Biuro prasowe
Brexit: niezbędnik polskiego obywatela 2/2019
Wielu Polaków nie składa wniosków o „settled status” (status osoby osiedlonej). Choć Polacy to największa grupa wśród obcokrajowców w Wielkiej Brytanii, wnioski o ten status złożyło mniej niż 15 proc. Polaków. Z końcem maja wnioski w systemie złożyło 750 tys. z ok. 3,6 miliona obywateli Unii, w tym 132,4 tys. Polaków (14,6 proc. polskich mieszkańców Wysp).
 

Aby uzyskać status osoby osiedlonej, trzeba udowodnić, że w ostatnich pięciu latach przebywało się na terytorium Wielkiej Brytanii co najmniej sześć miesięcy każdego roku. Do uzyskania statusu osoby osiedlonej konieczne jest potwierdzenie tożsamości, miejsca zamieszkania oraz braku wyroków skazujących.

 

O problemach ze statusem osoby osiedlanej pisaliśmy w ostatnim newsletterze. Osoby mające problem z otrzymaniem tego statusu, prosimy o pisanie do biuro@ujazdowski.plPrzekażemy te dane do Parlamentu Europejskiego, który monitoruje tę sprawę i porusza ją w negocjacjach brytyjskim rządem.
W razie uchwalenia porozumienia z Unią, obywatele UE będą mieli czas do końca 2021 roku (wtedy trwać będzie okres przejściowy). Jeśli dojdzie do Brexitu bez umowy, czas ten skraca się do grudnia 2020.
 

Rezolucja Parlamentu Europejskiego ws. Brexitu. 
Parlament Europejski popiera „uporządkowany Brexit”, czyli wystąpienie zgodnie z umową wynegocjowane przez Unię i Wielką Brytanię.
Posłowie wyrazili w niej obawę w związku z wdrażaniem przez Zjednoczone Królestwo systemu przyznawania statusu osoby osiedlonej obywatelom UE mieszkającym w Wielkiej Brytanii. Zaapelowali też do pozostałych państw członkowskich o przyjęcia i życzliwego wobec obywateli brytyjskich mieszkających w UE podejścia w tej sprawie.
Parlament Europejski poparł też ewentualne przedłużenie okresu negocjacyjnego, jeżeli poprosi o to Wielka Brytania, ale pod warunkiem, że miałoby to konkretny cel, jak np. uniknięcie Brexitu bez porozumienia, przeprowadzenia wyborów powszechnych lub referendum, wycofania się z art. 50 lub zatwierdzenia umowy o wystąpieniu przez brytyjski parlament.

 


Szczyt Unia-Wielka Brytania w Luksemburgu:
bez przełomu. Premier Wielkiej Brytanii spotkał się z przewodniczącym Komisji Europejskiej i głównym negocjatorem ws. Brexitu Michelem Barnierem w Luksemburgu. Przełomu jednak nie było, choć jak zdradzili urzędnicy unijni po spotkaniu: Johnson dopiero w trakcie spotkania miał zrozumieć funkcjonowanie jednolitego rynku europejskiego i sposobu funkcjonowania granic między państwami w ramach Unii.

Było to pierwsze spotkanie tych polityków od wyboru Johnsona na stanowisko premiera Wielkiej Brytanii.
Backstop (tzw. bezpiecznik irlandzki) to najważniejszy problem negocjacji. Ten mechanizm awaryjny polega na czasowym pozostawieniu obszaru Irlandii Północnej w unii celnej, aby uniknąć powrotu twardej granicy z Irlandią. Londyn jednak sprzeciwia się temu rozwiązaniu, obawiając się unijnej kontroli nad swym terytorium po wystąpieniu z Unii.
Wielka Brytania krytykuje fakt, że backstop miałby przestać obowiązywać dopiero, gdy UE i Wielka Brytania zawrą nową umowę handlową. Unia jednak przy nim obstaje obawiając się, że powrót tradycyjnej granicy między Irlandią a Irlandią Północną odnowi konflikt w tej części wyspy, który skończył się dopiero w 1998 roku.
Decydujący szczyt zaplanowano na 17-18 października. Wtedy też powinno się nastąpi ostateczna decyzja, czy do Brexitu dojdzie 31 października czy też po raz kolejny zostanie on opóźniony.
Błędu premiera nie da się usprawiedliwić – wywiad

Jacek Nizinkiewicz: Czy premier Mateusz Morawiecki poprawia wizerunek Polski na świecie?

Kazimierz Michał Ujazdowski, współzałożyciel PiS, poseł do PE, były minister kultury: Doprowadził do zmiany przez UNESCO nazwy Auschwitz na Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady (1940–1945): Zmiana na stanowisku premiera miała na celu poprawienie wizerunku Polski, przede wszystkim na arenie Unii Europejskiej. Pierwsze tygodnie urzędowania Mateusza Morawieckiego pokazały jednak, że znajomość angielskiego i europejski sznyt to za mało.

Premierowi brakuje doświadczenia w pracy publicznej, nie rozumie także mechanizmów międzynarodowych. Chcę jednak podkreślić że nawet bardzo sprawne PR-owo rządy, oraz gładki język polityczny nie odwrócą faktów.

Czyli?

Destrukcja Trybunału przyniosła osłabienie naszych zdolności kooperacyjnych w UE oraz popsuła opinię o Polsce. Destruując ład konstytucyjny na własne życzenie utraciliśmy walor aksjologiczny jakim jest szczególny związek Polski z wolnością i solidarnością. Obóz rządzący dużo mówi o doganianiu zachodu, w sferze werbalnej buduje przekaz o tym, że w niczym nie jesteśmy gorsi od Francji czy Niemiec.

Bo nie jesteśmy.

I faktycznie nie jesteśmy, ale żeby to przekonanie utrwalać na zachodzie powinniśmy w sposób cywilizowany prowadzić politykę krajową. Innymi słowy bez realne odmiany polityki wewnętrznej nie uda się odwrócić spadku polskiej pozycji na arenie międzynarodowej. Same słowa nie wystarczą. Zresztą, okazuje się, że i słowa wypowiadane przez premiera Morawieckiego przynoszą odwrotny skutek w stosunku do zamierzeń.

Czy wypowiedź w Monachium o izraelskich sprawcach Holocaustu była błędem premiera?

To błąd którego nie sposób usprawiedliwić. Nie popełnił go wcześniej żaden z polskich polityków. Mam pewność ze żaden z moich współpracowników w MKiDN nie mógłby popełnić takiego błędu.

Jakie są tego źródła poza brakiem doświadczenia państwowego premiera?

Obecną władzę gubi pycha i nieuznawanie dorobku dyplomatycznego poprzedników. Ponieważ w każdej sprawie wszystko chce się zacząć od początku, dysponuje się znacznie mniejszą wiedzą niż poprzednie ekipy rządzące.

Mam wrażenie ze polityka prowadzona jest bez poważnych konsultacji nawet wewnątrz własnego obozu.

Rzeczywiście, jak mówi premier, w 1968 roku nie było Polski i za pogrom kielecki odpowiedzialni się komuniści, nie Polacy?

Polska nie odpowiada za 1968 rok. Nie było suwerennych władz Rzeczypospolitej , a kampania antysemicka była podjęta przez władze partii komunistycznej w następstwie walki frakcyjnej. Kościół i niezależna opinia publiczna wystąpiła w obronie pokrzywdzonych Polaków pochodzenia żydowskiego. Uczciwi ludzie reagowali wtedy jednoznacznie. Jest Solidarność przemówiła w imieniu narodu, wyraziła piękny patriotyzm oraz umiłowanie Ojczyzny połączone z szacunkiem dla innych narodów. No ale ta władza nie potrafi pochwalić się poza Polska tradycja Solidarności, mam wrażenie że ją zaniedbuje mimo wielokrotnych deklaracji i odwoływania się do niej.

Jak polski rząd powinien zachować się w relacjach polsko-izraelskich?

Wszystkie rządy w Polsce po roku 1989 były jednoznacznie proizraelskie, w tym rząd PiS w latach 2005-2007. Dialog historyczny, empatia wobec uczuć Żydów w stosunku do Holocaustu oraz prawda historyczna cechowała działania polskich instytucji państwowych. Prosta kontynuacja tej polityki umacniałaby nasze bilateralne relacje. Obecnie, ze względu na doniosłość kryzysu, konieczne są wyjątkowe kroki na rzecz naprawy stosunków. Powołana niedawno Polsko izraelska grupa ds. dialogu to za mało. Rząd powinien prowadzić rozmowy na najwyższym szczeblu – premiera i szefa MSZ. Dobrze, że doszło do rozmowy premierów Polski i Izraela w niedzielę.

Co zrobić aby wyjść z kryzysu?

Konieczne wydaje mi się skorygowanie kontrowersyjnego przepisu – będzie to odebrane jako gest dobrej woli i sygnał do dialogu. Nie chodzi tutaj o pisanie prawa pod dyktando innego państwa, ale o zapewnienie dobrych relacji z partnerami przy jednoczesnej obronie polskich interesów. Ustawa o IPN nie przynosi Polsce realnych korzyści, na mocy tych przepisów nikt nie będzie w stanie ścigać zagranicznych dziennikarzy powielających nieprawdziwe informacje. Skoro prawo nie przyniesie realnych skutków a konfliktuje nas z sojusznikami to jaki ma sens utrzymywanie go w obecnym kształcie? Do jego zmiany namawiają przecież także osoby związane z obozem rządzącym jak pani Zofia Romaszewska czy premier Jan Olszewski.

Polski rząd ma kapitulować pod naciskiem obcego rządu?

Wycofanie się ze złych przepisów nie będzie w żadnym razie kapitulacją. Postulowałbym również zwiększenie środków na dialog naukowy – myślę tu o międzynarodowej konferencji naukowej, stypendiami dla historyków badających dzieje II wojny światowej ale również historii Polskich Żydów przed wojną. Doraźnie przyniosłoby to dobry skutek – byłby to jasny sygnał o dobrej woli ze strony Polski. Długofalowo, badania historyczne i działania edukacyjne są kluczem do dobrej opinii o Polsce w przyszłości. Szczególnie, że świadków Holokaustu oraz Żydów mających do Polski bliski, emocjonalny stosunek z każdym rokiem jest coraz mniej.

A czy nie jest tak, że to Izrael rozgrywa dzisiaj Polskę przed wyborami, a Polska jest ofiarą w walce między konkurencyjnymi ugrupowaniami?

Na pewno sprawa polska jest wykorzystywana w bieżącej walce politycznej w Izraelu. Jestem jednak przekonany, że ustawa o IPN i wypowiedzi polityków PiS odniosłyby podobny skutek w każdej sytuacji. Dowodzą tego reakcje środowisk żydowskich w Polsce które nie biota czynnego udziału w życiu politycznym Izraela.

Czy Polska traci na konflikcie z USA?

Wiedza o bardzo bliskich relacjach izraelsko – amerykańskie to elementarz elementarza politycznego. Nie można prowadzić polityki wobec Izraela w oderwaniu do kontekstu sojuszu z USA. Tym bardziej, że pod administracją Donalda Trumpa stosunki te jeszcze bardziej się umocniły. W sposób naturalny więc złe stosunki z Izraelem przekładają się na nasze relacje z USA. Oświadczenie Rexa Tillersona, bezprecedensowe w historii relacji polsko-amerykańskich pokazało skalę szkód. Przy skłóceniu Polski z państwami UE relacje z USA powinny być szczególnie pielęgnowane. Rząd nie wziął pod uwagę reperkusji międzynarodowych ustawy o IPN, która po roku leżenia w zamrażarce została uchwalona na użytek polityki wewnętrznej, po materiale TVN o organizacji nazistowskiej.

To posuniecie obnażyło skale niekompetencji i dowiodło braku strategii politycznej w stosunkach międzynarodowych.

