycznych Augusta Cieszkowskiego i Józefa Hoene-Wrońskiego, znaleźć można w papieskich przemówieniach z lat osiemdziesiątych.
Powstanie Wspólnoty Europejskiej wzbudziło duże zainteresowanie i pozytywną reakcję Karola Wojtyły. Jeden z ideowych i politycznych twórców projektu zjednoczonej Europy Robert Schuman pisał, że „Europa to wprowadzenie w życie powszechnej demokracji w chrześcijańskim znaczeniu tego słowa (…). Demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą zmierzającą do pogrążenia się w tyranii lub anarchii” (Dla Europy, s….). Ścisła współpraca państw i narodów, stojących naprzeciw siebie w czasie wojen światowych tworzyła szanse na przezwyciężenie nacjonalizmów, które zniszczyły Europę. Jan Paweł II widział Europę jako rodzinę narodów zachowujących swą podmiotowość i współpracujących ze sobą. Myśl Schumana wpisywała się w te ramy, eksponując solidarność, partnerstwo i ideę braterstwa podniesioną do poziomu stosunków między narodami.

Przyjmując z optymizmem i nadzieją procesy integracji politycznej i gospodarczej w Europie, Ojciec Święty miał jednocześnie świadomość, że nasz kontynent zaczyna przeżywać głęboki kryzys swej tożsamości związany przede wszystkim z postępującym procesem laicyzacji. Już w 1973 roku mówił: „Kościół w Polsce musi też raczej stawiać na własne dziedzictwo Zachodu, aniżeli na współczesne oparcie w jego kulturze, gdyż tam zbyt wiele ujawnia się nurtów negatywnych czy wręcz rozkładowych. Istnieje nawet wręcz jakiś problem obrony chrześcijaństwa w Polsce przed współczesnymi wpływami Zachodu, przy równoczesnej akceptacji zachodniokulturalnego patrymonium. W pewnym sensie jest to jakby obrona Zachodu przed Zachodem.” (Programowanie duszpasterskie na lata 1975-1978. Wykład wygłoszony podczas obrad komisji duszpasterskiej Episkopatu Polski we Wrocławiu – Wrocław, 2 maja 1973 roku).

Aby przeciwdziałać kryzysowi duchowemu Europa potrzebuje solidnego fundamentu. Papież przypominał, że podstawą Wspólnoty Europejskiej może być tylko wyrażana przez chrześcijaństwo cywilizacja życia. Europa musi respektować prawo osoby ludzkiej do życia i prawa rodziny. W przeciwnym razie zniszczy samą siebie. W „Apelu do mieszkańców Europy” we wrześniu 1986 roku na szczycie Mont Chetif Ojciec Święty mówił: „korzenie jedności Europy tkwią we wspólnym dziedzictwie wartości, którymi żyją poszczególne kultury narodowe. Istotą tego dziedzictwa są prawdy wiary chrześcijańskiej. Spojrzenie na dzieje tworzenia się narodów europejskich pozwala dostrzec jak decydującą rolę odegrała w życiu każdego narodu inkulturacja Ewangelii”.

W adhortacji posynodalnej Ecclesia in Europa z 2003 roku wśród wyzwań stojących przed Europą Jan Paweł II wymieniał utratę pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, lęk przed przyszłością, zanik solidarności międzyludzkiej i dążenie do narzucenia antropologii bez Boga i bez Chrystusa. Równocześnie jednak zwrócił uwagę na znaki nadziei, którymi są odzyskanie wolności przez Europę Wschodnią, włączanie jej narodów w procesy współpracy ogólnoeuropejskiej, pojednanie i budowanie wśród nowych pokoleń świadomości europejskiej. „Aby nadać nowy rozmach własnej historii, [Europa] musi «uznać i odzyskać z twórczą wiernością te podstawowe wartości, w których zdobycie chrześcijaństwo wniosło decydujący wkład, a które można streścić jako głoszenie transcendentnej godności osoby ludzkiej, wartości rozumu, wolności, demokracji, państwa prawa i rozdziału między polityką a religią». Unia Europejska wciąż się poszerza. Do uczestniczenia w niej w bliższym lub dalszym terminie powołane są wszystkie narody podzielające jej podstawowe dziedzictwo. Należy sobie życzyć, aby to rozszerzanie dokonywało się z poszanowaniem wszystkich, by doceniane były szczególne właściwości historyczne i kulturowe, tożsamość narodowa i bogactwo wkładu, jaki mogą wnieść nowi członkowie, oraz by w sposób dojrzały realizowane były zasady pomocniczości i solidarności. Jest rzeczą niezwykle ważną, by w procesie integracji kontynentu wziąć pod uwagę, że jedność nie będzie trwała, jeśli zostanie sprowadzona jedynie do wymiaru geograficznego i ekonomicznego; że musi ona polegać przede wszystkim na harmonii wartości, które winny się wyrażać w prawie i w życiu” – pisał Ojciec Święty.