Czy ustawa o IPN powinna również podejmować tak jednoznacznie temat banderyzmu?

Używanie prawa karnego w tej sprawie nie może przynieść nic poza dodatkowym pogorszeniem relacji. Polska ma prawo odnosić się bardzo surowo do rewitalizacji tradycji Bandery i trzeba mozolnie tłumaczyć naszym ukraińskim partnerom ze odwołanie to szkodzi naszym relacjom i patriotyzmowi ukraińskiemu jako podstawie niepodległego państwa. Mówiąc to musimy podkreślając wolę współpracy i wsparcia dla prozachodnich aspiracji Ukrainy. Miara dobrej polityki jest sprostanie trudnym wyborom i utrzymywanie sojuszu ważnego ze względu na bezpieczeństwo Polski w dyskomfortowych warunkach . używanie instrumentarium karnego jest całkowicie nie na miejscu.

Czy przeszłość i historia powinny determinować politykę zagraniczną? Pogrzebią polskie relacje z sojusznikami zagranicznymi?

Przeszłość mogłaby być atutem polityki zagranicznej gdyby obóz władzy dysponował doświadczeniem i empatią. Miarą dobrej polityki pamięci jest uniwersalizacja własnego dziedzictwa , nie zaś natrętne epatowanie własnymi przewagami. Jako państwo które pierwsze oparło się Niemcom Hitlera i zorganizowało największy w Europie ruch oporu możemy być obrońcami prawdy historycznej w skali międzynarodowej .Nie można jednak pogłębiać błędów jak w przypadku nowelizacji ustawy o IPN i mieć zdolność do uniwersalizacja własnych racji. Polska ma pięknie zapisana kartę historii 20 wieku. Wystarczy umiejętnie promować nasz wkład w pokój w Europie i walkę z totalitaryzmami. Aktywna dyplomacja i kreowanie „soft power” długofalowo przyniosłoby Polsce pożytek. I ostanie 28 lat, mimo wielu zaniechań i błędów podniosło reputacje polski także w sferze historycznej.

Czy PiS złożyło politykę międzynarodowa na ołtarzu „godnościowej” polityki wewnętrznej i słupków poparcia?

Kierownictwo PiS nie po raz pierwszy używa stosunków międzynarodowych do kreowania sukcesów w polityce wewnętrznej. Jest to pewien modus operandi tej formacji. Przynosi to złe skutki, których naprawa trwa latami.

Instrumentalnie wykorzystywana jest kwestia uchodźców, podniecane są nastroje antyniemieckie, które przypominają narrację PRL wobec RFN w latach 60, a potem 80tych, kiedy Reagan był zestawiany z Krzyżakami na plakatach propagandowych. Na zachodzie budzi to głębokie niezrozumienie i multiplikuje złe opinie o Polakach. Odbija się to na różnych płaszczyznach, nie tylko relacji międzypaństwowych ale także stosunku wobec Polaków pracujących na zachodzie dających przykład pracowitości i reprezentujących to co najlepsze w naszej narodowej naturze. Polityka zagraniczna jest sprawą ciągłej i długoletniej pracy.

Łatwo zniweczyć ten wysiłek?

Bardzo łatwo pogrzebać długoletnie wysiłki dla paru procent poparcia. Jest to jednak polityka nie tylko krótkowzroczna ale przynosząca Polsce realne szkody bieżące. W istocie polityka zagraniczna palona jest na ołtarzu walki wewnętrznej. W efekcie nasze aktywa na arenie międzynarodowej ulegają redukcji. Jest to w jakimś stopniu zła właściwość współczesnej polityki zorientowanej na zarządzania emocjami dla celów krótkoterminowych. Tylko ze dojrzałość polityczna dyktuje trzymanie miary i prymat interesu państwowego. Niestety obóz władzy przekroczył już wiele granic. Telewizja publiczna przedstawia przeciwników rządu , a nawet protestujące grupy zawodowe jako niegodziwców. Telewidz słyszy że każdy imigrant jest potencjalnym terrorysta. W pierwszym okresie swojego istnienia pis nawiązywał do pięknych tradycji polskiego patriotyzmu gdzie miłość do Ojczyzny związana była z szacunkiem do innych. Dziś psuje się patriotyzm obciążając go złymi emocjami i wyzbywa go ze zdolności do krytycznej refleksji.

Czy Polska może dostać mniejsze pieniądze w nowej perspektywie budżetowej ze względu na praworządność?

Problemy z praworządnością nie sprzyjają budowie dobrego klimatu wokół przyszłego budżetu UE. W sytuacji, w której nie brakuje głosów kwestionujących sens polityki spójności w obecnym wymiarze, propozycja KE wychodzi naprzeciw obawom i oczekiwaniom tych, którzy wskazują, że po latach obecności w UE Polska nie powinna być tak dużym beneficjentem środków unijnych. Związanie partycypacji w budżecie z kryteriami praworządności może być też argumentem, który przekona płatników netto do przekazania większych kwot do budżetu.

Kiedy broniłem niezależności TK miałem na względzie dobro państwa i obywateli a nie opinię Komisji Europejskiej. Jednocześnie przestrzegałem, że destrukcja demokracji konstytucyjnej ograniczy nasze możliwości sojusznicze w UE. To się właśnie dzieje. Niestety trzeba liczyć się ze stratami finansowymi nawet jeśli nie będzie to decyzja sformalizowana.

z Kazimierzem M. Ujazdowskim rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

wywiad dla www.rp.pl

Korekta przepisów i dialog – wywiad

Andrzej Grajewski: Panie pośle Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o nowelizacji IPN, a jednocześnie skierował jej niektóre przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, to dobra decyzja ?

Szkoda, że Prezydent Duda nie przyjął odpowiedzialności za wyjście z kryzysu i rozwiązanie problemu. Liczyłem na to, że jeśli zdecyduje się na podpisanie ustawy, to od razu zapowie jej racjonalną nowelizację. Mógł powołać się na krytyczne głosy w swoim obozie politycznym na czele z opinią premiera Olszewskiego. Wniosek do TK i to w formule kontroli następczej to przesunięcie odpowiedzialności na instytucję, która nie jest odpowiedzialna za prowadzenie polityki historycznej.

W 2006 r., jako minister kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie Jarosława Kaczyńskiego zainicjował Pan zmianę wpisu na listę światowego dziedzictwa UNESCO nazwy KL Auschwitz, która po modyfikacji brzmiała” „Były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady”. Jakie to miało znaczenie?

Myślę, że zasadnicze. Sukcesy, które polska strona odniosła w procesach cywilnych, podejmowanych przede wszystkim przez kancelarię mecenasa Lecha Obary, w pozwach skierowanych przeciwko instytucjom używającym sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” powoływały się często właśnie na tę nazwę, obowiązującą w sferze globalnej. To w ostatnich miesiącach, po długich latach procesowania się, polskie sądy, ale także sądy obce , uznały polskie powództwa i byliśmy na dobrej drodze rozszerzenia ochrony dobrego imienia Polski. Oczywiście musimy się także liczyć z tym, że na świecie są i będą w przyszłości działać środowiska jawnie antypolskie i z ich strony będziemy mieli do czynienia z działaniami w złej woli i zafałszowaniem historii. Żadne prawo nie zagwarantuje nam, że zniknie antypolonizm. Nie zmienia to faktu, że w 2006 r. poprzez zmianę nazwy KL Auschwitz otrzymaliśmy istotny instrument do walki z kłamstwem o „polskich obozach zagłady”. Podkreślam, mec. Lech Obara osiągał sukcesy w tej dziedzinie wytaczając procesy cywilne, nie karne, gdyż to właśnie one są najskuteczniejszą metodą zwalczania tego rodzaju kłamstwa, dolegliwą także finansowo dla tych, którzy dopuszczają się fałszu historycznego.

Jaką rolę w tych zabiegach na forum UNESCO odegrały wówczas władze Izraela ?

Wychodząc z tą inicjatywą nie uzasadnialiśmy jej polskim bólem wynikającym z fałszywych oskarżeń, czy polskimi oczekiwaniami, ale dobrem wspólnoty międzynarodowej. We wniosku do UNESCO, już w pierwszej fazie kampanii dyplomatycznej argumentowaliśmy, że prawda historyczna i szacunek dla ofiar, zamordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych i obozach zagłady jest dobrem wspólnoty międzynarodowej, a nie tylko polskim roszczeniem. To był pierwszy klucz do sukcesu. Drugim była kooperacja z państwem Izrael, a także z żydowskimi środowiskami na całym świecie. To się nie obyło bez wahań, a także kryzysów w trakcie procesu podejmowania decyzji w tej sprawie. Szczególnie w ostatniej fazie postępowania, ale ustawienie tego problemu na płaszczyźnie uniwersalnej doprowadziło do tego, że podczas głosowania wszystkie państwa reprezentowane w Komitecie Światowego Dziedzictwa UNESCO opowiedziały się za wnioskiem złożonym przez Polskę.

Co zdecydowało o zainicjowaniu przez Pana tej batalii ?

Oczywiście najważniejsze były argumenty obiektywne. Powtarzane przez światowe media kłamstwo o „polskich obozach zagłady”, nawet przyjmując, że nie zawsze stała za tym zła wola, przynosiło wymierne, negatywne skutki wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej. Jednak ta decyzja była podejmowana także nie bez kontekstu osobistego. W KL Auschwitz został zamordowany mój dziadek, zanim jeszcze ruszyła wielka machina zagłady. Dla mojej rodziny to było kluczowe wydarzenie. Przeżywaliśmy II wojnę światową właśnie z tej perspektywy. Chciałbym także podkreślić, że wielką rolę w batalii na forum UNESCO odegrał mój ówczesny zastępca śp. Tomasz Merta, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski wspominając tamte działania mówił, że włączyła się do nich także polska dyplomacja, podkreślając w ten sposób, że sukces osiągnięte przez korelację działań na różnych obszarach.

To jest prawda. Pani minister Anna Fotyga była bardzo zaangażowana w to przedsięwzięcie i z pewnością MSZ bardzo nas wspierała. Istotne było także wsparcie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wielkiego zwolennika dialogu polsko-żydowskiego. Przy jego wsparciu zaczęło wówczas powstawać Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie, więc mieliśmy dobry kontekst historyczny. Przede wszystkim jednak inaczej była wówczas ukształtowana polska polityka historyczna, z akcentem na wymiar uniwersalny, a nie w formule obrażonego dziecka kłócącego się z całym światem.

Premier Jan Olszewski, niekwestionowany autorytet prawny, ale także moralny nazwał nowelizację ustawy o IPN bublem prawnym, wskazując na szereg wadliwie skonstruowanych przepisów. Na czym, Pana zdaniem polegał błąd tej legislacji ?

Ta ustawa była złym owocem pośpiechu, który niestety jest charakterystyczny dla kultury politycznej obecnej władzy. Ważne projekty legislacyjne są przygotowywane według metody „ zróbcie to za godzinę”.

Ale ten projekt przecież blisko dwa lata leżał w Sejmie.

Tak, ale kiedy powstawał, działo się to w atmosferze wielkiego pośpiechu, a później długo nikt się nim nie zajmował. Dlatego nie przemyślano, czy to jest projekt lepszy, czy gorszy, od przygotowanego w 2013 r., także przez klub Prawa i Sprawiedliwości. Tamten projekt, w mojej ocenie był racjonalny. Koncentrował się na odpowiedzialności karnej za wprowadzenie do obiegu formuły „polski obóz śmierci” oraz na oskarżaniu polskiego państwa o współudział w Holokauście. Niestety nie został uchwalony, gdyż Platforma go nie wsparła. Bez szerszej refleksji stworzono w 2016 r. nowy projekt, później go „zamrożono”, a następnie, także bez refleksji podjęto i uchwalono. Ta nowelizacja jest dowodem braku solidnej kultury państwowej wśród elit rządzących.

Pojawiają się także wątpliwości, czy na podstawie tego prawa będzie możliwe ściganie cudzoziemców?

Wydaje mi się, że ten przepis jest zbyt zgeneralizowany, aby mógł być efektywny. To kwestia respektowania orzeczeń polskich sądów przez sądy innych krajów. Dlatego tak wielką wagę przykładam do wysiłków pana mecenasa Lecha Obary, wytaczającego w tych sprawach procesy z powództwa cywilnego. W ich efekcie doszło do przeformułowania orzecznictwa w polskich sądach, które jeszcze parę lat temu z dużą rezerwę odnosiły się do tego typu powództw. Teraz nie tylko polskie sądy uznały godność i tożsamość narodową jako element dóbr osobistych, ale nawet sądy niemieckie zaczęły respektować wyroki sadów polskich.Tego bowiem dotyczył ostatni sukces mec. Obary. Sąd w Koblencji wymógł na stacji telewizyjnej ZDF wykonanie wyroku polskiego sądu. Osiągnięto ten efekt koncentrując się na odpowiedzialności za sformułowanie „polski obóz koncentracyjny”. To nie budzi żadnych kontrowersji na płaszczyźnie międzynarodowej i w końcu o to chodzi, aby temu rodzajowi kłamstwa skutecznie się przeciwstawić. Można było pomyśleć o zasileniu powództw cywilnych, o stałej obecności w nich prokuratury, gdyż prokuratura może wejść w każde postępowanie cywilne o takich instrumentach, które rzeczywiście dawałyby postęp w tej sprawie.  Udało mi się przekonać prokuraturę do przystąpienia do procesu Ossewski przeciw Axel Springer z pożytkiem dla sukcesu w tej sprawie.

Jak negatywne reakcje Izraela i Departamentu Stanu USA na nowelizację ustawy o IPN oceniane są w Parlamencie Europejskim ?

Od kilku miesięcy Polska nie ma dobrej opinii w Europejskim Parlamencie, a więc także w tym sporze nie należy liczyć na specjalną życzliwość tego gremium. Mówię o tym z wielkim bólem, ale tak jest. Wydaje mi się, że ten spór dla parlamentu był wielkim zaskoczeniem, gdyż Polska uchodziła za dobrego sojusznika zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Izraela. W sprawach bliskowschodni Izrael mógł z reguły liczyć na wsparcie z naszej strony. Warto przy tym pamiętać, że na tym forum Izrael nie ma najlepszej prasy. Jest tutaj, zwłaszcza po stronie europejskiej lewicy, wielu zwolenników sprawy palestyńskiej. Jest więc zaskoczenie, że otwieramy jeszcze jedną płaszczyznę konfliktu.

Weto prezydenta otwiera możliwości skorygowania niektórych zapisów ustawy o IPN, ale pozostaje pytanie, co w szerszej płaszczyźnie możemy zrobić, aby załagodzić konflikt z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi ?

Uważam, że można wyjść z tej sytuacji deklarując korektę kontrowersyjnego przepisu i podejmując na arenie międzynarodowej inicjatywy, przynajmniej w dwóch sprawach. Myślę o dużej konferencji międzynawowej, która potwierdziłaby, że pamięć o zbrodniach II wojny światowej, pamięć o Holokauście i zbrodniach popełnionych na innych narodach jest dobrem wspólnoty międzynarodowej. Można wykorzystać świetny głos ministra spraw zagranicznych RFN Sigmara Gabriela, jako argument  za tą inicjatywą.. Kolejnym krokiem byłoby przygotowanie przez Polskę projektu konwencji w sprawie szczególnej ochrony terenów byłych obozów koncentracyjnych i zagłady, gdyż duża część z nich jest poza ochroną publiczną. Doświadczyliśmy tego w sprawie Gusen. Pamiętamy ,ze protesty Pani Minister Gawin zapobiegły tam pracom, które były objawem braku szacunku dla ofiar zbrodni. Polska mogłaby być inicjatorem konwencji, nakładającej obowiązek szczególnej ochrony tych obszarów. Gdybyśmy zadeklarowali korektę przepisów i dialog, możliwe byłoby wyjście z sytuacji kryzysowej. Wymaga to jednak także przestawienia doktryny w polityce historycznej na taką, która umieszcza polskie doświadczenie w płaszczyźnie uniwersalnej i czyni je atrakcyjnym dla wspólnoty międzynarodowej.

z Kazimierzem M. Ujazdowskim rozmawiał Andrzej Grajewski

wywiad został opublikowany w tygodniku Gość Niedzielny

Polska wybiera sztywną nieufność – wywiad

Jacek Nizinkiewicz: Czy Polsce grożą unijne sankcje?

Kazimierz Michał Ujazdowski, prawnik, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, poseł do Parlamentu Europejskiego: Perspektywa sankcji w takim sensie, o jakim stanowią traktaty, jest bardzo odległa. To nie usprawiedliwia jednak polityki obozu władzy.

Czyli rząd nie ma się czym przejmować?

Polska już teraz ponosi potężne straty wskutek samoizolacji.

Konkretnie jakie?

Nasi sojusznicy rozpływają się jak sok malinowy na słońcu. Utraciliśmy możliwość gromadzenia poparcia dla naszych postulatów. Alians z Węgrami ma sens defensywny, nie pozwala na działanie pozytywne. Proszę zauważyć to, co się dzieje w naszym regionie. UE powoli reintegruje się bez naszego udziału. Znaczący jest proeuropejski zwrot w Czechach i na Słowacji.

Przykłady?

Andrej Babiš (szef partii ANO, która wygrała październikowe wybory w Czechach – red.) dokonał proeuropejskiej korekty. Podczas ostatniej sesji w Strasburgu słuchaliśmy bardzo proeuropejskiego przemówienia prezydenta Słowacji Andreja Kiski. Bałtowie nastawieni są stale na kooperację z centrum UE. Podobny wybór staje się udziałem Bułgarii i Rumunii. Prowadzenie polityki pomimo UE i ostentacyjnie wbrew niej wydatnie obniża nasz prestiż i możliwości. W ostatnich dniach ważyła się decyzja o wyborze miejsc dla przenoszonych z Wielkiej Brytanii unijnych agencji. Kandydatura Warszawy była zupełnie marginalna, nietraktowana jako realna w procesie negocjacji.

Rządzący twierdzą, że Polska wreszcie prowadzi politykę podmiotową.

W polityce europejskiej nie trzeba wybierać między podążaniem za silniejszymi a walką ze wszystkimi. To, że można prowadzić inną politykę – nastawioną na Europę, ale zachowującą własną tożsamość kulturową, staje się oczywiste w innych krajach naszego regionu. Można niezgodę na politykę migracyjną Junckera łączyć z wolą aktywnego partycypowania w Unii. My tymczasem, wybierając sztywną, ostentacyjną nieufność, pozostajemy nierozumiani. Postrzegani jesteśmy w regionie jako nieracjonalni, tracąc kolejne szanse i pola dla propozycji pozytywnych.

Czy rzeczywiście ci, którzy głosowali za rezolucją, nie mają prawa nazywać się Polakami, jak twierdzi PiS?

Inwektywy na bok. Istotne jest to, że nie da się usprawiedliwić głosowania za rezolucją, która zapowiada sankcje dla Polski. Jestem przeciwnikiem przenoszenia sporu wewnętrznego na arenę międzynarodową. Krytykuję rząd PiS w Polsce, zachowuję milczenie na zewnątrz. To kwestia nie tylko zasad, ale także rozsądku. Opozycja musi wygrać wybory własnymi siłami. Kluczem do zmiany władzy w Polsce jest odnowienie sił opozycji i odzyskanie jej samodzielności w myśleniu, a nie odwoływanie się do instancji europejskich.

Czy konflikt Polski z Ukrainą jest wymarzonym scenariuszem Kremla?

Nie potrafimy prowadzić polityki wobec Ukrainy. W czasie Majdanu byliśmy gorącymi rzecznikami jej niepodległości. Na deklaracjach poparcia poprzestano. Nie zbudowaliśmy ściślejszych relacji gospodarczych, nie potrafimy animować współpracy naukowej. Nie ma też przemyślanej polityki imigracyjnej wobec Ukraińców przybywających do naszego kraju, za co w przyszłości możemy płacić niemałą cenę.

Co rząd powinien robić ws. relacji z Ukrainą?

Polski rząd powinien animować stały dialog historyczny z elitami tego kraju, tłumaczyć im, że od tradycji Bandery zaczadzą się nasze relacje i źle służy to ukraińskiemu patriotyzmowi. Inicjatywy poważnego dialogu nie zostały podjęte, a gdy zdarzają się ekscesy nie potrafimy powściągnąć emocji.

Rację ma Tusk pisząc, że pogorszenie relacji Ukraina – Polska to realizacja kremlowskiego scenariusza?

To oczywiste, że Moskwa gra na wzniecenie polsko – ukraińskiego antagonizmu, tak jak rosyjska ręka wspomaga skrajny nacjonalizm, po to by stworzyć napięcie miedzy Polska a światem Zachodu. Rosja jest żywotnie zainteresowana rozbratem Polski z Europą. Jeśli Polska chce wrócić do aktywnej polityki wschodniej musi być zakotwiczona w UE. Tylko jako stabilny i obliczalny partner państw europejskich możemy zwiększać zainteresowanie Europy jej bezpieczeństwem i oddziaływaniem na sąsiedztwo w wymiarze wschodnim.

Co może zrobić opozycja?

Alternatywa dla PiS powinna odwoływać się do najlepszych tradycji polskiego patriotyzmu, a nie opinii KE. PiS chce przekonać opinię publiczną, że opozycja jest partią zagranicy. Opozycja musi planować samodzielnie, w przeciwnym razie spełni cele propagandowe obozu władzy. Ponadto rezolucja pod wpływem lewicy zawiera żądania sprzeczne z prawem osoby ludzkiej do życia, chronionym przez orzecznictwo TK. Nie można bronić niezależności sądu konstytucyjnego i kwestionować jego dorobku w sprawie tak fundamentalnej dla praw człowieka.

Czy Donald Tusk powinien zabierać głos ws. Polski, jak to zrobił na Twitterze?

Broniłem kandydatury Donalda Tuska na szefa UE ze względu na wymóg solidarności narodowej. Uważam nadal, że pełnienie tej funkcji może być podwójnie korzystne: dla Polski i dla Europy. Nie przyjąłem dobrze jego ostatniej wypowiedzi. Nawet jeśli trudno mu uniknąć komentowania stanu polskiej polityki, to musi zachować szczególny dystans i powściągliwość. Dziś jego główną powinnością jest prowadzenie prac Rady Europejskiej i koordynowanie wysiłków państw. Tej misji nie można pogodzić z czynnym udziałem w polityce wewnętrznej. Jego prestiż w oczach Polaków będzie proporcjonalny do zachowania powściągliwości. Dodam też, że każdy przewodniczący Rady kształtuje standard instytucjonalny. W PE nie brak zwolenników praktycznej likwidacji tej funkcji i zespolenia jej ze stanowiskiem szefa Komisji. Warto zatem, sprawując tę funkcję, dbać o jej prestiż.

W Sejmie ruszyły prace nad prezydenckimi projektami ustaw w sprawie KRS i SN. Jak pan ocenia przebieg prac i konsultacji między głową państwa a PiS?

Prezydent zachęcał do otwartych konsultacji, tymczasem uzgadnianie wspólnego stanowiska ws. ustaw sądowych, a więc także przyszłego stanowiska prezydenta, odbywało się w tajemnicy przed opinią publiczną.

To antystandard niweczący transparentność.