Jan Paweł II pozostawał konsekwentnym orędownikiem duchowej, kulturowej i politycznej jedności Europy bez względu na historyczne podziały. W wygłoszonej w 1979 roku homilii na Wzgórzu Lecha definiował swą misję jako pierwszego papieża-Słowianina: „Chyba na to wybrał go Chrystus, chyba na to prowadził go Duch Święty, ażeby do wielkiej wspólnoty Kościoła wniósł szczególne zrozumienie tych wszystkich słów i języków, które wciąż jeszcze brzmią obco, daleko, dla ucha nawykłego do dźwięków romańskich, germańskich, anglosaskich, celtyckich. (…) Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież, który nosi w swojej duszy szczególnie wyrazisty zapis dziejów własnego narodu od samego jego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny nie ujawnił i nie potwierdził w naszej epoce ich obecności w Kościele? Ich szczególnego wkładu w dzieje chrześcijaństwa. Ażeby odsłonił te profile, które właśnie tutaj, w tej części Europy, zostały wbudowane w bogatą architekturę świątyni Ducha Świętego. (…) Przychodzi więc wasz rodak, papież, aby wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wołać wołaniem wielkim.” (homilia w czasie Mszy św. odprawionej na Wzgórzu Lecha, Gniezno 3.06.1979)

Papież wielokrotnie upominał się o solidarność i otwartość Europy, o rozszerzenie Wspólnoty, otworzenie jej drzwi po granice historii. „Pragnieniem moim — jako najwyższego Pasterza Kościoła powszechnego, który pochodzi ze wschodniej Europy i zna aspiracje ludów słowiańskich, tego drugiego „płuca” naszej wspólnej europejskiej ojczyzny — jest to, by Europa suwerenna i wyposażona w wolne instytucje rozszerzyła się kiedyś aż do granic, jakie wyznacza jej geografia, a bardziej jeszcze historia. Jakże miałbym tego nie pragnąć, skoro inspirowana wiarą chrześcijańską kultura tak głęboko naznaczyła dzieje wszystkich ludów naszej Europy, ludów greckich i łacińskich, germańskich i słowiańskich, mimo wszelkich dziejowych tragedii, ponad systemami społecznymi i ideologiami?” – mówił w 1988 roku w Parlamencie Europejskim.

Solidarność europejska rozumiana była przez Jana Pawła II wielopłaszczyznowo – jako obowiązek bogatych krajów Zachodu wobec wschodniej części kontynentu pozostającej do końca lat osiemdziesiątych pod dominacją ZSRR i szerzej całej Europy wobec ubogich kontynentów. Papież był uważnie słuchany nie tylko jako rzecznik uniwersalnych praw człowieka, ale także jako reprezentant narodu, który nie był opresorem, lecz sam przez dziesięciolecia zmagał się z totalitaryzmem komunistycznym.

Jan Paweł II poprzez swoją głęboką formację kulturową i duchową oraz doświadczenie historyczne swojego życia pokazuje nam naród jako wspólnotę zespoloną przez dziedzictwo kultury. Upomina się o prawa narodu nie przeciwstawiając ich prawom innych nacji, ale ukazując powołanie poszczególnych wspólnot do budowy cywilizacji opartej na wolnościowej tradycji chrześcijańskiej, w imię dobra konkretnego człowieka. Postrzega Polaków jako naród trwale zakorzeniony poprzez swą kulturę i historię w cywilizacji europejskiej. Wzywa Europę do otwartości, solidarności i przezwyciężenia kryzysu duchowego dla budowy jedności całego kontynentu.

To jest lekcja, jaką dał nam – Polakom, jak i wszystkim Europejczykom Ojciec Święty Jan Paweł II. W przywoływanym już przemówieniu na forum UNESCO, do którego przez całe życie przywiązywał ogromną wagę, mówił:

„Człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze. (…) Kultura jest właściwym sposobem istnienia i bytowania człowieka. (…) Kultura jest tym, przez co człowiek jako człowiek staje się bardziej człowiekiem: bardziej >>jest<< (…). Naród bowiem jest tą wielką wspólnotą ludzi, którą łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje >>z kultury<< i >>dla kultury<<. I dlatego właśnie jest ona tym znamienitym wychowawcą ku temu, aby >>bardziej być<< we wspólnocie, która ma dłuższą historię niż człowiek i jego rodzina. (…) Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię o prawach narodu wyrosłych z podwalin kultury i zmierzających ku przyszłości, nie jest echem żadnego >>nacjonalizmu<<, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw człowieka. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek” (Przemówienie w siedzibie UNESCO, Paryż, 2 IV 1980).

Kazimierz Michał Ujazdowski

Referat wygłoszony na Konferencji z okazji „Jublileuszu 25 lecia DLP ’90”, Legnica, 18.04.2015 r.

Zapisz się na newsletter

Zostaw swój e-mail i bądź na bieżąco z działaniami Kazimierza Michała Ujazdowskiego

(wymagane) Wyrażam zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną na wskazany przeze mnie adres email informacji o działalności Kazimierza Michała Ujazdowskiego

FreshMail.pl