Prezydencki projekt ustawy o SN wprowadza m.in.: możliwość wniesienia do SN skargi na prawomocne orzeczenie każdego sądu, przepis, by sędziowie SN przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat z możliwością wystąpienia do prezydenta o przedłużenie orzekania oraz utworzenie Izby Dyscyplinarnej z udziałem ławników.

Projekt skargi nadzwyczajnej jest wyrazem pogodzenia się z tym, że wymiar sprawiedliwości nie będzie działał dobrze. Albo reformujemy sądownictwo, albo myślimy w opozycji do niego. Trzeba przywrócić efektywne sądownictwo bez środków nadzwyczajnych, tworzących stałą niepewność co do orzeczeń. Jeśli kasacja w obecnym kształcie się nie sprawdziła, to można rozważyć powrót do stosowanej niegdyś rewizji nadzwyczajnej. Natomiast sięganie po instytucje, które podają w totalną wątpliwość orzeczenia ostateczne, wywoła skutki odwrotne do zamierzonych.

Projekt zakłada m.in., że obecni członkowie KRS-sędziowie pełnią swe funkcje do dnia rozpoczęcia wspólnej kadencji wszystkich członków Rady, także sędziów, wybranych na nowych zasadach przez Sejm (dotychczas wybierały ich środowiska sędziowskie – red.). Sejm wybierałby nowych członków KRS-sędziów większością 3/5 głosów na wspólną czteroletnią kadencję; w przypadku klinczu każdy poseł mógłby głosować w imiennym głosowaniu tylko na jednego kandydata spośród zgłoszonych. Czy te ustawy doprowadzą do sanacji sądownictwa?

Działania PiS nie prowadzą do reformy sądownictwa, poprawy jakości orzekania i podniesienia standardu ochrony praw jednostki. Gdyby tak było, w centrum uwagi znajdowałoby się otwarcie zawodu dla najbardziej kompetentnych prawników ze wszystkich zawodów prawniczych, a także troska o efektywne i uproszczone procedury. Tymczasem PiS dąży do prostego panowania nad sądownictwem. Publicznie rekomendowałem prezydentowi reformę sądownictwa z poszanowaniem niezależności KRS. We wrześniu proponowałem, aby odpowiedzialność za sądownictwo dzielić ze środowiskiem sędziowskim i poszanowaniem jego autonomii, aby wybór sędziów uczynić maksymalnie transparentnym i konkursowym. Nominacje sędziowskie byłyby przedmiotem współdecyzji prezydenta i niezależnej KRS. Prezydent wybrał inną opcję, godząc się na wybór sędziowskiej części KRS przez Sejm. Doceniam to, że prezydent stawia opór i nie chce zmonopolizowania KRS przez partię rządzącą. Obawiam się jednak, że jego propozycje są coraz mniej zrozumiałe, a kierownictwo PiS ostatecznie dopnie swego.

z Kazimierzem M. Ujazdowskim rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

wywiad dla www.rp.pl

Francuska kultura polityczna jest ważniejsza od ram prawnych – wywiad

Maciej Piotrowski: Jedną z funkcji opozycji jest kontrola władzy. Jak realizuje się ją we Francji?

Kazimierz Ujazdowski: We francuskiej kulturze politycznej jest wiele przestrzeni dla debaty publicznej, a parlament i siły opozycyjne zawsze dysponowały tam silnymi instrumentami kontroli władzy. Regulacje prawne to tylko pochodna nieformalnych zasad, które wykształciła tamtejsza demokracja. Francja jest krajem, w którym istnieje realny pluralizm polityczny, medialny, społeczny, a Francuzów charakteryzuje krytyczne podejście do prezentowanych poglądów. To podstawowy czynnik, który pozwala opozycji wypełniać swoje funkcje

A jak wygląda to z punktu prawnego?

We francuskim parlamencie zawsze mieliśmy do czynienia z intensywnymi dyskusjami, zderzeniami idei i stanowisk. Było tak nawet w epoce de Gaulle’a, mimo że on sam i wspierające go formacje polityczne dominowały w parlamencie i nie było mechanizmów prawnych podnoszących rolę opozycji.

Opozycja została świadomie dowartościowana za czasów prezydentury Valéry’ego Giscarda d’Estainga. Podniesiono wówczas jej status w parlamencie i dano prawo do składania wniosków do Rady Konstytucyjnej (wcześniej deputowani i senatorzy takiego prawa nie mieli). Ostatnia reforma konstytucji z lipca 2008 roku dodatkowo wzmocniła uprawnienia opozycji, dając jej szczególne funkcje kontrolne i osobne pasmo czasu parlamentarnego. Dziś porządek obrad jest tak kształtowany w ten sposób, że jego część jest wyznaczana przez partie opozycyjne. Na mocy reformy prezydent jest zobligowany do poddania nominacji na wysokie stanowiska państwowe, opinii specjalnej komisji parlamentarnej. Wprowadzono również nowy model referendum, z możliwością inicjowania go przez ugrupowania opozycyjne wspierane przez odpowiednią grupę obywateli.

Czy francuska opozycja i rząd potrafią współpracować?

Kooperacja rządu i opozycji dotyczy przede wszystkim polityki zagranicznej, co również wypływa z tamtejszej kultury politycznej. We Francji nie ma tradycji aktywności partii politycznych na arenie międzynarodowej i europejskiej. Stąd francuskie delegacje w Parlamencie Europejskim są mniej ekspansywne niż delegacje z innych krajów. Odróżnia ich to przede wszystkim od Niemców, którzy potrafią aktywnie działać zagranicą przez partie polityczne.

We Francji politykę zagraniczną realizuje przede wszystkim państwo i jego struktury dyplomatyczne. Parlamentarzyści mają instynkt państwowy i do rzadkości należą sytuacje, w których dochodzi do samodzielnych działań partii opozycyjnych na arenie międzynarodowej. Stąd bierze się daleko posunięta solidarność w obsadzie stanowisk międzynarodowych. Francuzi potrafią dobrze wykorzystywać własne zasoby i jednoczyć się przy realizowaniu francuskich interesów.

Jak to jest możliwe?

Tu kluczowe znaczenie ma powszechna akceptacja dla działania państwa, a nie partii. Nawet rządząca jeszcze kilka miesięcy temu Partia Socjalistyczna nie była aktywna na arenie europejskiej, tak jak aktywna jest niemiecka SPD czy włoscy socjaliści.

Mamy tu do czynienia z kulturą lojalności na zewnątrz i przekonaniem, że należy podporządkować się państwu. Polityka zagraniczna jest oparta na niepodważalnym interesie państwowym. Mimo że siły polityczne bardzo często proponują alternatywne rozwiązania w dziedzinie polityki zagranicznej i europejskiej, co było widoczne w kampanii wyborczej, to kluczową rolę w wypracowaniu strategii państwowej ma biurokracja i środowiska eksperckie. Struktury odpowiedzialne za politykę zagraniczną agregują wiedzę, tworzą pamięć państwa i biorą udział w formułowaniu strategii.

Czy to odnosi się także do partii radykalnych? Czy one również nie sprzeciwiają się działaniom państwa w polityce zagranicznej?

Siły anty-systemowe być może nie akceptują tego porządku, czemu dają wyraz w debacie wewnętrznej, ale nie podważają pozycji państwa francuskiego na zewnątrz. Marine Le Pen i Jean-Luc Mélenchon potrafili krytykować establishment europejski i tamtejsze partie dominujące, ale nigdy nie atakowali przedstawicieli francuskiego państwa podczas ich działań w polityce zagranicznej. W swojej dotychczasowej aktywności w Parlamencie Europejskim nie słyszałem, by którykolwiek polityk, łącznie z reprezentantami skrajnej lewicy i skrajnej prawicy, wprost podważałby działania rządu francuskiego.

z Kazimierzem M. Ujazdowskim rozmawiał Maciej Piotrowski

wywiad dla www.instytutwolnosci.pl

Absolutny sukces Macron

V Republika raz jeszcze potwierdziła swą efektywność w zmienionych warunkach politycznych. Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich mechanizm konstytucyjny z preferencją dla władzy prezydenta i większościowym prawem wyborczym działał na rzecz Macrona.

Wybory we Francji dały Macronowi większość absolutną i przyniosły największą wymianę elity parlamentarnej od 1958 roku, gdy De Gaulle ustanawiał V Republikę. Nie ma jednak pewności, że nowa prezydentura podniesie jakość polityki francuskiej i da impuls do prawdziwych reform na rzecz konkurencyjności francuskiej gospodarki.

Koalicja na rzecz większości prezydenckiej uzyskała superwiększość 350 mandatów na 577. Partia Republika Naprzód! (En Marche), uzyskując 308 mandatów, będzie niezależna od koalicjanta wewnętrznego Francois Bayrou, przywódcy Ruchu Demokratycznego (MoDem), reprezentowanego przez 42 deputowanych. Wedle powyborczych deklaracji deputowani MoDem stworzą osobną grupę parlamentarną. Wybory zdetronizowały Partię Socjalistyczną (wraz z sojusznikami uzyskała 44 mandaty) i poważnie osłabiły Republikanów (wraz z koalicjanyami 137). Marine Le Pen i Jean Louis Melenchon będą członkami Zgromadzenia Narodowego, ale bez możliwości poważnego wpływu na prace parlamentu (Francja Niepokorna Melenchona wraz z Francuską Partia Komunistyczną uzyskały 27 mandatów, Front Narodowy zaledwie 8).

Rezultaty wyborów brane powierzchownie mogą tworzyć wrażenie potężnej fali poparcia dla urzędującego prezydenta. Tymczasem wyraźna większość dla En Marche powstała wskutek zbiegu kilku czynników, a odrzucenie starej klasy politycznej jest zaledwie jednym z nich. Jerome Jaffre, szef jednego z centrów badania opinii publicznej w wywiadzie dla Le Figaro z 13 czerwca przypomniał, że partie prezydenckie uzyskiwały w przeszłości lepsze rezultaty (np. 42% dla UMP w 2007 po zwycięstwie Sarkozy’ego). En Marche jest beneficjentem najniższej frekwencji wyborczej w historii politycznej V Republiki (48,71% i 42,6 % w 1. i 2. turze) i demobilizacji konkurentów. W domach zostali ci wyborcy, którzy w drugiej turze wyborów prezydenckich nie chcieli wybierać między Macronem a Le Pen. Odnotować trzeba absencję wyborców FN i Francji Niepokornej Melenchona. Obie formacje uzyskały wyniki niemal dwukrotnie mniejsze niż w wyborach prezydenckich. Macron wysuwając na fotel premiera Édouarda Philippe’a należącego do Republikanów przejął cześć wyborców tej partii wprowadzając w stan konfuzji wielu wyborców centroprawicy.

Wreszcie V Republika raz jeszcze potwierdziła swą efektywność w zmienionych warunkach politycznych. Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich mechanizm konstytucyjny z preferencją dla władzy prezydenta i większościowym prawem wyborczym działał na rzecz Macrona. Wypada przypomnieć, że reforma konstytucji z 2002 skróciła kadencję prezydenta z 7 do 5 lat, zrównując ją z kadencją Zgromadzenia Narodowego. Została pomyślana jako antidotum na złe skutki cohabitation i mocno sprzyja efektowi prezydenckiemu w wyborach parlamentarnych.
To, czy prezydentura Macrona przyniesie Francji rzeczywisty wzrost, zależy od woli reform i odwagi w redukowaniu państwa dobrobytu

Macron uzyskał komfort stabilnego rządzenia, dziś największy w skali Europy. Nie tylko Theresa May po niefortunnych przedterminowych wyborach, ale także kanclerz Merkel może żywić uczucia zazdrości zważywszy, że jeszcze nie tak dawno prezydenturę Hollanda paraliżowały wewnętrzne konflikty w Partii Socjalistycznej. Już pierwsze kroki prezydenta na arenie europejskiej pokazują, że Francja może wrócić do roli współgospodarza Europy. Proeuropejski język nowego prezydenta w żadnym razie nie oznacza zmniejszenia ambicji. Dla Macrona euroentuzjazm nie jest wyrazem dołączenia się do Niemiec, lecz aspiracji do sprawowania wspólnie z Berlinem przywództwa w UE.

Jednak to, czy prezydentura Macrona przyniesie Francji rzeczywisty wzrost, zależy od woli reform i odwagi w redukowaniu państwa dobrobytu. Można sądzić, że En Marche ma nastawienie proreformatorskie i jest wolny od etatystycznego podejścia, które utrzymuje słabość Francji. Ta część Republikanów, która przystąpiła do obozu władzy i jest gotowa wesprzeć Macrona, tłumaczy to zamiarem uczestnictwa w projekcie głębokich reform. Ale podstawową przeszkodą jest opór materii, przywiązanie Francuzów do etatystycznego modelu ekonomii połączonego z silną osłoną socjalną.  Macron zaprezentował w wyborach świeżość i nowy styl uprawiania polityki, ale jego program gospodarczy nie był ani śmiały ani konkretny. Zdecydowanie wyższy poziom modernizacyjnych ambicji wyrażał program Fillona (polecam mój tekst „Francja czeka na reformy”). Wiele mówi podejście Macrona do reformy strefy euro zakładające interwencjonizm i uwspólnotowienie długów.

Macron doprowadził do całkowitej destrukcji Partii Socjalistycznej – formacji, z którą jeszcze dwa lata temu był związany jako minister w rządzie Hollande’a. Ktoś zauważył, że Socjaliści schodzą ze sceny w rocznicę manifestu z Epinay z czerwca 1971 roku, od którego zaczął się marsz do władzy Mitteranda. Wymiana elity parlamentarnej jest powszechnie identyfikowana w analizach wyborczych. Wypada zauważyć, że nie jest ona tylko dziełem En Marche. Aż 70 % kandydatów Republikanów, którzy znaleźli się w drugiej turze, to ludzie bez stażu parlamentarnego. Komentatorzy mylą się więc obwieszczając koniec postgaullistowskiej centroprawicy. Republikanie uzyskali 113 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym i nawet jeśli część z nich zasili obóz władzy, to większość tej partii ma zdolność do uformowania racjonalnej i wiarygodnej opozycji. Politycy tacy jak Ciotti, Morano i Wauquiez już dziś obierają ten kierunek. Francuzi okazali instynkt państwowy dając większość nowemu prezydentowi. Nie wyzbyli się jednak ducha sprzeciwu i kontestacji.  Ten z kolei będzie wspierał tych, których stać na budowanie atrakcyjnej alternatywy dla rządzących.

Kazimierz M. Ujazdowski

tekst ukazał się na stronach www.NowaKonfederacja.pl

Dyplomacja – ofiara strategii PiS – wywiad

Rzeczpospolita: Czy Jacek Saryusz-Wolski ma szanse zostać nowym szefem Rady Europejskiej?

Kazimierz M. Ujazdowski: Moim zdaniem nie. Szanuję dorobek posła Saryusz-Wolskiego, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego zgodził się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Sensem tej operacji jest wprowadzenie w błąd polskiej opinii publicznej, że możliwa jest alternatywna polska kandydatura. Tymczasem realny wybór jest między kontynuacją misji Donalda Tuska a objęciem tej funkcji przez cudzoziemca, który z pewnością będzie miał wrażliwość daleką od oczekiwań Polski i naszego regionu.

Czy kandydowanie byłego członka PO może zablokować szanse na reelekcję Donalda Tuska?

To mało prawdopodobne. Nie można jednak wykluczyć, że otworzy to drogę dla nowej kandydatury.

Gdzie dwóch Polaków się bije, tam może skorzystać ktoś trzeci?

Jeśli tak się stanie, przypadek ten będzie opisywany w podręcznikach poświęconych historii Unii Europejskiej. Nigdy dotąd waśń narodowa nie doprowadziła do tak spektakularnych porażek. Wyobrażam sobie tytuł rozdziału takiej książki: „Polski syndrom”.

Czy list Beaty Szydło do liderów państw Unii Europejskiej to przenoszenie spraw wewnętrznych na arenę międzynarodową?

Zbyt wielu polskich polityków z obu stron barykady traktuje Unię jako arenę do rozgrywania polskich konfliktów wewnętrznych. To teraz największy problem. Przywódcy państw Unii nie rozumieją takiej postawy polskich partnerów. Nie wiedzą, jak z nimi rozmawiać, jak szukać konstruktywnych rozwiązań. Z ich punktu widzenia problemem nie jest uzyskanie przez którąś ze stron doraźnej przewagi w perspektywie następnych wyborów w Polsce, ale spójna i ofensywna reakcja na Brexit, zmieniającą się sytuację międzynarodową, bezpieczeństwo światowe czy coraz bardziej widoczny kryzys instytucjonalny Unii. W tych sprawach brakuje polskiego głosu i to największa strata wynikająca z obecnej sytuacji.

Jarosław Kaczyński i politycy PiS twierdzą, że Tuskowi mogą zostać postawione zarzuty karne.

Próba zablokowania kandydatury Donalda Tuska służy z pewnością uderzeniu w obóz polityczny, z którego się wywodzi. Nie mogę natomiast spekulować, czy istnieje taki plan, o jakim pan wspomina.

Czy rząd PiS może liczyć na poparcie Grupy Wyszehradzkiej dla swojej inicjatywy?

Dążenie do wzmacniania pozycji Polski w regionie powinno być jednym z istotnych celów polskiej polityki. Z czasem mogłoby to przyjąć postać politycznego przywództwa w tej części Europy. To jednak wymaga wielu lat konsekwentnych działań, budowania pozycji Polski jako wiarygodnego i poważnego partnera, a przede wszystkim szukania wspólnych dla całego regionu interesów, które moglibyśmy reprezentować wobec innych dużych państw Unii. Niestety, nie potrafiliśmy wypełnić realną treścią współpracy regionalnej. Grupa Wyszehradzka nie ma jednak żadnego interesu w blokowaniu Donalda Tuska. Wręcz przeciwnie, Czesi i Słowacy widzą w nim wyraziciela regionu, a Węgrzy nie zaangażują się w jego odwołanie.

Jakie są powody, dla których Tusk nie powinien kontynuować swojej misji jako szef Rady Europejskiej?

Nie miałem kontaktu z Donaldem Tuskiem od dziesięciu lat, nigdy blisko nie współpracowaliśmy. Nie znajduję żadnych racji państwowych, które usprawiedliwiałyby działanie na rzecz jego odwołania.

A jakim szefem Rady był Tusk? Jakie są jego realne osiągnięcia?

Ewidentną zasługą Tuska jest zdolność do integrowania różnych wrażliwości regionalnych wewnątrz UE i realistyczne podejście do kwestii imigracji i bezpieczeństwa.

Czy Tusk zdał egzamin jako szef RE?

Jego polityka była zbieżna ze stanowiskiem polskiego rządu podczas szczytów UE. To kolejny argument przemawiający za tym, że polski rząd zamiast obalać Tuska, powinien wraz z nim przeciwdziałać Europie kilku prędkości i wpływać na UE jako całość.

W jakim świetle na arenie międzynarodowej stawia Polskę dwóch kandydatów na szefa RE?

To oczywiste, że wizerunek kraju jest jednym z czynników decydujących o możliwościach polityki zagranicznej. W chwili gdy od Polski oczekuje się poważnego głosu w sprawie przyszłości UE, nasza dyplomacja wniosła drastyczny spór wewnętrzny na arenę europejską, domagając się od innych zajęcia w nim stanowiska. To jest tak, jakby porozbijać talerze przed eleganckim obiadem. Przez długie lata Europa zachowa pamięć o akcji polskiego rządu, o tym, że Polacy sami działali na rzecz odwołania własnego obywatela z wysokiej funkcji unijnej. To zmniejszy nasze możliwości w przyszłości. Będzie się pojawiać pytanie, czy warto ufać Polsce, skoro jej rządy same obalają własnych polityków.

Czy pozostanie Tuska na funkcji szefa RE jest polską racją stanu, jak twierdzą politycy PO?

Wsparcie dla Donalda Tuska to elementarny wymóg polityki, która chce dobrze służyć polskim interesom. Nie trzeba wielkich słów. Spójrzmy na Włochów. Kraj znajduje się w stadium poważnego kryzysu finansów publicznych, rywalizacja wewnętrzna bardzo ostra. Włosi nie przenoszą sporu na zewnątrz. Mają własne pomysły na Europę i piastują trzy wysokie stanowiska unijne : przewodniczącego PE, szefa Banku Europejskiego i wysokiej przedstawiciel ds. relacji zewnętrznych.

Jeśli Tusk pozostanie szefem RE, a kandydat polskiego rządu nie dostanie poparcia państw Unii, to co powie nam to o polskiej dyplomacji?

Powtarzam: kandydatura Saryusz-Wolskiego jest skazana na porażkę, szanse na wybór Donalda Tuska szacuję na 90 procent. Jeśli jego kandydatura padnie, stanowisko obejmie reprezentant starej Europy, który nie będzie miał zrozumienia dla podejścia naszego regionu. Akcja musi się skończyć kompromitacją. Odpowiedzialne jest kierownictwo PiS, nie polska dyplomacja. Ona pada ofiarą prymitywnej strategii politycznej. Dla niej walka z wewnętrznym przeciwnikiem jest ważniejsza od budowy potencjału Polski w Europie i świecie.

Czy Saryusz-Wolski może w przyszłości być osobą odpowiedzialną za powstanie nowego traktatu UE, którego chce PiS?

Do tej pory podzielał moją opinię, że inicjatywa zmiany traktatów jest ryzykowna dla Polski i całej Europy. Zmiana traktatów doprowadzi do pogłębienia integracji w formach ryzykownych dla Polski bądź do kryzysu w negocjacjach, który osłabi UE. Trzeba ważyć słowa i nie podejmować inicjatyw bez rozeznania skutków. Mam wrażenie, że Jarosław Kaczyński używa hasła: „sami wystąpimy z propozycją zmiany traktatów”, wyłącznie na użytek audytorium krajowego. Jest to manifestacja ambicji, za którą nie stoi rzeczywistość, nie mamy bowiem sojuszników, którzy na wstępie popieraliby polskie rekomendacje w tej sprawie. Znacznie więcej możemy zrobić, korygując UE wewnątrz traktatów, przekonując do zniesienia barier krępujących wolny rynek, rozszerzenia transparentności. Polska z powodzeniem mogłaby być promotorem integracji w dziedzinie np. walki z terroryzmem. To nie wymaga zmiany traktatów.

Czy Polska ma dziś szansę być nowym liderem Unii Europejskiej?

Jarosław Kaczyński świadomie obrał strategię „działam pomimo Europy” i zrezygnował z ambicji wpływania na UE. W ramach takiej orientacji, która nie pozwala nam gromadzić wokół siebie sojuszników, nie ma szans na to, byśmy byli liderem Europy.

wywiad udzielony dla dziennika Rzeczpospolita

Francja 2017. W oczekiwaniu na reformy

Aby zrozumieć, rolę Francji w Europie i pożytki polsko-francuskiej kooperacji, konieczna jest refleksja nad stanem i perspektywami tego kraju jako państwa i jego społeczeństwa. Tak, to prawda, o Francji wiemy zbyt mało, a w polityce francuskiej odgrywamy rolę mniejszą niż jeszcze kilka lat temu. Gdy zrozumiemy te fakty, możliwe będzie definiowanie polskich interesów politycznych względem Francji.

A więc jaka jest Francja?

Blisko dziesięć lat temu Francja obchodziła 50 lecie V Republiki mając prawo szczycić się efektywnym systemem konstytucyjnym. Jednak pomimo wyposażenia w dobre instytucje i tego, że nie doświadcza regresu demograficznego wciąż nie potrafi znaleźć właściwiej odpowiedzi na wyjątkowo dotkliwy kryzys scentralizowanego państwa socjalnego.

Wybitny francuski historyk i politolog René Rémond pisał, że nad Sekwaną nie ma właściwie rzeczników wolności gospodarczej w klasycznym liberalnym sensie. „Z wyjątkiem garstki polityków i kilku ekonomistów nasz kraj nie zna liberałów, którzy żywiliby takie zaufanie do wolności aby uczynić z niej motor wszelkiej działalności”.[1] Opinia wyrażona w języku idei politycznych dotyka kluczowej słabości Francji jaką jest etatystyczny model francuskiej ekonomii połączony z bardzo silną osłoną socjalną. Od wielu lat część francuskiej opinii publicznej oraz klasy politycznej jest świadoma potrzeby redukcji państwa socjalnego, oswobodzenia energii społecznej i uruchomienia konkurencyjności. Pierwsze próby modernizacji obecne były jeszcze w programie RPR i prezydenckim przesłaniu J. Chiraca z 1988 roku. Program N. Sarkozego z 2007 roku właściwie identyfikował słabości Francji, jednak bilans jego polityki był bardzo skromny, a skala popełnionych błędów tak duża, że umożliwiła zwycięstwo kandydatowi socjalistów w wyborach prezydenckich. Prezydentura F. Hollanda, który zdobył władzę obiecując zachowanie status quo dodatkowo pogłębiła kryzys. Raport o stanie Francji opracowany pod auspicjami fundacji Ditchley’a stwierdzał: „Pozorne cięcia w wydatkach publicznych sprowadzały się praktycznie do spowolnienia wzrostu tempa tych wydatków, a reform strukturalnych po prostu nie było. Brakuje woli politycznej do przeprowadzenia zmian, być może wierząc w to, że Francja jest na tyle bogatym krajem, że znajdzie jakieś rozwiązanie, tak jak bywało już w przeszłości. Poziom wiedzy ekonomicznej elity francuskiej jest wciąż niski. Szanse na powrót do zrównoważonego wzrostu i niskiego bezrobocia są marne”. [2]

Dane dotyczące konkurencyjności gospodarki, wzrostu gospodarczego i stanu finansów publicznych są tożsame z pesymistycznymi nastrojami społecznymi. Wedle raportu World Competitiveness w edycji 2016/2017 Francja zajęła dopiero 21 miejsce.[3] Oprócz krajów pozaeuropejskich takich jak USA, Chiny, Singapur, Izrael, Japonia, Nowa Zelandia Francję wyprzedzają niemal wszystkie ważne zachodnie kraje: Niemcy, Wielka Brytania, Holandia, Szwajcaria, Belgia, Austria, Luxemburg i Dania. Bardziej pesymistyczne są dane cząstkowe. Kraj zajmuje 67 miejsce jeśli chodzi o przyjazność makroekonomiczną i aż 86 w segmencie zdolności do utrzymywania w kraju własnych talentów. Kryzys światowy z roku 2008 dotknął Francję ponadprzeciętnie. Od tego roku gospodarka Francji rozwinęła się łącznie jedynie o 1,6 procent podczas gdy Niemcy o 4% , USA i Szwecja o 6%. Podstawowym problemem Francji jest skala długu publicznego. Rósł on nieustannie od momentu kryzysu do ubiegłego roku, w ciągu 6 lat wzrósł o 700 mld euro, czyli aż o 57%. Zobowiązania budżetowe państwa w latach 2008 -2013 wzrosły aż od 200 mld euro. Według opracowania Banku Szwajcarskiego rok 2017 przyniesie kolejne zadłużenie, albowiem Francja będzie zmuszona do pożyczenia aż 210 mld euro, co będzie drugim wynikiem zaraz po Włoszech.[4]

Karuzela zadłużeniowa jest we Francji nie do powstrzymania bez radykalnych zmian w polityce społecznej i obcięcia finansowania sektora budżetowego. Jednocześnie Francja doświadcza wysokiego bezrobocia. Od 2008 roku przybyło aż 800 tys. bezrobotnych (2 mln obywateli w roku 2008 i 2,8 obecnie). Bardzo wysokie jest bezrobocie wśród ludzi młodych, co czwarta osoba poniżej 25 roku życia jest bez pracy. Jednocześnie Francja pozwala na emigrację najbardziej utalentowanych młodych ludzi. Kraj opuszcza corocznie około 200 tysięcy osób z czego 80% w przedziale 18-29 lat. Głównym kierunkiem emigracji są Niemcy, USA i Wielka Brytania. Pomimo to, że Francja jest trzecim studenckim krajem świata tylko 4 % zagranicznych studentów osiada w nim na stałe. W ostatnim roku powstrzymano zadłużenie i bezrobocie, ale naprawa sytuacji wymagałaby zdecydowanych zmian strukturalnych. Wskazuje na to również analiza autorstwa Antoine Goujard’a, eksperta OECD.[5]

Nieefektywny model społeczno-gospodarczy rzutuje na pozycję Francji w Europie. Rzecz jasna sama zmiana konfiguracji międzynarodowej po 1989 roku i zjednoczenie Niemiec działały przeciwko wiodącej pozycji Francji na Starym Kontynencie. Z czasem słabość gospodarcza Francji w relacji do Niemiec musiała wpływać ujemne na jej znaczenie na arenie europejskiej. Jeszcze w okresie rządów N. Sarkozego można było mówić o francusko – niemieckim tandemie przewodzącym UE. W okresie władzy prezydenta F. Hollanda Niemcy uzyskały bezdyskusyjny prymat w Europie, kosztem wewnętrznej równowagi w UE.

Jednocześnie Francja musi radzić sobie z radykalnym islamem. Trzeba wyrazić uznanie dla skuteczności państwa francuskiego w walce z terroryzmem, wymaga ona ciągłego stosowania środków nadzwyczajnych i nowych rozwiązań prawnych. Dzięki sprawności policji i służb antyterrorystycznych udało się przywrócić elementarne bezpieczeństwo. Choć większość społeczności muzułmańskiej zintegrowała się z całością społeczeństwa, to nie trudno zrozumieć, że znaczna część Francuzów obciąża odpowiedzialnością za ten stan rzeczy politykę imigracyjną partii głównego nurtu. Bez wątpienia część społeczności muzułmańskiej stanowi społeczną podstawę terroryzmu.[6]

W powszechnie znanych interpretacjach kryzysy ekonomiczny i imigracyjny wyjaśniają wzrost popularności Frontu Narodowego i kandydatury M. Le Pen w nadchodzących wyborach prezydenckich. Wydaje się jednak, że kluczowe znaczenie ma niezdolność do odnowy i wewnętrznej reformy klasycznych formacji politycznych, szczególnie partii post-gaullistowskiej. Wypada przypomnieć, że kandydat Frontu Narodowego w wyborach prezydenckich 2007 odnotował stosunkowo skromny wynik na poziomie 10 procent. Dziesięć lat temu N. Sarkozy był wyrazicielem nadziei odnowienia Francji i skutecznie powstrzymywał Front przed polityczną ekspansją. Później zarówno prezydentura N. Sarkozego jak i praktyka UMP (Unii Ruchu Ludowego) sprzyjały dynamice Frontu Narodowego. Wymowna jest pod tym względem ewolucja opinii Nicolasa Baverez’a, który w 2007 roku był gorącym zwolennikiem i doradcą N. Sarkozy’ego. W ostatnim czasie nawoływał do odnowy post-gaullistów i pisał, że przywództwo byłego prezydenta jest bez duszy i pozbawione wizji. W istocie przywództwo N. Sarkozy’ego borykającego się z postępowaniami prowadzonymi przez wymiar sprawiedliwości nie stwarzało perspektyw odnowy centroprawicy. Wydawało się, że odnowa Republikanów będzie możliwa po prawyborach, które cieszyły się rekordową czteromilionową frekwencją. Przegrana N. Sarkozy’ego i zwycięstwo F. Fillon otwierały perspektywę uzdrowienia centroprawicy. Zarzuty jakie wymiar sprawiedliwości wysunął pod adresem F. Fillon, w trakcie kampanii wyborczej odmieniły sytuację powstrzymując jej dynamikę.

Kryzys partii głównego nurtu jest jeszcze silniejszy na lewicy. Socjaliści od lat cierpią na kryzys przywództwa i głębokie podziały, które uniemożliwiają efektywne rządzenie i aktywną politykę Francji w Europie. Prezydentura F. Hollande’a jest niezwykle surowo oceniana przez obywateli, poparcie dla urzędującego prezydenta osiągnęło najniższy poziom w historii V Republiki. Obecność w tej formacji nurtu jednoznacznie antyrynkowego i etatystycznego stanowi dodatkowe obciążenie. W opinii Saint Victor „anachroniczna tożsamość socjalistów nie pozwala odpowiedzieć na wymogi współczesności”. [7] Socjaliści wyłonili w prawyborach B. Hamon identyfikującego się właśnie z antyreformatorskim nurtem tej formacji.

Jednocześnie z kryzysem partii głównego nurtu Front Narodowy przechodzi proces dopasowania się do poglądów dużej części społeczeństwa francuskiego. Wolno sądzić że Front Narodowy łączy protekcjonistyczny populizm i eurosceptycyzm z deklaracją obrony francuskiego modelu życia, przed globalizacją i islamizacją. Zdaniem Oliviera Roya kluczem do zrozumienia sukcesów Frontu Narodowego jest kulturalizm. Zakłada on dostosowanie się do oczekiwań nowoczesnego społeczeństwa. Dlatego Front Narodowy odcina się nie tylko od ewidentnie kompromitujących skrajności takich jak rasizm czy antysemityzm, ale także oddala się od idei chrześcijańskiej prawicy obecnych niegdyś w starym wydaniu tej partii. Olivier Roy odnotowuje, że partia M. Le Pen dystansuje się od Manif Pour Tous środowisk chrześcijańskich, które tak zdecydowanie występowały przeciwko legalizacji związków partnerskich i przyznaniu im prawa do adopcji dzieci. Z kolei pełna akceptacja zasady laickości państwa sprawia, że Front uwalnia się od zarzutu, że jest partią antyrepublikańską. Rzecz jasna, laicyzm w tej interpretacji byłby także narzędziem powstrzymywania ekspansji islamu.[8]

Francja miałaby szansę na rozwój gospodarczy ze względu na to, że dysponuje przewagą wzrostu demograficznego, która nie jest zauważana przez polskich komentatorów. W ubiegłym roku we Francji urodziło się 785 tys. dzieci co daje przyrost naturalny na poziomie 0,45. Wynik ten należy uznać za bardzo dobry jak na standardy europejskie. Wbrew obiegowym interpretacjom, że przyrost demograficzny jest udziałem rodzin imigracyjnych aż 70 urodzeń pochodzi z rodzin rodziców urodzonych we Francji. Średni wskaźnik płodności we Francji wynosi obecnie 1,93 co jest najlepszym wynikiem w Europie (tuż pod progiem zastępowalności pokoleń). Optymistyczne są także długoterminowe prognozy demograficzne, ponieważ Francja obok Wielkiej Brytanii będzie jedynym krajem, który odnotuje przyrost ludności w horyzoncie 2050 roku.[9]

Nie widać jednak silnej tendencji do odnowy klasy politycznej i jej zdolności reformatorskich. Wspomniany raport fundacji Ditchley’a stwierdza dobitnie: „Francuzi wydają się mieć szczerze dość polityków z głównych partii, najwidoczniej jeszcze bardziej niż wyborcy w innych krajach europejskich. W ich ocenie są oni niezdolni do poprawy sytuacji społeczno-gospodarczej. Rządzące elity polityczne oraz elity gospodarcze spędzały dotąd zbyt dużo czasu na dyskusjach we własnym gronie i nigdy nie pokusiły się o wyjaśnienie bieżących zawiłości szerszym kręgom społeczeństwa, tracąc przez to kontakt z opinią publiczną”.[10]

Spośród kandydatów na prezydenta tylko F. Fillon przedstawił program, który ma potencjał modernizacyjny. Kandydat Republikanów proponuje wydłużenie czasu pracy do 39 godzin tygodniowo, elastyczne prawo pracy, podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat i redukcję wydatków publicznych. To ostatnie miałoby obejmować całość sektora publicznego włącznie ze zmniejszeniem wydatków wspólnot samorządowych. Program postuluje redukcję szczebli samorządu terytorialnego z 4 do 2 i obniżanie podatków lokalnych, przede wszystkim podatku od nieruchomości .[11]  F. Fillon deklaruje wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw widząc w nich podstawę konkurencyjności francuskiej gospodarki. Jednym ze zobowiązań programowych jest redukcja podatku dochodowego dla firm jeśli zdecydują się na wydatki inwestycyjne. Jego program zakłada rozwinięcie polityki prorodzinnej i racjonalne stanowisko w sprawie imigracji wraz z wprowadzeniem corocznego limitu legalnych przyjęć imigrantów.

W chwili gdy piszę ten tekst E. Macron nie przedstawił jeszcze zwartego i szczegółowego dokumentu programowego. Jego przesłanie ma liberalno-socjalny charakter, łączy stawkę na konkurencyjność ze wsparciem publicznym na rzecz formacji bezrobotnych. Deklaruje, że przeznaczy na ten cel dodatkowo 15 mld euro. E. Macron zakłada, że do otworzenia rynku pracy i wydłużenia tygodniowego czasu pracy dojdzie w wyniku nowych porozumień między pracodawcami a związkami zawodowymi. Program reformy systemu emerytalnego zakłada zintegrowanie elementów publicznych i prywatnych oraz uchyla się od postawienia postulatu podwyższenia wieku nabycia praw emerytalnych. Nie bez racji wskazuje się na skandynawskie inspiracje przesłania E. Macron. Program M. Le Pen ma rys protekcjonistyczny i w żadnym razie nie zapowiada zmierzenia się z tym, co osłabia konkurencyjność gospodarki francuskiej. To jasne, że zapowiedź referendum w sprawie opuszczenia strefy euro i gruntownej rewizji pozycji Francji w Europie nie pozostawiają złudzeń, że jej zwycięstwo oznacza ryzyko pogłębienia kryzysu UE. Dodajmy do tego, że sondaże wyborcze ujawniają przywiązanie Francuzów do rozbudowanego państwa socjalnego. Jeśli zsumujemy poparcie dla oficjalnego kandydata Partii Socjalistycznej B. Hamon i wspieranego przez komunistów J.L. Melenchon, mamy ¼ część wyborców silnie identyfikujących się z socjalistycznym podejściem do gospodarki.

Ewidentnym walorem kraju jest przewaga instytucjonalna. Francja mogłaby dźwigać się z kryzysu dzięki systemowi konstytucyjnemu V Republiki. De Gaulle świadom wad francuskiej kultury politycznej i galijskiej skłonności do sporów doprowadził do uchwalenia nowej konstytucji, która przezwyciężyła słabość ustrojową Francji. Z perspektywy blisko 60 lat widać, że doświadczenie ustrojowe potwierdziło walory konstytucji. V Republika zbudowała ośrodek przywództwa państwowego w postaci silnej prezydentury z mandatem pochodzącym z wyborów powszechnych, umocniła dwugłową władzę wykonawczą przy zachowaniu parlamentarnej odpowiedzialności rządu i otwarciu na demokrację bezpośrednią. Reforma z 1958 r. dała Francji narzędzia pozwalające na prowadzenie aktywnej polityki państwowej i zachowanie silnej pozycji w Europie. Twierdzenie Michela Debré w przemówieniu na forum Rady Stanu, że „chodzi o przebudowę władzy bez której nie ma ani państwa, ani demokracji, a więc jeśli chodzi o nas – ani Francji ani Republiki”[12], dobrze wyrażało intencje reformatorskie i potwierdzało istnienie motywów mocarstwowych. Powszechnej uwadze umyka to, że dzieło De Gaulle’a i jego współpracowników ma kompleksowy charakter. Sprawność francuskiej demokracji nie opiera się wyłącznie na rekonstrukcji silnej prezydentury. Trzeba wspomnieć o oryginalnym prawie wyborczym (większościowe w dwóch turach) tworzącym stabilną większość parlamentarną. Ten model prawa wyborczego powstrzymywał skrajności polityczne, najpierw blokując reprezentację parlamentarną Francuskiej Partii Komunistycznej, później ekspansję Frontu Narodowego.

Istotne znaczenie ma wyposażenie premiera i rządu w zestaw instrumentów pozwalających na efektywne rządzenie takie jak władztwo premiera nad porządkiem obrad parlamentu, preferencje dla rządowych projektów w procesie legislacyjnym, czy prawo rządu do wydawania rozporządzeń. Premier dysponuje też bronią atomową dyscyplinującą większość rządową ponieważ art. 49 ust 3 konstytucji pozwala mu na związanie kwestii odpowiedzialności rządu ze stosunkiem do projektu ustawy. Rządy socjalistyczne w okresie prezydentury F. Hollande’a stosowały tę procedurę wielokrotnie, dyscyplinując własną większość parlamentarną. Walorem ustrojowym Francji jest także sądownictwo konstytucyjne, umocnione dzięki reformie z 2008 roku, które dało możliwość badania konstytucyjności ustaw z inicjatywy obywateli. Warto podkreślić, nowelizacja miała modernizacyjny charakter i nie naruszyła zasadniczej konstrukcji V Republiki. Obok rozszerzenia kontroli konstytucyjności ustaw wprowadzono możliwość stosowania referendum z inicjatywy opozycji parlamentarnej wspartej przez grupę obywateli. Na uwagę zasługują także nowe instytucje kontroli nad sferami działania władzy wykonawczej, rozszerzenie praw opozycji oraz zwiększenie praw obywatelskich i ich gwarancji.[13]

Nie można także zapomnieć o tym, że V Republika umocniła pozycję Rady Stanu, która odgrywa kluczową rolę w procesie legislacyjnym. Jej ostatni raport o stanie stanowienia prawa we Francji zasługuje na uwagę zarówno ze względu na diagnozę jak i rekomendacje.[14]

Przewaga instytucjonalna Francji nie dotyczy jedynie systemu konstytucyjnego. W tych samych badaniach, w których Francuzi dyskwalifikują polityków wyrażają ogromne zaufanie do wojska i policji (na poziomie 80%). Etos tych instytucji, szczególnie wojska zasługuje na uznanie. Wypada przypomnieć, że jest to dziś jedyna armia państwa europejskiego, która stale znajduje się na polu bitwy. Armia francuska przechodzi ciągłą modernizację, stopniowo zmniejsza liczebność na rzecz postępu technologicznego.[15] Francja utrzymuje wysoki poziom wydatków na wojsko (w roku 2015 – 50 mld euro, co stanowiło 2,1 % PKB). Uznanie musi budzić także jakość działań policji i ustawodawstwo antyterrorystyczne. To ostatnie inspiruje nową dyrektywę unijną z sankcjami za przygotowanie, szkolenia i podróże w celach terrorystycznych.

Nadchodzące wybory prezydenckie stanowią poważne wyzwanie dla mechanizmów V Republiki. Właściwie tylko zwycięstwo F. Fillon daje perspektywę typowego zastosowania konstytucji. Można się spodziewać, że w przypadku zwycięstwa kandydata Republikanów prezydent będzie dysponował stabilną większością parlamentarną. W przypadku objęcia prezydentury przez E. Macron powtórzą się komplikacje z niespójnością większości socjalistycznej w Zgromadzeniu Narodowym tym bardziej, że sam kandydat nie posiada własnego zaplecza parlamentarnego. Mniej prawdopodobne zwycięstwo M. Le Pen doprowadzi z pewnością do trzęsienia ziemi w systemie partyjnym i degradacji klasycznej centroprawicy. Jednocześnie prezydentura M. Le Pen nie będzie dysponować stabilną większością parlamentarną ze względu na niezdolność Frontu Narodowego do jej samodzielnego wytworzenia. W tym przypadku nie można wykluczyć także cohabitation prezydenta z republikańską większością parlamentarną. W każdym razie mechanizm instytucjonalny V Republiki sprzyja stabilności i efektywności rządów nawet wtedy gdy nie dysponują one zwartą większością parlamentarną.

Przed kilkoma Laty Pierre Avril nestor konstytucjonalistów francuskich powiedział mi, że ma sympatię do IV Republiki ponieważ pomimo wadliwości jej konstytucji obecność wybitnych przywódców decydowała o jakości polityki. W istocie Schuman’a, Mendes’a, France’a,  Monnet’a, Bidault’a stać było na przywództwo z klasą i mierzenie się z wielkimi wyzwaniami zarówno w wymiarze krajowym jak i europejskim. Współczesna Francja jest w odwrotnym położeniu, ma silne instytucje i czeka na odrodzenie klasy politycznej. Kampania prezydencka nie zapowiada szybkiej odnowy elit politycznych. Bez wątpienia proces ten byłby pożyteczny nie tylko dla Francji, ale dla całej Europy. Polska powinna przywitać go z sympatią zarówno ze względu na potrzebę zrównoważenia UE jak i perspektywę odnowienia współpracy polsko – francuskiej.

Kazimierz Michał Ujazdowski

tekst opublikowany na łamach „Polski Przegląd Dyplomatyczny” nr2 , 2017


[1] R. Rémond „Prawica Francuska dziś”, Iskry 2008, s. 17
[2] http://www.ditchley.co.uk/conferences/past-programme/2010-2019/2014/frances-role
[3] http://www3.weforum.org/docs/GCR2016-2017/05FullReport/TheGlobalCompetitivenessReport2016-2017_FINAL.pdf
[4] Podobne konkluzje zawierał wspomniany raport fundacji Ditchley’a: „Dyskutanci nie we wszystkim się w tej kwestii zgadzali, ale wszyscy wskazywali na te same symptomy: brak wzrostu gospodarczego, słabo konkurencyjna gospodarka, wysokie bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych, wysoki deficyt fiskalny oraz dług narodowy (chociaż nie najwyższy w porównaniu z innymi krajami), regulacje podatkowe oraz rynku pracy zniechęcające przedsiębiorców do zwiększania zatrudnienia.” http://www.ditchley.co.uk/conferences/past-programme/2010-2019/2014/frances-role
[5] https://oecdecoscope.wordpress.com/2016/02/15/more-competition-for-better-economic-outcomes-in-france/
[6] „Kolejnym czynnikiem politycznym istotnym dla polityki zagranicznej są coraz bardziej znaczące mniejszości etniczne, wywodzące się przede wszystkim z Bliskiego Wschodu i Afryki, w tym z miejsc ogarniętych konfliktami. Jest to szczególnie istotne w kontekście ich alienacji, wysokiego bezrobocia i ryzyka szerzenia się dżihadyzmu. Liczba obywateli francuskich, w tym konwertytów, którzy wyjechali do Syrii i Iraku walczyć w szeregach tzw. Państwa Islamskiego wzbudziła duże zaniepokojenie. Warto przy okazji zwrócić uwagę na to, że wielu z nich nie pochodziło z biednych rodzin.” http://www.ditchley.co.uk/conferences/past-programme/2010-2019/2014/frances-role
[7] J. de Saint Victor „Revue des Deux Mondes”
[8] O. Roy „Revue des Deux Mondes”
[9] https://www.insee.fr/fr/statistiques/1280826
[10] http://www.ditchley.co.uk/conferences/past-programme/2010-2019/2014/frances-role
[11] http://www.fillon2017.fr/projet/
[12] M. Debré, Przemówienie przed Radą Stanu, 27 sierpnia 1958 r., w: K.M. Ujazdowski, V Republika Francuska. Idee, Konstytucja, Interpretacje, OMP 2010
[13] W sferze pierwszej wypada zwrócić uwagę na zakaz sprawowania urzędu prezydenta dłużej niż dwie kadencje (art. 6), wymóg opiniowania przez Radę Konstytucyjną podjęcia przez prezydenta środków nadzwyczajnych (art. 16), istotną wobec nowych form militarnego zaangażowania państw europejskich kontrolę parlamentarną interwencji zbrojnych za granicą wraz z wymogiem zgody parlamentu na interwencję zbrojną trwającą dłużej niż cztery miesiące (art. 35), zakaz grupowego stosowania prawa łaski (art. 17) oraz obowiązek zasięgnięcia przez prezydenta opinii specjalnej komisji, złożonej z członków obu Izb, w przypadku nominacji na stanowiska państwowe o szczególnym znaczeniu (art. 13). W myśl nowelizacji identyczna procedura stosowana będzie w przypadku kandydatów na członków Rady Konstytucyjnej. W sferze dowartościowania parlamentu doszło do odbudowy równowagi instytucjonalnej bez ryzyka osłabiania regulacji budujących stabilność i efektywność rządzenia. Taki sens ma uzyskanie przez parlament prawa do kształtowania porządku obrad przy za-strzeżeniu preferencji dla projektów rządowych, co gwarantuje art. 48 Konstytucji. Innowacja polega również na przyznaniu opozycji gwarancji samodzielnego wpływu na część porządku obrad. Z pewnością istotną zmianą jest redukcja zakresu stosowania wspominanego już wielokrotnie nadzwyczajnego instrumentu z art. 49-3 wyłącz-nie do ustawy budżetowej i ustaw z zakresu zabezpieczenia społecznego. Ponadto mechanizm ten może być zastosowany w tylko raz w roku w odniesieniu do innych ustaw. Warto również zwrócić uwagę na racjonalizację procedury legislacyjnej, powstrzymującą przyjmowanie projektów ustaw bez należytej refleksji, zwiększenie ilości komisji stałych z sześciu do ośmiu (art. 43), a także na wprowadzenie możliwości odbywania debat generalnych bez wniosku o votum nieufności (art. 50-1). Nowością jest również określenie w Konstytucji zarówno funkcji kontrolnych jak i ewaluacyjnych parlamentu (art. 24) w odpowiedzi na wyzwania, przed którymi stoją par-lamenty wszystkich państw o rozwiniętych systemach demokratycznych. W tym celu doszło do konstytucyjnego związania z parlamentem Izby Obrachunkowej (art. 47-2). Ponadto nowelizacja dała możliwość przewodniczącym Izb przedkładania Radzie Stanu do zaopiniowania parlamentarnych projektów ustaw, co traktować należy jako dodatkowe umocnienie tej instytucji i pogłębienie profesjonalizacji państwa (art. 39 po nowelizacji). Żadna z tych korekt nie naruszyła systemu przewagi egzekutywy nad legislatywą, będącego jedną zasadniczych z właściwości V Republiki.
[14] http://www.conseil-etat.fr/Decisions-Avis-Publications/Etudes-Publications/Rapports-Etudes/Etude-annuelle-2016-Simplification-et-qualite-du-droit
[15] http://www.latribune.fr/entreprises-finance/industrie/aeronautique-defense/armement-les-dix-grands-travaux-de-l-armee-de-terre-en-2016-555955.html

Polski Przegląd Dyplomatyczny nr 2/2017

https://www.pism.pl/publikacje/czasopisma/Polski_Przeglad_Dyplomatyczny/2017/2

Kształtować Europę

Ojcowie założyciele projektowali Wspólnotę Europejską wierząc, że chrześcijaństwo ma moc przezwyciężenia wszelkich egoizmów i stanowi fundament odbudowy Europy ze zniszczeń wojennych. Robert Schuman pisał, że „demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą zmierzającą do tyranii lub anarchii”. Jednocześnie chrześcijańscy demokraci tamtej epoki byli gorącymi rzecznikami głębokiej integracji opartej na zasadach partnerstwa i solidarności. Wolno sądzić, że ich przesłanie zwrócone było przeciw patriotyzmowi starego typu, który nie widział potrzeby integracji i pokładał wiarę w zewnętrzną kooperację państw. To stanowisko było doskonale rozumiane przez Kościół w Polsce, który miał nadzieję, że z czasem budowanie jedności Europy obejmie te narody, które Jałta skazała na utratę wolności i egzystencję w bloku sowieckim. Z pewnością wierzył w to Kardynał Kominek, autor historycznego Listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Wyrażane wówczas nadzieje spełniły się w 1989 roku. Europa rozszerzyła się po granice kultury i geografii, o co apelował Jan Paweł II w historycznym wystąpieniu na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Dziś podkreśla się, że Unia Europejska odchodzi od idei swoich założycieli. Przechodzi ewolucję w negatywnym kierunku dechrystianizacji i odstępstwa od solidarności. Oba zjawiska trzeba analizować odrębnie ponieważ przebiegają innymi torami i nie są ze sobą ściśle powiązane.

W pierwszym przypadku znaczenie ma nie polityka, lecz przemiany, które zaszły w kulturze Europy Zachodniej. To one zredukowały oddziaływanie dziedzictwa chrześcijańskiego. Bez wątpienia gwałtownie przyśpieszyła te procesy rewolucja z maja 1968 roku. Projekt nowego społeczeństwa najpierw uderzył w prawo osoby ludzkiej do życia i prawa rodziny. Dziś wyraża się często w bardziej agresywnej wersji, która dąży do usunięcia chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. Bez wątpienia ideologia i język dominujący w instytucjach UE jest już bardzo odległy od tego, który można znaleźć w pismach Ojców Założycieli. Niestety proces ten nie spotkał się z należytym oporem partii chrześcijańsko demokratycznych i ich reprezentacji na szczeblu europejskim. Doskonałą analizę przypadku utraty chrześcijańskiego charakteru przez włoską chadecję dał znany w Polsce filozof Rocco Bouttiglioene w książce „Chrześcijanie a demokracja”.

Jaka powinna być postawa chrześcijan mających poczucie odpowiedzialności za dobro społeczeństw? Z pewnością nie powinna nią być ani kapitulacja ani ucieczka od UE. Właściwa reakcja polega na wytrwałej promocji cywilizacji życia na wielu polach. Wskażmy przede wszystkim na ochronę embrionów przed eksperymentami, obronę prawa do życia nienarodzonych i promocję rodziny tworzonej przez mamę i tatę. Towarzyszyć temu powinna stanowcza obrona wolności religijnej i pomoc dla chrześcijan, którzy doznają prześladowań na wielu kontynentach świata.

W wydanej w 2002 r. nocie o zasadach jakimi powinni się kierować katolicy w życiu publicznym, późniejszy papież Benedykt XVI pisał, że: „owoc duchowego, moralnego i intelektualnego dziedzictwa katolicyzmu musi być dzisiaj przedstawiony przy użyciu współczesnych terminów kulturowych”. Jeśli chcemy oddziaływać na Europę musimy używać języka asertywnego i włączającego. Obrona wartości uniwersalnych powinna być połączona z empatią ponieważ przekonywać trzeba tych, którzy wątpią lub gotowi są wesprzeć tylko część postulatów. W sprawie cywilizacji życia potrzebne jest nastawienie na szukanie sojuszników i zawiązywanie współpracy ponad politycznymi podziałami. Tym bardziej, że w chwili obecnej rzecznicy cywilizacji życia znajdują się w różnych państwach i różnych formacjach politycznych reprezentowanych na szczeblu europejskim. W Parlamencie Europejskim znajduję ich wśród Chorwatów, Słowaków, Węgrów, ale także wśród reprezentantów starej Europy: Hiszpanów, Niemców i Włochów.

Mamy powód do dumy ponieważ Polska po 89 roku uformowała republikę na bazie kultury chrześcijańskiej wprowadzając ochronę życia i praw rodziny. W tym miejscu podkreślić trzeba zasługi Trybunału Konstytucyjnego, który w historycznym orzeczeniu z 1996 roku uznał prawo do życia od chwili poczęcia za fundament demokratycznego państwa prawa. Jednakże błędem byłoby poczucie wyższości wobec narodów Europy Zachodniej. Twórcza polityka nastawiona jest nie na piętnowanie zła, lecz wspieranie dobra. Dlatego też powinna wesprzeć każde symptomy odrodzenia kultury chrześcijańskiej i obrony społeczeństwa przed eksperymentami. Trzeba wyrazić uznanie dla setek tysięcy Francuzów, którzy w ramach Manif pour Tous gromadzili się na ulicach miast w obronie cywilizacji życia. Jeszcze bardziej istotne jest nadrobienie własnych zaniedbań. Polska powinna zwiększyć pomoc humanitarną dla uchodźców przebywających w obozach na Bliskim Wchodzie, a od naszej dyplomacji należy wymagać determinacji w obronie prześladowanych chrześcijan na arenie międzynarodowej.

Drugie ze zjawisk, odstępstwa od solidarności mają bardziej złożony charakter i nie można ich przypisać instytucjom unijnym, szczególnie tym, które mają misję strzeżenia interesu całej Wspólnoty, Komisja Europejska i Parlament Europejski. UE pomimo kryzysu wciąż daje dowody solidarności, nie rezygnuje z polityki spójności, udziela pomocy humanitarnej krajom trzeciego świata i uprawia dobrą politykę sąsiedztwa. Wschodni wymiar tej polityki wobec Ukrainy, Mołdawii i innych krajów regionu, jest całkowicie zbieżny z Polską racją stanu. To prawda, że solidarności zagraża centralizm instytucji unijnych. Ale jeszcze bardziej egoizm narodowy, który pociąga za sobą renacjonalizację polityk i osłabienie instytucji wspólnotowych. Nie sposób upominać się o solidarność i kibicować eurosceptykom. Ci bowiem przeciwstawiają się wszelkim formom solidarności i w imię partykularnych interesów dążą do demontażu wspólnego rynku.

W tej sytuacji polityka odpowiedzialna za przyszłość Polski i Europy musi uwzględniać zarówno potrzebę promocji cywilizacji życia jak i odbudowy solidarnej współpracy narodów Europy. Musi być chrześcijańska i europejska. A zatem musi być zainteresowana kształtowaniem Unii Europejskiej, a nie jej dezintegracją czy osłabieniem. Polska ma wspaniałą tradycję myśli europejskiej biorącej swój początek od Czartoryskiego a kończącej się na wielkim europejskim przesłaniu Jana Pawła II. W swej ostatniej książce „Pamięć i Tożsamość” Papież wyraził nadzieję, że wejście do Unii Europejskiej krajów naszego regionu odbuduje jej związek z dziedzictwem chrześcijańskim. Spełnienie tego przesłania wymaga odwagi i woli współpracy ze wszystkimi narodami Europy.

Kazimierz Michał Ujazdowski

Artykuł opublikowany na łamach tygodnika „Nowe Życie”

Zapisz się na newsletter

Zostaw swój e-mail i bądź na bieżąco z działaniami Kazimierza Michała Ujazdowskiego

(wymagane) Wyrażam zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną na wskazany przeze mnie adres email informacji o działalności Kazimierza Michała Ujazdowskiego

FreshMail.pl